Powody otrzymania licencji nadzorowanej dla Unii Tarnów

Prezydium ZG PZM po zapoznaniu się z odwołaniem Unii Tarnów przyznało klubowi licencję nadzorowaną na starty w Krajowej Lidze Żużlowej 2026. W środowisku żużlowym nie brakuje głosów zaskoczenia.

 

Niektórzy zastanawiają się, dlaczego dla niewypłacalnego ośrodka tworzone są nowe zasady. Sprawa ma jednak drugie dno, a Polski Związek Motorowy może pomóc wierzycielom Unii odzyskać, chociaż część pieniędzy.

Nikt jeszcze nie powiedział, że Unia Tarnów w sezonie 2026 na pewno przystąpi do rozgrywek Krajowej Ligi Żużlowej. Licencji nadzorowanej towarzyszy aż 15 warunków do spełnienia. Trzynaście należy wykonać do 20 marca, przede wszystkim władze klubu są zmuszone spłacić zawodników oraz osoby funkcyjne. Bez realizacji tego scenariusza, zostanie zapalone czerwone światło na jazdę w lidze, a patrząc na organizację i czyny przedstawicieli Unii (utrudniony kontakt, praktycznie brak klubowych struktur), może być o to naprawdę ciężko.

Dług legendarnego klubu (w czasach świetności jeździli tam m.in. bracia Gollobowie i Tony Rickardsson) to przynajmniej dwa miliony złotych. Nie brakuje głosów oburzenia i pytań „dlaczego Unia może więcej?”. Okazuje się, że sprawa ma drugie dno. Z naszych informacji wynika, że Polski Związek Motorowy nie przeanalizował sytuacji tarnowian w sposób całkowicie zero-jedynkowy.

Sytuacja jest złożona. Gdyby Unia otrzymała odmowę licencji, to spółka by upadła i długi nie zostały spłacone. Co wtedy zrobiliby wierzyciele? Mogliby jedynie mieć pretensje o to, że ktoś pozwolił Unii wystartować w sezonie 2025 i generować dług, mimo wcześniejszych informacji o potężnych problemach. Zaległości w Tarnowie nie wzięły się nagle, ten stan trwa już od dłuższego czasu.

Druga rzecz polega na tym, że — mimo ślimaczego tempa — Unia w teorii ma plan naprawczy. Powoli coś spłaca. PZM, mając na uwadze dobro osób czekających na ciężko zarobione pieniądze, nie chciał tego niszczyć i zabierać możliwości dalszej spłaty. Po upadku Unia przestałaby istnieć i… płacić. Wierzyciele straciliby jakiekolwiek szanse na odzyskanie kasy.

PZM, przedłużając Unii czas, zadziałał m.in. z myślą o wierzycielach klubu, zadziałał w ich interesie. Tarnowianie w następnych tygodniach będą mogli spłacać zaległości, tylko jeśli będą zarabiać, a wykluczenie z KLŻ odebrałoby tę możliwość. Do 20 marca być może Unia nie zapłaci wszystkiego, tylko choćby część. Jeśli z kwoty w okolicach dwóch milionów złotych odzyska się, dajmy to, 600 tysięcy, to już będzie to sukces władz PZM. Bez licencji nadzorowanej byłoby okrągłe zero.

Są działacze w klubach z KLŻ, którym jazda Unii nie jest na rękę. Nie chodzi już tylko o sprawiedliwość i spłacanie zawodników za sezon 2025 w terminie. Bardziej chodzi o 2026. Trudno przypuszczać, że spłacający zaległości tarnowianie do samego końca będą jechać najmocniejszym składem, a drużyna złożona z samych juniorów, dla rywali będzie generować ogromny koszt.

Na koniec dodajmy, że wniosek Unii odrzuciła Komisja Licencyjna, która kontroluje spełnienie wymogów licencyjnych, natomiast odwołanie uznało Prezydium PZM, czyli organ, który musi dbać zarówno o kluby, jak i o indywidualny interes zawodników.

 

Źródło:  przegladsportowy.onet.pl

 

Udostępnij w social mediach:
guest

0 komentarzy
Najstarsze
Najnowsze
Opinie w linii
Zobacz wszystkie komentarze

Ten artykuł jest dostępny tylko w zagraniczej odsłonie tego serwisu.