Kulisy porozumienia Partyka Wojdyły z H. Skrzydlewska Orłem Łódź
Patryk Wojdyło miał zrezygnować z 30 tysięcy złotych, które zarobił reprezentując barwy H. Skrzydlewska Orła Łódź. Z kolei klub miał odpuścić 70 tysięcy złotych kar, którymi wcześniej straszył zawodnika.
– Cieszę się, że strony osiągnęły porozumienie i uścisnęły sobie dłonie. Spór istniał i dobrze, że został rozstrzygnięty. Od trzech lat istnieje przepis, który wprost zabrania klubom wykorzystywania kar regulaminowych jako próby pozbycia się zadłużenia wobec zawodników. Widać wyraźnie, że coraz mniej działaczy chce próbować tej metody – przyznaje Krzysztof Cegielski, który jako prezes stowarzyszenia żużlowców Metanol od lat pomaga zawodnikom w sporach z pracodawcami.
Przypomnijmy, że w czwartek ujawniliśmy sprawę kar, które Patryk Wojdyło miał otrzymać od władz H. Skrzydlewska Orła Łódź Ich nałożenie potwierdził Krzysztof Cegielski. Początkowo w klubie również nie kwestionowano istnienia sporu, ale później w oficjalnym oświadczeniu wszystkiemu zaprzeczono. Chodziło o pięć osobnych kar za brak czapek w przerwach meczu oraz prezentowanie bidonu podczas pomeczowego wywiadu. Każda kara opiewała na 20 tysięcy złotych, łącznie 100 tysięcy złotych.
W ten sprawie skontaktowaliśmy się z Orłem Łódź we wtorek, a dzień później w siedzibie klubu pojawił się Patryk Wojdyło. Wtedy właśnie strony miały przeprowadzić ostateczne negocjacje w tej sprawie i dojść do porozumienia. Najnowsze informacje wskazują na to, że zawodnik zgodził z częścią kar, byle otrzymać większość zarobionych pieniędzy.
Orzeł Łódź od początku zaprzeczał sprawie, podobnie jak sam Wojdyło. Zawodnik ma powody, by dziś czuć się dość dziwnie, bo wiadomo, że łodzianie przed Trybunałem PZM wcale nie musieli otrzymać od niego choćby złotówki.
– Od trzech lat wprowadziliśmy do regulaminu dwa warunki, które muszą być spełnione, by kara została uznana za wiążącą. Klub może wystawiać kary w terminie do 30 dni od zdarzenia i tylko wtedy, gdy jest w pełni rozliczony z zawodnikiem. Kary, które nie spełniają tych warunków są odrzucane na wstępnym etapie i uznawane za odwet wobec zawodnika lub próbę pozbycia się zadłużenia po sezonie. Mamy na tym polu duże sukcesy i cieszę się, że coraz mniej klubów decyduje się na takie rozwiązania. Zawodnicy to obserwują i potem to też ma znaczenie przy wiązaniu się z danym ośrodkiem. Działacze muszą wiedzieć, że takie praktyki nie sprawdzają się na dłuższą metę – dodaje Cegielski.
W zeszłym roku spór ze swoimi byłymi zawodnikami bardzo długo prowadził Włókniarz Częstochowa. Choć ostatecznie klubowi też udało się uzyskać pewne korzyści finansowe, to ostatecznie efekt był taki, że w tym roku żaden z czołowych zawodników nie miał ochoty przychodzić do klubu, w którym po sezonie można otrzymać wysokie kary pod byle pretekstem.
Źródło: WP Sportowefakty.pl
Udostępnij w social mediach:







