W Rawiczu trwają starania o reaktywację Kolejarza
Kolejarz Rawicz w 2022 roku otarł się o awans do wyższej ligi, by chwilę później spaść na samo dno. Doszło do zatrzymania prezesa i postawienia mu zarzutów, a klub popadł w poważne długi. Od tamtej pory różne osoby bezskutecznie próbują doprowadzić do reaktywacji Kolejarza.
– Pukamy do różnych drzwi, próbujemy, prowadzimy rozmowy – mówi Artur Ostrowski, prezes stowarzyszenia, dla Tygodnika Żużlowego. Największym problemem pozostaje brak wystarczających środków finansowych.
Kiedy Sławomir K. obejmował stanowisko prezesa Kolejarza, zapowiadał nowy początek i nową jakość rawickiego żużla. Huczne zapowiedzi w mediach, wielka impreza w Zamku w Rydzynie i głośne nazwiska. Tak wyglądała ówczesna rzeczywistość. Czar jednak szybko prysł.
Sławonir K. zerwał współpracę z Unią Leszno, bo jego ambicje sięgały wyżej, niż bycie drugoligową filią ekstraligowego klubu. A to właśnie dzięki 18-krotnym mistrzom Polski udało się uratować żużel w Rawiczu. Drużyna zbudowana przez K. w 2022 roku otarła się o awans do Metalkas 2. Ekstraligi. Zabrakło naprawdę niewiele.
Biznesmen planował nawet współpracę z Orłem Łódź, bo ich stadion nie spełniałby wymogów infrastrukturalnych postawionych przez władze. Finalnie nic z tego nie wyszło. Raz, że awansu nie było, a dwa, że rok później klub spadł na samo dno. Kolejarz popadł w ogromne długi, a K. został zatrzymany, gdzie postawiono mu zarzuty. Chodziło o tzw. mafię śmieciową.
Zanim doszło do zatrzymania, K. płacił zawodnikom… sprzętem żużlowym. – I to takim, który nadawał się na śmietnik – mówili anonimowo. – To był złom, który padał po pierwszym treningu. Kiedyś wziąłem taką ramę, która rozpadła się po dwóch okrążeniach. Przecież to się w głowie nie mieści. Brałem te części, bo lepsze to, niż nic – ujawniali zawodnicy.
2023 rok był ich ostatnim w rozgrywkach ligowych. Za dwa miesiące rusza kolejny sezon, więc będzie to już trzeci bez Kolejarza w lidze. W zeszłym roku powstało stowarzyszenie, ale na powrót drużyny ligowej się nie zapowiada. Głównym problemem są pieniądze. K. wcześniej narzekał na małe wsparcie miasta. Dostawał od nich 100 tysięcy złotych. To nic w porównaniu do innych ośrodków, jednakże dla 20-tysięcznego miasteczka była to fortuna.
Prezes obecnego stowarzyszenia mówi jasno. Robią co tylko w ich mocy, ale do przełomu na razie nie doszło. Dziś ceny poszybowały tak wysoko, że 1,5-2 miliony w budżecie to minimum. – Nie liczymy, że nagle pojawi się w Rawiczu szejk arabski czy jakiś możny sponsor i nagle ligowy żużel wróci. Pukamy do różnych drzwi, próbujemy, prowadzimy rozmowy. Wszyscy chyba mają świadomość, jakie są realia – tłumaczy Artur Ostrowski.
Tor w Rawiczu przez ten czas był użytkowany głównie przez amatorów i sporadycznie przez żużlowców, którzy szukali owalu do ścigania przed poprzednimi zmaganiami. Teraz do treningów w Rawiczu ma wrócić Unia Leszno. Ostrowski mówi, że jest chęć organizacji turniejów towarzyskich, ale nie wszystko jest takie proste, jak się może wydawać.
– Plany oczywiście są, ale zobaczymy, co z tego wyjdzie. Powiem szczerze, że już w tamtym roku planowałem zorganizować coś takiego, żeby przypomnieć światu, że żużel jest w Rawiczu, ale nie wyszło. Wtedy się nie udało, ale może tym razem wypali nam jakiś turniej – kończy wątek Artur Ostrowski.
Źródło: Tygodnik Żużlowy
Udostępnij w social mediach:








