1 lutego minęła pierwsza rocznica śmierci Danny’ego Ayresa. Żużlowiec z hrabstwa Suffolk był jednym z najbardziej widowiskowo jeżdżących zawodników ostatnich lat na brytyjskich owalach. Swoją walecznością szybko zaskarbiał sobie sympatię kibiców, którzy z utęsknieniem czekali na kolejne biegi z jego udziałem.

Żużlowa kariera Danny’ego Ayresa rozpoczęła się dość późno, gdyż swój pierwszy zawodowy kontrakt podpisał mając… 27 lat. Wcześniej bowiem zawodnik z Bury St Edmunds preferował starty na motocrossie. W 2014 roku Brytyjczyk związał się z ekipą Kent Kings, której barw bronił aż do sezonu 2016. Imponujące postępy i widowiskowa jazda sprawiły, że coraz więcej klubów zaczęło zwracać uwagę na zawodnika z hrabstwa Suffolk. W szybkim tempie awansował on z zawodnika rezerwowego na lidera zespołu. Według statystyk dostępnych na stronie Kent Kings, jego średnia meczowa w ciągu tych trzech sezonów wzrosła z 4,51 do 8,88. Oprócz tego zajął on drugie miejsce w turnieju National League Riders’ Championship, czyli turnieju przeznaczonym dla najlepszych zawodników w lidze. Jednym zawodnikiem, który ukończył zmagania przed nim okazał się jego kolega z zespołu Ben Morley. Co ciekawe to właśnie ta dwójka triumfowała razem w turnieju National League Pairs, kiedy to wywalczyli złoto dla Królów z hrabstwa Kent. To wszystko sprawiło, że nadszedł czas na awans do wyższej ligi.

W postawieniu kolejnego kroku przez Danny’ego Ayresa pomogły mu również… ówczesne przepisy obowiązujące w brytyjskim żużlu. W 2016 roku wszystkie kluby rywalizujące w Premier League (obecnie SGB Championship) zmuszone były przeznaczyć miejsce numer siedem dla żużlowca z Wielkiej Brytanii. Drużyna Glasgow Tigers zdecydowała się postawić na Ayresa. Działacze szkockiego klubu szybko przekonali się, że była to dobra decyzja. Biegi z udziałem Brytyjczyka dostarczały kibicom wielu emocji. Za dowód posłużyć może choćby nagranie z meczu ligowego pomiędzy zespołami z Glasgow i Edynburga.

30 czerwca 2016 roku doszło do kolejnych już derbów Szkocji. Wyjątkowe starcie transmitowane było w ogólnokrajowej telewizji. W drugim biegu dnia to właśnie Danny Ayres przejechał linię mety jako pierwszy. Po zakończeniu wyścigu większość żużlowców najpewniej podziękowałaby rywalom i zjechała do parku maszyn, jednak nie było to w stylu Brytyjczyka. Zresztą, czemu opowiadać, skoro można to zobaczyć. Nagranie z tego dnia zostało udostępnione na oficjalnym profilu Glasgow Tigers.

Ostatecznie w dwudziestu meczach ligowych udało mu się wywalczyć 75 punktów, co dało mu kalkulowaną średnią meczową na poziomie 3,70. Dzięki niskiej CMA stanowił on łakomy kąsek dla wielu drużyn, nie tylko z Premier League. Wspominając sezon 2016 warto również przywołać finał zmagań Premier League Knock Out Cup. W finale tego turnieju spotkały się drużyny Glasgow Tigers i Newcastle Diamonds. Pierwszy mecz zakończył się wynikiem remisowym, a Danny Ayres zdobył dla swojego zespołu sześć oczek z dwoma bonusami. Wszystko miało rozstrzygnąć się na Ashfield Stadium. Niestety już w swoim pierwszym starcie Mister Entertainment zanotował groźnie wyglądający upadek i opuścił stadion w karetce. Diagnoza – zwichnięty bark. Mimo braku punktów przy jego nazwisko, to właśnie on stał się bohaterem wieczoru. Brytyjczyk wypisał się ze szpitala na własne życzenie i wrócił na stadion, aby razem z kolegami świętować końcowy triumf w całym turnieju.

Sezon 2017 to kolejny wielki krok w karierze Danny’ego Ayresa. Żużlowiec znalazł pracodawcę w rozgrywkach SGB Premiership. W poprzednich sezonach Mister Entertainment notował już gościnne występy w barwach Coventry Bees czy Swindon Robins, jednak to właśnie w 2017 roku po raz pierwszy znalazł się w podstawowej siódemce klubu z najwyższej klasy rozgrywkowej. Na początku lutego zakontraktowanie Brytyjczyka ogłosiła drużyna Leicester Lions. Mimo kilku dobrych występów (m.in. w meczu wyjazdowym przeciwko Rye House Rockets – 11+2 w sześciu startach) Ayres zmuszony był szukać nowego klubu już w czerwcu. Wtedy to zainteresowanie jego usługami wyraziła ekipa King’s Lynn Stars dla której startował już do końca sezonu. W barwach Gwiazd wystąpił on w jedenastu meczach ligowych, a jego średnia meczowa wyniosła 4,29.

Nie były to jedyna nowość w karierze tego wyjątkowego zawodnika. W sezonie 2017 Danny Ayres zmienił pracodawcę w rozgrywkach Premier League. Jego nowym klubem została ekipa Redcar Bears. Promotor Niedźwiadków – Jitendra Duffill podzielił się z nami swoimi wspomnieniami związanymi z Mister Entertainment. – Danny Ayres startował w moim klubie przez jeden sezon. To właśnie w 2017 roku notował on duże postępy i wspaniale spisywał się w National Development League. Nie można również zapominać o jego imponujących wynikach w Premiership. W naszej lidze było kilka klubów zainteresowanych jego usługami, więc był to dla nas spory sukces, że wybrał naszą ofertę. Wcześniej nie znałem Danny’ego zbyt dobrze, jednak bardzo szybko go polubiłem, kiedy poznaliśmy się lepiej. Myślę, że wszyscy szybko złapaliby z nim kontakt – opowiada dla naszego portalu promotor klubu z Media Prima Arena.

Brytyjczyk wystąpił w osiemnastu meczach ligowych Redcar Bears, w czasie których zgromadził 88 punktów. Po raz kolejny zaskarbił sobie sympatię kibiców swoją walecznością i często dokładał bezcenne oczka do dorobku zespołu. Najlepsze rezultaty notował on jednak w National League, gdzie szybko stał się liderem Cradley Heathens. Jego średnia meczowa w tych rozgrywkach wyniosła aż 8,38. Starty we wszystkich trzech ligach były bez wątpienia dużym wyzwaniem dla zawodnika z hrabstwa Suffolk, któremu jednak zdecydowanie podołał. W tym samym roku dotknęła go również osobista tragedia – po ciężkiej chorobie odeszła jego mama.

Danny miał u nas dobry sezon i można powiedzieć, że 2017 rok był przełomowym w jego karierze. Wiedziałem, że zmagał się z pewnymi problemami. Jego mama, z którą był mocno związany, była wtedy bardzo chora. Nie ukrywał swoich uczuć, jednak wtedy chyba nie uświadamiałem sobie jak bardzo walczy. To był twardziel i zawsze przyjmował wszystko na klatę. Pamiętam, że czułem się zszokowany i smutny, kiedy dowiedziałem się, że odszedł. To tragiczne wydarzenie i współczuję jego rodzinie i przyjaciołom. Jego odejście jest wielką stratą dla nas wszystkich. Był zawodnikiem, który zawsze dostarczał wielu emocji. Danny był wyjątkową osobą, która zarażała uśmiechem – dodał promotor Jitendra Duffill.

Kluczową rolę w dwóch ostatnich sezonach Danny’ego Ayresa odegrały niestety kontuzje. W sezonie 2018 Brytyjczyk związał się z ekipą Mildenhall Fen Tigers, dla której zdobywał punkty w rozgrywkach National League. Wraz ze swoją nową drużyną sięgnął on po National Trophy, a jego średnia meczowa w rozgrywkach ligowych wyniosła aż 8,81. Nie był to łatwy sezon dla zawodnika z hrabstwa Suffolk. W wywiadzie udzielonym magazynowi Speedway Star przyznał, że był to „mroczny rok” w jego życiu. Na dodatek we wrześniu na torze w Coventry zanotował on groźny upadek, którego skutkiem okazała się złamana ręka. Tym samym jego sezon został przedwcześnie zakończony.

Sezon 2019, ostatni w jego karierze, okazał się chyba jednym z najbardziej wyjątkowych. Brytyjczyk powrócił na stałe do Championship, gdzie parafował kontrakt z ekipą Scunthorpe Scorpions. Notował tam świetne rezultaty, które poskutkowały tytułem – Zawodnik Roku na gali wieńczącej sezon. Na uwagę zasługują również jego nieprawdopodobne rezultaty w National League. Tylko w rozgrywkach ligowych jego średnia meczowa wyniosła aż 10,57! Aż strach pomyśleć jakie wyniki wykręciłby on w drugiej połowie sezonu, gdyby nie wypadek w meczu Mildenhall Isle of Wight. Brytyjczyk najechał na motocykl rywala i doznał kolejnej kontuzji. Tym razem badanie wykazało złamaną kość goleniową i kolejny już sezon zakończył się dla niego przedwcześnie.

Nie możemy jednak pominąć pewnego wyjątkowego biegu z finału Indywidualnych Mistrzostw Wielkiej Brytanii 2019. 29 lipca na National Speedway Stadium w Manchesterze szesnastu zawodników plus dwóch rezerwowych stanęło do walki o miano najlepszego żużlowca w Zjednoczonym Królestwie. Jednym z nich okazał się Danny Ayres, który po świetnym półfinale na doskonale mu znanym Media Prima Arena (trzecie miejsce, dwanaście punktów) znalazł się w najlepszej szesnastce Wielkiej Brytanii. W stawce nie brakowało mocnych zawodników, jednak to właśnie Danny Ayres okazał się jedną z gwiazd wieczoru. Przekonał się o tym zwłaszcza jeden z najsłynniejszych brytyjskich żużlowców – Chris Harris

W dziewiętnastej gonitwie pod taśmą ustawili się kolejno Edward Kennett, Lewis Kerr, Chris Harris i Danny Ayres. Przed rozpoczęciem biegu większość spodziewała się najpewniej kolejnego, spokojnego zwycięstwa Bombera. Zawodnik jadący w żółtym kasku miał jednak inny plan. Zresztą to trzeba zobaczyć na własne oczy…

Mimo utraty zwycięstwa na ostatnich metrach, to właśnie Ayres okazał się bohaterem tego wyścigu. Ostatecznie żużlowiec Scunthorpe Scorpions zakończył zmagania na dwunastym miejscu z sześcioma punktami przy swoim nazwisku. Ten jeden wyścig z Manchesteru pokazał jednak, że waleczny żużlowiec z hrabstwa Suffolk nie powiedział jeszcze ostatniego słowa i wraca do wielkiego ścigania. Dowodem tego niech będzie choćby fakt, że w sezonie 2020 mieliśmy go ponownie oglądać w zmaganiach SGB Premiership. Brytyjczyk parafował kontrakt z zespołem Ipswich Witches, a ligę niżej przedłużył kontrakt ze Skorpionami ze Scunthorpe.

1 lutego 2020 roku media sportowe przekazały jednak straszliwą wiadomość – Danny Ayres nie żyje. Jak napisała w specjalnym oświadczeniu jego partnerka, Jodie PledgeZe złamanym sercem muszę poinformować, że moja bratnia dusza, ojciec dwójki wspaniałych dzieci i wasz ulubieniec przegrał batalię ze swoją psychiką. Danny żył żużlem. Tylko tam czuł się naprawdę wolny, z dala od zmartwień i trosk. Uwielbiał swoich kibiców. Uwielbiał dostarczać kibicom wrażeń i jazdę na krawędzi.

Zdarzenie to poruszyło całą żużlowy świat. Kibice szybko utworzyli zbiórkę pieniędzy dla rodziny zmarłego żużlowca, a działacze Milldenhall Fen Tigers rozpoczęli planowanie specjalnego turnieju, ku pamięci Brytyjczyka. 14 lutego rodzina, przyjaciele, koledzy z żużlowych torów i tłumy kibiców towarzyszyły kapitanowi Tygrysów w jego ostatnim okrążeniu po torze w Mildenhall. – Najbardziej pamiętam jego olbrzymi uśmiech, kiedy tylko spotykałem go przed zawodami. Wszystkich, z którymi się witał, obdarzał wielkim „man hug” (męskim objęciem). To było świetne. Wydawał się taki pełen życia i natychmiast sprawiał, że czułeś się lepiej, kiedy spędzałeś z nim choć trochę czasu. Chyba nikt nie wyobrażał sobie, z jakimi problemami musiał się wtedy zmagać. Brakuje mi go. Był wyjątkowy i na wszystkich robił świetne wrażenie. Ciężko mi o tym nawet opowiadać… – wspomina Jitendra Duffill.

Coraz więcej klubów planuje upamiętnić Danny’ego Ayresa w sezonie 2021. W tym roku wszyscy zawodnicy Redcar Bears wystąpią w specjalnych plastronach z numerem piętnastym (numer Danny’ego Ayresa) na piersi. – Chcieliśmy startować z numerem piętnastym już w sezonie 2020, jednak z powodu pandemii nie mieliśmy takiej okazji. Mamy nadzieję, że uda się w 2021 roku. To mały hołd, który chcemy mu oddać. W ten sposób możemy pokazać, że pozostaje w pamięci naszej, ale i całego środowiska żużlowego. Znacząco wpłynął na wielu ludzi i z dumą będziemy się ścigać z jego numerem na naszych plastronach. Spoczywaj w pokoju Danny i dziękujemy Ci za wspomnienia przyjacielu – zakończył Jitendra Duffill.

źródło: inf. własna

POLECANE

guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments

Ten artykuł jest dostępny tylko w zagraniczej odsłonie tego serwisu.