Patrick Hansen próbuje się odnaleźć w sporcie po wypadku

Patrick Hansen miesza w Polsce  od kilku lat. Tu znalazł miłość, założył rodzinę, a teraz próbuje swoich sił, jako trener młodzieży w klubie 12-krotnego mistrza Polski z Rybnika. I dziwi się, że wydajemy grube miliony na coś, co w Danii robią rodzice.

 

Patrick Hansen próbuje się odnaleźć w sporcie po koszmarnym karambolu w 2023, kiedy doznał kontuzji kręgosłupa i musiał walczyć o to, żeby znów stanąć na nogi. Pokazał hart ducha i ogromną determinację wracając na tor. W tym roku będzie łączył jazdę na żużlu z pracą w roli trenera młodzieży. To jednak od marca, bo teraz jest w Danii. – Wróciłem do starego zawodu. Jestem mechanikiem samochodowym. Tu, gdzie teraz pracuję, to jest taka większa firma – mówi w rozmowie z oficjalnym serwisem ROW-u Rybnik.

Duńczyk jest pełen optymizmu, bo w 2025, gdy był zawodnikiem Orła Łódź, bardzo dobrze wyszedł mu mecz z finalistą ligi Polonią Bydgoszcz. – W ostatnim meczu rundy zasadniczej w Bydgoszczy zdobyłem 6 punktów z bonusem, więc nie zapomniałem, jak się jeździ. Nie wiem, jak kluby podchodzą do mnie, ale ja podchodzę do tego poważnie. Podpisałem profesjonalny kontrakt i chcę się z niego wywiązać – dodaje.

Starty w Krajowej Lidze Żużlowej, to jedno. Hansen będzie też pracował jako trener młodzieży w INNPRO ROW-ie Rybnik. I tu zaczynają się schody, bo 28-latek nie oszczędza naszego systemu szkolenia. I chyba warto go posłuchać, bo wydajemy miliony na coś, co w Danii robią za darmo. – Jestem w Polsce od kilku lat i muszę przyznać, że w wielu klubach to szkolenie nie wygląda tak, jakbym ja to widział. Jest taśma, stoper i chorągiewka, a to nie mieści się w tym, co ja uważam za żużlowy trening – zaczyna Hansen.

– Najpierw trzeba wypracować sylwetkę i technikę jazdy. Po to, żeby potem biegi juniorów nie trwały po pół godziny. Tak jest, bo tych chłopaków nie uczy się jeździć, a potem puszcza się ich na szerokie wody. W Danii jest sylwetka, technika, myślenia na torze. Tego chcę tych młodych nauczyć. I jeszcze chcę mieć z nimi kontakt, rozmawiać, bo to nie może być tak, że żużel jest tylko na stadionie. To musi być cały czas, bo inaczej nie będzie wyniku – opowiada i zwraca uwagę na to, jak to się robi w Danii.

– Nie mamy tylu pieniędzy, co w Polsce. Nie mamy trenerów w klubach. Są rodzice, którzy wiedzą, do czego służą pachołki i to oni uczą swoje dzieci jazdy na żużlu. Z dobrym skutkiem. Najpierw nauka, potem wyniki i cała reszta – kończy człowiek, który ma nadzieję zaprogramować rybnicką młodzież na sukces.

 

Źródło:  ROW Rybnik

Udostępnij w social mediach:
guest

0 komentarzy
Najstarsze
Najnowsze
Opinie w linii
Zobacz wszystkie komentarze

Ten artykuł jest dostępny tylko w zagraniczej odsłonie tego serwisu.