Wiceprezes PGE Ekstraligi żałuje decyzji o dopuszczeniu Unii Tarnów
Unia Tarnów jest obecnie najgorzej zarządzanym polskim klubem i jedynym, który nie może być pewnym startu w tegorocznych rozgrywkach. – Z zeszłorocznej sytuacji z Unią wyciągnęliśmy solidną lekcję – mówi wiceprezes PGE Ekstraligi, Ryszard Kowalski.
– Żałuję, że rok temu jako PGE Ekstraliga dopuściliśmy Unię Tarnów do Metalkas 2. Ekstraligi. Wydawało nam się, że skoro nowy właściciel w ostatnim momencie zdecydował się spłacić milionowe zobowiązania, to będzie w stanie przekształcić klub w sprawną organizację. Z perspektywy czasu możemy żałować tej decyzji, ale też warto zaznaczyć, że wtedy nie było formalnych podstaw do wyrzucenia Unii z ligi. Wszystkim nam wydawało się, że nowy właściciel będzie dbał o swoje pieniądze, ale tak się nie dzieje – mówi Ryszard Kowalski.
W ostatnim czasie tarnowianie otrzymali od Prezydium Zarządu PZM drugą szansę. Jeśli do 20 marca spłacą wszystkie zaległości – jeszcze niedawno suma długów wynosiła dwa miliony złotych – to zostaną dopuszczeni do rozgrywek. W przeciwnym razie KLŻ wystartuje w siedem drużyn, a kolejni planowi rywale Unii będą mieli tydzień przerwy od meczów.
Taka decyzja Prezydium Zarządu PZM wzbudziła sporo kontrowersji i opinii o braku konsekwencji, a nawet uległości wobec klubu, który od dwóch lat ma poważne problemy z terminowym realizowaniem zobowiązań.
– Unia Tarnów musiała wykazać, że są nadzieje na uratowanie klubu. W ostatnich miesiącach władze Unii spłaciły część zaległości, wyprostowały pewne sprawy formalne. Prezydium PZM postanowiło więc dać ostatnią szansę. Pewnie łatwiej byłoby skreślić Unię już teraz, ale to nie byłaby dobra decyzja dla żużla. Już teraz tych ośrodków jest bardzo mało, a każdy z nich jest bardzo cenny – argumentuje Kowalski.
– Jeśli tylko istnieje szansa na uratowanie ośrodka, to trzeba to robić. PZM niczym nie ryzykuje, a jest spora szansa, że zawodnicy odzyskają swoje pieniądze, a klub będzie dalej funkcjonował. Z zeszłorocznej sytuacji z Unią wyciągnęliśmy jednak solidną lekcję. Uczymy się na błędach i od tego roku nie będzie już awansów do wyższych lig na „hurra”. Kluby z KLŻ już w trakcie finałów będą poddawane procedurze sprawdzenia finansów. Dopiero po audycie, rozmowie z władzami klubu i miasta zapadnie decyzja o ewentualnym awansie. Sport jest najważniejszy, ale przejście z ligi półprofesjonalnej do zawodowej musi być odpowiednio wcześnie przygotowane – dodaje.
Przypomnijmy, że już wcześniej władze PGE Ekstraligi zapowiedziały wprowadzenie od 2026 roku regulaminu stabilności finansowej. Kluby będą mogły wydawać na kontrakty zawodników maksymalnie 65-70 procent przychodów z poprzedniego sezonu. Nie będzie więc fikcyjnych licytacji i kuszenia zawodników nierealnymi zarobkami. W PGE Ekstralidze wydatki na drużynę spadną do 13-14 mln złotych w przypadku 20-milionowych budżetów oraz 19,5-21 mln złotych w przypadku 30-milionowych budżetów. Zmiany nie obejmą klubów KLŻ, ale już w przypadku chęci awansu, takie dane będą miały spore znaczenie.
Tegoroczny skład Unii został jednak zbudowany według innej filozofii niż do tej pory. Nie ściągnięto gwiazd, a większość zawodników zarabia mniej niż 100 tysięcy złotych za podpis na kontrakcie i 2 tysiące złotych za punkt.
Źródło: WP Sportowefakty.pl
Udostępnij w social mediach:








