Wywiad Daniela Kaczmarka po wypadku

Najpierw był koszmarny wypadek w Gdańsku. Następnie usłyszał diagnozę: uraz odcinka szyjnego kręgosłupa i czterokończynowe porażenie. Teraz Daniel Kaczmarek porusza się na wózku, a lekarze nie znają odpowiedzi na najważniejsze pytanie.

 

Był 15 kwietnia 2025 roku. Tego dnia odbywała się jedna z rund eliminacyjnych Indywidualnych Mistrzostw Polski. Jej uczestnikiem był zawodnik miejscowego Wybrzeża Daniel Kaczmarek w przeszłości dwukrotny młodzieżowy indywidualny mistrz Polski na żużlu.

W jednym z wyścigów doszło do jego upadku. Pierwsze doniesienia mówiły głównie o urazie obojczyka, a więc kontuzji, która u żużlowców występuje dość często. Następnie zawodnik usłyszał jednak mrożącą krew w żyłach diagnozę: uraz odcinka szyjnego kręgosłupa i czterokończynowe porażenie. W efekcie 28-latek porusza się obecnie przy pomocy wózka inwalidzkiego.

– Pamiętam wszystko bardzo dokładnie. Straciłem kontrolę nad motocyklem, uderzyłem o tor i poczułem, że pęka mi obojczyk. Przede wszystkim nie mogłem jednak niczym poruszyć. Byłem całościowo sparaliżowany – wspomina Daniel Kaczmarek, który udzielił nam pierwszego wywiadu od czasu wypadku. Całą rozmowę można obejrzeć poniżej.

– Gdy leżałem na torze, a później czekałem na wyniki badań, byłem naprawdę przestraszony. Bałem się, że usłyszę zaraz najgorsze, czyli że doszło do przerwania rdzenia lub mocnego uszkodzenia go przez kości. Strach był ogromny. Po wybudzeniu z operacji powiedzieli mi, że rdzeń jest cały, ale było mocne uderzenie. Wtedy zaczęło się czekanie, planowanie, co dalej. To się przedłużało i szło w miesiące, a nie tygodnie. Miałem sporo ciężkich dni – zaznacza.

Obecnie Kaczmarek przebywa w ośrodku rehabilitacyjnym we Wrocławiu, który zajmuje się wyłącznie urazami kręgosłupa. Codziennie trwa walka o jego powrót do zdrowia. – Ręce doszły już do siebie, pojawiały się już pierwsze ruchy w nogach, biodrach. Ciało się budzi. Różnica jest ogromna, bo na początku ruszałem ledwie szyją – opowiada nam zawodnik.

Dopiero w okolicach grudnia ubiegłego roku ustąpił obrzęk, który miał na rdzeniu. Teraz jego ciało i układ nerwowy mogą zacząć się regenerować, a to może potrwać od dwóch do trzech lat. W tym czasie nie może odpuścić ćwiczeń, więc pracuje codziennie w pocie czoła. Na najważniejsze pytanie odpowiedzi jednak nie zna. Lekarze nie potrafią powiedzieć, jak daleko może zajść dzięki rehabilitacji.

– Dokąd dojdę? Tego nie wie teraz nikt. Jestem w o tyle dobrej sytuacji, że mój rdzeń jest cały. Poza tym nie dostałem informacji, że jakaś część ciała jest stracona i nie warto już o nią walczyć. Po dwóch, trzech latach będzie można mówić o rokowaniach. Wtedy lekarze będą mi w stanie powiedzieć, co mogę osiągnąć. Miałem już różne badania i wiem, że napięcie jest w całym ciele – zaznacza.

Środowisko żużlowe pierwszy raz po wypadku zobaczyło go we wrześniu ubiegłego roku, kiedy za namową Krzysztofa Cegielskiego nagrał filmik. Od razu było widać, że Kaczmarek zmienił się nie do poznania.

– Przez pół roku byłem na ciężkich sterydach, które miały zbić jak najszybciej obrzęk. To był szok dla organizmu. W trzy tygodnie przytyłem jakieś 12 kilogramów. Gdy odstawiłem tabletki, co nie było takie łatwe, to waga zaczęła wracać do mojej wyjściowej. Najgorsze za mną – podkreśla.

Jego rehabilitacja kosztuje krocie. Początkowo, gdy przechodził ją w Krakowie, wydawał nawet 30 tysięcy złotych miesięcznie. Teraz każdy miesiąc to 20 tysięcy złotych. Gdyby nie wsparcie Krzysztofa Cegielskiego, narzeczonej Amelii, fundacji PZM, zawodników i kibiców, to nie miałby szans walczyć o powrót do zdrowia.

– Do tej pory większość rehabilitacji była opłacana ze środków fundacji PZM. Bardzo im za to dziękuję. Zimowe miesiące pokrywam już z własnych środków. Co będzie dalej? Zobaczymy. Wstępny plan został nakreślony do początku kwietnia. Później ocenimy, czy robimy przerwę, coś zmieniamy, czy kontynuujemy – tłumaczy zawodnik, którego można wesprzeć, wpłacając pieniądze na oficjalną zbiórkę.

Mimo dramatu, który przeżył, Kaczmarek zapewnia, że nie obraził się na żużel. W Sylwestra postanowił nawet odpalić motocykl żużlowy. – Bardzo zależało mi, żeby usłyszeć ten dźwięk. Chciałbym to samo zrobić jeszcze kiedyś w parku maszyn. Ciągnie mnie już na stadion. Fajnie byłoby wybrać się na niego na swoich nogach. Mam też papiery instruktora sportu żużlowego. Jeździłem we wszystkich ligach w Polsce i trochę poza granicami kraju. Gdy doprowadzę się do zdrowia, to pewnie będę chciał wrócić jakoś do żużla i pomagać. Najpierw czeka mnie jednak walka – podsumowuje Kaczmarek.

Źródło: WP Sportowefakty.pl

Udostępnij w social mediach:

guest

0 komentarzy
Najstarsze
Najnowsze
Opinie w linii
Zobacz wszystkie komentarze

Ten artykuł jest dostępny tylko w zagraniczej odsłonie tego serwisu.