Rafał Dobrucki wypowiedział się o kadrze i powodach rozstania
Choć wizja DPŚ w Warszawie korciła Rafała Dobruckiego, by wciąż pracować z kadrą, były już selekcjoner reprezentacji Polski postanowił obrać inną drogę. W szczerej rozmowie Rafał Dobrucki tłumaczy powody rozstania z kadrą.
WP SportoweFakty: W 2026 roku czeka nas DPŚ w Warszawie. Tak wielkiej imprezy jeszcze nie było. Nie korciło pana, by pracować z kadrą jeszcze choćby przez najbliższy sezon?
Rafał Dobrucki, dyrektor zarządzający Fogo Unii Leszno: Korciło. Decyzja zapadła i nie patrzę za siebie. Faktycznie, to będzie największa impreza w historii na przestrzeni stu lat istnienia sportu żużlowego. DPŚ to inna bajka. Warszawa zgromadzi 60 tysięcy kibiców na trybunach, to będzie coś. To będzie z pewnością duże wyzwanie dla organizatorów, kadry i trenera, więc trzymamy kciuki za naszą ekipę. Myślę, że dowiozą dobry wynik, a sam event będzie dużym świętem.
Skoro Pana korciło pozostanie w reprezentacji, to skąd rezygnacja?
Ta decyzja zapadła krótko przed Speedway of Nations w Toruniu. Niezależnie od wyniku, nawet po złotym medalu, a w takim przypadku miałbym mniej wątpliwości, zrezygnowałbym z funkcji trenera reprezentacji.
Wiemy już, kiedy podjął Pan decyzję o rezygnacji z funkcji trenera kadry. Ponownie dopytam o powody takiej decyzji.
Było dużo znakomitych momentów, właściwie te słabsze, czyli brak złota w SoN policzyłbym na palcach jednej ręki. Znaleźliśmy się w takiej oto sytuacji, że wszystko poza złotym medalem jest uznawane za porażkę. Można powiedzieć – sami sobie na to ciężko zapracowaliśmy. Fakt, że po wielkim sukcesie we Wrocławiu, my, jako reprezentacja zostaliśmy z niego okradzeni sytuacją IMP w Krośnie, co mnie bardzo boli. To spowodowało, że moim celem było zdobycie złotego medalu SoN za wszelką cenę. Ta sztuka nie udawała się wcześniej, a w Toruniu miałem duże nadzieje, że w końcu wygram. Jednak nie wyszło. Wszystko to upewniło mnie, że czas na zmiany.
Z perspektywy czasu srebrny medal w Toruniu upatruje Pan jako porażkę czy sukces? Wygrali Australijczycy, którzy dysponowali piekielnie silną parą.
Myślę, że zrobiliśmy wszystko, co można było, by wygrać. Mówi się, że srebrny medalista, to pierwszy przegrany. Osobiście nie uważam tego wyniku za porażkę, ale trzeba sobie jasno powiedzieć, jakie mamy wymagania. Kiedy dajmy na to polski junior nieoczekiwanie zwycięży, np. wyścig w lidze, wszyscy są zachwyceni i już robią z niego mistrza świata. Kiedy jednak nieoczekiwanie zwycięży ktoś inny kosztem Polaka, to mówimy o porażce. Taki jest po prostu sport. Srebro było wynikiem minimum, który powinniśmy osiągnąć. Mnie jednak nie satysfakcjonowało, zawodników też nie. Każdy jedzie o zwycięstwo i to było celem. Nie udało się i pod tym kątem to porażka, natomiast z perspektywy czasu uważam, że powinniśmy się cieszyć z drugiego miejsca. Australia była w tym dniu poza zasięgiem. Trzeba to uznać i pogratulować.
PZM chciał Pana zatrzymać w swoich szeregach, by pewne projekty ciągnąć dalej. Tak się stanie?
Najważniejsza jest Fogo Unia Leszno i na tym się koncentruję. Projekty pt. PitBike, 500 R rozwijają się prawidłowo. Będę się temu przyglądał oczywiście z perspektywy klubu. Z PZM i GKSŻ dalej jesteśmy w dobrych stosunkach, nikt na nikogo się nie obraził. Wracając do pytania, tak, będziemy realizować te i inne projekty.
Trener Stanisław Chomski rozesłał pierwsze powołania do kadry Polski. Będąc z boku może się Pan wcielić w rolę eksperta. Dokonał dobrych wyborów?
To nie jest moja rola. Niemniej muszę powiedzieć, że oglądałem wywiad trenera Chomskiego, w którym tłumaczył swoje powołania. Ja się zarzekałem, że nie będę tego robił, a przynajmniej wchodził w taką interakcję. Nie wiem, czy dobrze postępowałem i nie wiem, czy trener Chomski dobrze postąpił. Po prostu uważam, że nie ma takiej potrzeby, bo i tak swoich wyborów się nie obroni. Trener Chomski, którego bardzo cenię wyartykułował swoją argumentację i moim zdaniem nie przyniosło to żadnego pożytku. Niezależnie od podjętych decyzji, nominacje nie spodobają się wszystkim.
Przed DPŚ w 2023 roku na kadrze spoczywała wielka presja, bo wszyscy oczekiwali zwycięstwa. Ten cel został osiągnięty. Ma Pan jakieś wskazówki do trenera Chomskiego przed kolejnym pucharem świata?
Nie chciałbym, żeby trener Chomski miał taką sytuację, jaką miałem ja przed zawodami we Wrocławiu. Żaden z kadrowiczów nie był w optymalnej dyspozycji. Każdy bez wyjątku był pod formą. Od początku roku kadrowicze zmagali się z problemami, nawet Bartek Zmarzlik miał swoje. A jednak zrobiliśmy to. Byliśmy drużyną, każdy dał tyle, ile mógł, a nawet więcej w tym momencie. Dlatego życzę trenerowi Chomskiemu, żeby wszyscy trafili z formą na zawody w sierpniu w Warszawie na Narodowym.
Źródło: WP Sportowefakty.pl
Udostępnij w social mediach:







