Kulisy próby przejęcia klubu Unia Tarnów

Nidawno  media podawały informację o nieudanej misji ratowania Unii Tarnów, której podjął się Pan Michał Radaszkiewicz. Chętnemu na przejęcie udziałów w tarnowskim klubie nie dostarczono ostatecznie dokumentów, o które prosił.

 

O kulisach próby przejęcia  klubu z Tarnowa  wiecej można dowiedzieć się z poniższej rozmowy.

Po-bandzie.com.pl: Skąd u Pana miłość do żużla i pomysł na stworzenie – chyba największego w Polsce – teamu zawodników ARMagany Team?

Michał Radaszkiewicz: Zainteresowanie żużlem to chyba jak u każdego Tarnowianina. Jeśli jest się z tego miasta, to raczej na ten żużel się chodzi rzadziej lub częściej i się go po prostu lubi. (śmiech – dop.red.). Jeśli ma się ku temu możliwości, to się go też wspiera. To pierwsza część odpowiedzi. Jeśli chodzi o team, to pomysł na jego powstanie miał kilka przyczyn. W ubiegłym roku chciałem się zaangażować w tarnowski żużel i tu powiem Panu ciekawostkę dla pełnego obrazu sytuacji. Zostałem zaproszony na rozmowy odnośnie objęcia funkcji prezesa klubu. Jednak kiedy przyszedłem na wspomniane rozmowy, to nie było mnie na liście osób uprawnionych do wejścia na obiekt. Żeby zatem kandydować na to stanowisko musiałem sobie kupić bilet na mecz i, jak Pan doskonale wie, jest to wystarczająca historia obrazująca profesjonalizm funkcjonowania tego klubu.

Później, gdy Pan Artur Kędziora został prezesem klubu, ponownie się do niego, nazwijmy to, zbliżyłem i powoli zaczął się rodzić pomysł stworzenia własnego teamu. Nie ukrywam, że w ostatnich meczach wspieraliśmy z żoną zawodników młodzieżowych, aby mogli nieco „dozbroić” się sprzętowo. Później finansowaliśmy treningi zespołu i pomogliśmy przy organizacji Memoriału Krystiana Rempały. Tego, co się wydarzyło już nikt nie odwróci, ale chociaż poprzez pomoc w upamiętnieniu Krystiana możemy w pewien sposób oddać mu należny hołd.

Team ARMagany rozrósł się do sześciu zawodników?

Tak jakoś się to złożyło. Kapitanem teamu jest Mateusz Szczepaniak, który ma duże doświadczenie i prywatnie jest moim dobrym kolegą. Jest perspektywiczny Radek Kowalski, który był odkryciem Metalkasu w sezonie 2025. Trzeci to Janek Heleniak, uważam, że jego kariera musi się rozwijać, bo jakie okoliczności są w Tarnowie, to sam Pan widzi. Nie chciałem, aby jego kariera została zmarnowana czy przerwana dlatego podsunąłem mu opcję przejścia do innych klubów. Jest Adrian Gorzkowski, który ma „papiery” na jazdę i jeśli będzie miał zapewnioną systematykę startów, to udowodni jeszcze sporo na żużlowych torach. Jest jeszcze Dawid Rempała, który udowodnił w zeszłym sezonie, że potrafi się ścigać, choć wiele osób już go skreśliło, a ja widzę w nim żużlowca, który może jeszcze wiele pokazać. Ostatni z członków teamu to jedenastoletni Franek Łacny, którego z żoną dostrzegliśmy na jednym z treningów. On jest na początku drogi i zabawy z żużlem, ale jeżeli wyjeżdża na tor z nieco starszymi kolegami i w tym samym czasie oni kręcą kółek sześć, a on osiem, to już też coś obrazuje i daje do myślenia. Jest potencjał.

A ile taki team Pana w sezonie kosztuje? 

Powiem oficjalnie tylko tyle, że to jest kwota w granicach kilkuset tysięcy złotych. Zawodnicy mają jednakowe obszycia, kaski, kevlary, choć na  każdym  z nich jest element z ulubionym przez zawodnika kolorem. Byliśmy teraz na obozie w Gorican. Staram się tym chłopakom pomagać jak mogę, ponieważ kocham ten sport, a oni zasługują na pomoc. Chciałbym też dodać, że wszystko co z chłopakami było umówione, a w szczególności aspekt finansowy oraz sprzętowy jest już w tym momencie uregulowane w całości.

Jest Pan rozczarowany postawą tarnowskich działaczy i braku odpowiedzi na Pana ofertę ratowania klubu?

Powiem szczerze, że jestem bardzo rozczarowany ponieważ naprawdę chciałem pomóc. Wie Pan, że był finansowy potencjał. Co do braku reakcji, to powiem Panu, że w ubiegłym tygodniu jeszcze widziałem się z Panem Wiesławem Frysem, ale odpowiadał w taki sposób, aby generalnie niewiele powiedzieć. Chciałem usłyszeć tylko konkretną odpowiedź w kwestii tego czy razem ze mną wchodzi do spółki i czy sprzeda mi swoje udziały. Nie odezwał się do tej pory. Pan Daniel Bałut z kolei nie odbiera ode mnie telefonu.

Aby sprawa dla czytelników była jasna. Rozumiem, że zabezpieczenie finansowe dla Unii na sezon 2026 było zapewnione.

Tak. Panu Frysowi proponowałem następujący układ. Jeśli chce zachować swoje udziały, to wpłacamy odpowiednio na tzw. konto depozytowe: ja 4 miliony złotych, a Pan Frys 2 miliony złotych. Łącznie byłoby to 6 milionów, które wystarczyłyby na spłatę zaległości wobec zawodników, innych podmiotów, a reszta by została na nadchodzący sezon. Podejrzewam jednak, że Pan Frys wiedział, że na takie konto wpłaca się w jedną „stronę”. Dysponuje nim notariusz i to on reguluje zobowiązania. Środków z tego konta się zwrotnie nie wypłaci. Z Arturem Lewandowskim rozmawiałem ponad tydzień temu i powiedział, że już nie ma chęci do prowadzenia klubu. Pan Jacek Pocięgiel stwierdził, że postarają się dokumenty, o które prosiłem, przygotować, ale jak Pan wie skończyło się na słowie „postaramy”. Niestety.

Nie rozumiem. Artur Lewandowski Panu mówi, że nie chce prowadzić już klubu, ale nie wykorzystuje okazji, aby się go, kolokwialnie pisząc, pozbyć? Dla mnie to niepoważne.

Ja wolę, aby to Czytelnicy ocenili sobie tę sytuację.

Słyszałem sporo głosów, że do dużych wierzycieli klubu należą firmy należące do nikogo innego jak… Członka Rady Nadzorczej, Jacka Pocięgla.

Nie otrzymałem dokumentów, więc nie będę się wypowiadał na ten temat. Być może to był jeden z wielu powodów dlaczego one do mnie nie dotarły.

Pana warunkiem wejścia w klub było nic innego, jak zajrzenie i zapoznanie się ze stanem faktycznym finansów na podstawie dokumentów o jakie Pan prosił?

Przejmowałem w swoim życiu wiele spółek w różnym ich stanie majątkowym. Zawsze przed zakupem spółki należy sprawdzić jej finansowy stan na podstawie dokumentów i uzyskać listę ich aktualnych wierzytelności. Normalna procedura. Nic więcej. To, że obiegowo wszyscy mówią ile jest długów – milion, dwa czy może trzy  nie jest jednoznaczne z tym ile ich jest faktycznie. To pokazują dopiero dokumenty.

Artur Lewandowski był tą osobą, która „cisnęła” na przeprowadzenie transakcji czy to może Pan nalegał?

Dwa tygodnie temu Artur Lewandowski zadzwonił do mnie z pytaniem czy jestem zainteresowany przejęciem klubu, bo wiedział też, że 25 listopada ubiegłego roku to ja wystąpiłem z taką ofertą w jego kierunku. Proponowałem wtedy za udziały wysoką kwotę w porównaniu do tej jaką proponowałem jeszcze parę dni temu. Wtedy również proponowałem uregulowanie wszelkich należności. Wtedy się nie dogadaliśmy, bo oczekiwania finansowe drugiej strony były znacznie wyższe.

Ile Pan wówczas proponował za udziały?

Oferowałem wtedy milion złotych a teraz chciałem przejąć klub za uregulowanie jego długów czyli można powiedzieć, symboliczną złotówkę.

Z transakcji ostatecznie nic nie wyszło. Co zatem dalej?

Na pewno będę chciał pomóc zawodnikom, w szczególności tym z mojego teamu, odzyskać wszelkie wierzytelności.

Jest w ogóle z czego je odzyskać?

Powiem tyle, że adwokaci, którzy będą reprezentowali zawodników mają na to pomysł i parę osób może się jeszcze zdziwić. Tyle obecnie mogę powiedzieć. Pomijając skupienie na Arturze Lewandowskim, bo nie chcę się już nad nim pastwić, to chciałbym przypomnieć, że poza nim byli w klubie inni udziałowcy, którzy w żaden sposób nie kwapili się do jakichkolwiek spłat wobec zawodników. Swego czasu rozmawiałem na ten temat z Panem Frysem, który stwierdził, że jak zapłaci proporcjonalnie do udziałów, to późnej wszyscy będą chcieli od niego pieniądze. Ja uważam, że jak bawimy się w żużel i mamy ileś procent akcji, to albo partycypujemy w powstałych kosztach, albo oddajemy je komuś i tyle.

Pamięta Pan zdanie wypowiedziane przez Artura Lewandowskiego podczas Memoriału Krystiana Rempały: „Po czynach nas poznacie”? Dla mnie brzmi teraz idiotycznie 

Pamiętam. Trudno się z Pana odczuciem nie zgodzić.

Jak Pan odbierał funkcjonowanie klubu w momencie, kiedy organizował Pan zawodnikom treningi? Nie zapaliła się już wtedy „czerwona lampka”?

Wie Pan co, podejrzewałem co się dzieje w spółce, ale wierzyłem, że Arturowi Kędziorze uda się jakoś wyprowadzić klub na prostą. Powiedzmy sobie szczerze, że Artur jest ofiarą całej tej sytuacji. On został zwolniony parę godzin po tym jak wezwał udziałowców do wpłacenia środków, aby regulować zobowiązania. Nie są ofiarą Ci, którzy mówią, że oni jako udziałowcy o niczym w klubie nie wiedzieli. Jeśli nie interesuje Pana stan spółki, w której ma Pan udziały, to później musi Pan wypić to „cierpkie wino”, ale nawarzone ze swojej winy. Nie wiem jakim prezesem był Kamil Góral, bo go nie poznałem, ale dziwi mnie jak podpisywano umowy z dobrymi zawodnikami na „kredyt” czy wiedząc, że ich na to nie stać. Pytanie najważniejsze powinno być skierowane do PZM. Czy on robił wszystko, co możliwe pod względem kontroli klubu wiedząc w jakiej sytuacji się on znajduje?

Ten ostatni temat to raczej już  na inną historię. Kto jest największym winowajcą upadku tarnowskiego klubu?

Moim zdaniem jest to cały zarząd bez wyjątku. Jeżeli działali klika lat razem i nagle się pokłócili, to są sami sobie winni i powinni teraz to „wino” wypić wspólnie, a nie obrzucać się wzajemnie g*****.  Zdaję sobie sprawę, że będą nieprzychylne komentarze pod moim adresem, ale to normalne. Zobaczymy za kim pójdą zawodnicy. Wierzę, że za mną, a ja zrobię wszystko, aby pomóc im odzyskać należne z klubu środki.

Jaka przyszłość czeka tarnowski żużel?

Trzeba robić wszystko, aby w zaistniałej sytuacji budować go od nowa.

Czyli rozumiem, że powstanie nowy klub? 

Jest to prawdopodobne. Na pewno jednak wszystko wymaga omówienia i odpowiedniego przygotowania z odpowiednimi  do tego sportu ludźmi. Wierzę osobiście, że miasto będzie przychylne, pomimo sytuacji, i uda nam się organizować treningi czy przeprowadzić przy jego pomocy dziewiąty Memoriał Krystiana Rempały. W tym roku przypada przecież 10. rocznica Jego śmierci.

Wierzy Pan, że kiedyś żużel w Tarnowie będzie jeszcze normalny i sportowo na wysokim poziomie? 

Wierzę. Mamy przykład choćby Lublina. Kuba Kępa jest żywym przykładem, że jak się chce to można absolutnie wszystko. Wielki szacunek dla niego.

 

Źródło:  Po-bandzie.com.pl

Udostępnij w social mediach:
guest

0 komentarzy
Najstarsze
Najnowsze
Opinie w linii
Zobacz wszystkie komentarze

Ten artykuł jest dostępny tylko w zagraniczej odsłonie tego serwisu.