20 października 2021

Aki Ala-Riihimäki był jedną z rewelacji niedawnego finału Indywidualnych Mistrzostw Europy w ice speedwayu. Fin wywalczył pięć punktów, ale jego ofensywna jazda przypadła do gustu obserwatorom widowiska.

54-letni zawodnik od samego początku jechał niezwykle ofensywnie. Po dwóch seriach startów z czterema punktami zajmował wysokie – szóste miejsce. W drugiej fazie zawodów do swojego dorobku dorzucił tylko jedno oczko, ale szczególnie mógł żałować biegu z ostatniej serii, gdy jadąc na prowadzeniu m.in. przed Franzem Zornem zaliczył groźny upadek po którym trafił do szpitala.

Konrad Cinkowski (Twój Portal Żużlowy): Nie mogę rozpocząć inaczej, niż pytaniem o twoje zdrowie. Jak się masz?
Aki Ala-Riihimäki: Czuję się dobrze. Było trochę bólu po zawodach, ale wszystko jest już w porządku.

– W Tomaszowie Mazowieckim zdarzyło Ci się kilka upadków – z lodową taflą zapoznałeś się podczas treningów oraz dwukrotnie podczas zawodów. Z czego to wynikało?
– Podczas treningu upadłem z powodu pękniętej opony, a kolejne upadki spowodowane były częściowo przez sprężynowanie (złe ustawienie zawieszenia – dop. aut.) mojego motocykla.

– Czy czujesz się niezadowolony z wyniku? Zająłeś dziesiąte miejsce, ale gdyby nie te dwa upadki, to mógłbyś być trochę wyżej…
– Tak, na pewno chciałbym być na wyższej pozycji. Bez upadku we wspomnianym przez Ciebie wyścigu na pewno tak by się stało.

– Promotor zawodów po raz pierwszy w historii organizował turniej ice speedwaya. Jakie były Twoje wrażenia i czy miałeś jakieś zastrzeżenia?
– Ogólnie organizacja była dobra. W parku maszyn były dosyć wąskie przejścia. Zupełnie inna, niż kiedykolwiek wcześniej była kontrola. Podczas czyszczenia toru powinno się przesunąć resztki lodu z zewnętrznej części na wewnętrzną. Za to mógłbym dać kilka minusów.

– Co powiesz o przygotowaniu toru lodowego?
– Lód był w porządku.

– W marcu kolejny turniej Mistrzostw Europy, ponownie w Tomaszowie Mazowieckim. Czy wiesz już, czy fińska federacja wyznaczy Cię do tego wydarzenia?
– Jeszcze nie wiem.

– A masz już jakieś plany startowe na najbliższe tygodnie?
– Na pewno mistrzostwa Finlandii i Norwegii, a także może Grand Prix. Wezmę również w innych zawodach na które tylko dostanę zaproszenia.

– Dla Ciebie tegoroczne występy w Varkaus (5. miejsce w Finale Nordyckim) oraz w Polsce, to powrót do ścigania po wielu latach przerwy. Skąd pomysł na to, aby znów jeździć w lewo?
– Z powodu kontuzji, która wydarzyła się w 2007 roku musiałem się trzymać z dala od toru. Teraz, kiedy wszystko jest już w porządku, to pojawiła się chęć powrotu.

– A jak to się u Ciebie wszystko zaczęło? Kiedy i w jaki sposób zainteresowałeś się żużlem?
– Zacząłem jeździć w wieku siedemnastu lat, ale nie do końca pamiętam skąd był u mnie taki entuzjazm do tego sportu.

– Wiele lat temu ścigałeś się na klasycznym żużlu, ale także na torach długich i trawiastych.
– Na żużlu jeździłem ponad dziesięć lat, trochę krócej na torach trawiastych i długich.

– A który sukces uważasz za najcenniejszy?
– Moja kariera wciąż trwa, więc mam nadzieję, że największe osiągnięcia są dopiero przede mną. Ale medale, które mam, to: trzy krążki Drużynowych Mistrzostw Świata, a także siedem medali mistrzostw Nordyckich i… osiemnaście krążków mistrzostw Finlandii.

– Waszych dzieci nie ciągnęło do czarnego sportu albo np. do ice speedwaya?
– Nasza córka, Jenna próbowała jeździć zarówno na żużlu, jak i na torach lodowych, ale nie miała jeszcze możliwości, aby brać udział w zawodach.

– Dziękuję za rozmowę. Czy jest coś, o czym nie rozmawialiśmy, ale jest to ważne dla Ciebie?
– Moja żona, Nina jeździła w ice speedwayu, zanim się poznaliśmy, a teraz cała moja rodzina jest bardzo podekscytowana, że wróciłem na właściwe tory.

źródło: inf. własna

guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments