POLSKIZUZEL: Druga połowa sezonu 2025 należała do Kurtza. Czy to oznacza, że nasz Bartosz Zmarzlik powinien się obawiać rywalizacji w 2026?
Stanisław Chomski, selekcjoner reprezentacji Polski: Tak bym nie powiedział.
Ma się bać Kurtz?
Też nie. Natomiast ten poziom ciśnienia pod jego kaskiem może być ciut większy niż przed rokiem. Oczekiwania kibiców względem niego są większe. Pewnie on sam też ma większe oczekiwania co do swojej osoby. W końcu w 2025 był o krok od złota. Może przegrał je, bo za późno uwierzył w to, że może zostać mistrzem. To się już jednak nie liczy, bo wszystko zacznie się od nowa.
Twierdzi Pan, że dominacja Kurtza w drugiej części sezonu nie będzie miała znaczenia?
Nie był to przypadek, nie można tego bagatelizować. Jednak to może zadziałać w dwie strony. Utwierdzić zawodnika w tym, że dojrzał, ale i też sparaliżować.
Jak się popatrzy w historię, to powtórzenie dobrego sezonu w następnym roku łatwe nie jest. Zmarzlik po pierwszym medalu w następnym roku był poza podium.
Dotąd z reguły było tak, że ten drugi sezon był słabszy. Po pierwszym medalu zjechał nie tylko Zmarzlik. A co stało się z Lambertem. Wicemistrz z 2024, w 2025 nie istniał. Nie znam na tyle Kurtza, żeby prognozować, co się z nim stanie. Różnie jednak może być. Rola faworyta często przerasta zawodników, którzy zachłystują się pierwszym sukcesem i nagle oraz nieoczekiwanie obniżają loty. Poza tym to wszystko są dywagacje. Może być tak, że nie będzie pojedynku Zmarzlik, Kurtz, bo wskoczy ktoś inny.
Załóżmy jednak, że to będzie pojedynek Zmarzlik, Kurtz. Patrząc na te ostatnie finały, Polak będzie musiał coś zrobić, żeby coś zmienić. Bo druga połowa GP 2025 odbywała się według schematu świetna jazda Zmarzlika w rundzie zasadniczej, a w finale górą był rywal.
Bartek parę razy przedobrzył w finale. Zwłaszcza jak chodzi o wybór pól. To wynikało z tego, że do finału wchodził bezpośrednio, nie jechał w biegach ostatniej szansy i ta duża przerwa w startach powodowała, że trudniej było ocenić i wybrać, co może działać. Poza tym rywalizacja w rundzie zasadniczej różni się od tej w finale. W tym drugim Bartosz miał przeciwko sobie trzech podobnych mu rywali, którzy chcieli z nim wygrać. To było trzech na jednego. Oczywiście każdy z nich tak miał, ale Bartkowi wyjątkowo to zaszkodziło i odebrało mu trochę punktów.
To może jednak będzie pan jeździł na Grand Prix i doradzał Zmarzlikowi i pozostałym Polakom.
Zobaczymy, jak to będzie. Będzie za chwilę zgrupowanie i tam sobie porozmawiamy, jak oni to widzą. Muszę wsłuchać się w głos zawodników. Jeździć po to, żeby odcinać kupony, to szkoda pieniędzy.
W 2025 u Bartosza szwankował moment startowy. To się da poprawić?
Wszystko da się poprawić. Zresztą nie raz ten moment startowy był dobry, a nie było dobrego dojazdu do pierwszego łuku.
Zmarzlik na finale SoN testował nowe rozwiązania.
Chodziło o układ zapłonowy. Kurtz też korzysta z tych rozwiązań.
To jak będzie?
Trudno powiedzieć. Sercem jestem za Polakami, zwłaszcza za Bartkiem, ale nie odważę się prognozować. Może być różnie. Może być trudniej, ale i też o wiele łatwiej niż rok temu. To zależy od wielu czynników.
A co Pan myśli o szansach pozostałych naszych zawodników?
Patryk Dudek ma ogromne doświadczenie i ten bagaż może mu tylko pomóc. Ustabilizował formę na wysokim poziomie, może rozdawać karty.
Dominik Kubera.
Zmienił klub, wprowadza nowe rozwiązania, to może być bodziec do lepszej jazdy niż ta w 2025.
Został nam Kacper Woryna.
Dla niego to będzie wyzwanie i wielka niewiadoma. To walczak. Jak Lindgren. Szwed jest mniej dynamiczny w lidze, ale w Grand Prix to inny zawodnik. Może z Kacprem będzie tak samo. Jego ligowe oblicze znamy, ale tego z Grand Prix jeszcze nam nie pokazał. Sam jestem ciekaw.








