Myślisz Mauger – mówisz Ivan. Mało kto wie, że w ślady za sześciokrotnym czempionem globu w rywalizacji indywidualnej poszła jego bratanica – Jacqui. Nowozelandka opowiada nam o swojej karierze oraz sukcesach.

W polskich zakątkach internetu informacji o Jacqui Mauger za wiele znaleźć nie można. Znacznie bogatsze w informacje dotyczące jej przygody z „czarnym sportem” są zagraniczne zbiory, choć głównie te opierające się o żużel na krajowym podwórku, czyli w Nowej Zelandii. Dziś bratanica wielkiego tuza światowych torów przybliży na swoją osobę.

Konrad Cinkowski (Twój Portal Żużlowy): Dlaczego zdecydowałaś się jeździć na żużlu?
Jacqui Mauger: Całe życie otaczały mnie motocykle żużlowe, a sama jeździłam już w sumie od 7 roku życia.

– Fakt, że twój wujek startował miał jakiś wpływ?
– Przypuszczam, że tak było, ale nie myślałam wtedy w ten sposób. Jestem jednak pewna, że miał na to wpływ. Ivan to przede wszystkim mój wujek, więc kiedy wrócił do Christchurch, to chodziło bardziej o spotkanie z nim i moją ciocią i wysłuchanie ich historii „zza oceanu”.

– Jak rodzicie na to zareagowali, że chcesz jeździć na żużlu?
– Tacie nie przeszkadzało, ale mama nie była tego taka pewna. Nie przychodziła często na moje zawody, bo się denerwowała, więc powiedziałam jej, żeby po prostu została w domu.

– Żużel to jedyny sport w twoim życiu?
– Za czasów szkoły grałam w softball (gra podobna do baseballu, lecz rozgrywana na mniejszym boisku, większą piłką oraz lżejszą i grubszą pałką – dop. aut.) i hokej, ale to wszystko.

– A pamiętasz pierwsze zawody w roli kibica, ale i w roli zawodniczki?
– Moich pierwszych zawodów w roli kibica, to nie pamiętam, bo miałam wtedy zaledwie trzy tygodnie. Jeśli chodzi o mój debiut w roli zawodniczki, to nie poszło mi wtedy najlepiej. Każdy musiał zademonstrować kontrolowany upadek, zanim pozwolono mu się ścigać. Gdy zapalało się czerwone światło, to trzeba było puścić motocykl. Mnie czerwone śwatło „złapało” jeszcze na prostej, więc puściłam motocykl i… poważnie wygięła się kierownica. Nie mogłam już jechać…

– Ivan Mauger to jedna z legend światowego żużla. Jak ważne było dla Ciebie jego wsparcie?
– Oczywiście bardzo ważne. Udzielał wskazówek, jak np. dobrać ustawienia motocykla. Dawało nam to wiele. Teraz nie można już liczyć na takie cenne wsparcie. Ścigaliśmy się też razem na długi torze z międzynarodową stawką.

– W 1993 roku wygrałaś mistrzostwa Nowej Zelandii na długim torze. Jakimi innymi sukcesami możesz się pochwalić?
– Brałam udział w kilku imprezach regionalnych, jak np. Canterbury Champs. Jeździłam też w zawodach trawiastych i byłam nawet trzecią zawodniczką w Indywidualnych Mistrzostwach Nowej Zelandii w Grasstracku. Najbardziej dumna jestem jednak z tego, że jestem pierwszą kobietą, która zakwalifikowała się do mistrzostw kraju i pierwszą, która je wygrała!

– Coś szczególnie utkwiło ci w pamięci?
– Pamiętam, jak kwalifikowałam się do moich pierwszych mistrzostw Nowej Zelandii i nie mogłam uwierzyć, że tego dokonałam. Pamiętam, jak wygrałam mistrzostwa Nowej Zelandii w Long Tracku i czułam się bardzo podobnie. Fajną rzeczą jest też to, że ten sam tytuł na długim torze wywalczyli również Ivan i Kym (kuzyn) Maugerowie. Pod tym względem jest to dla mnie szczególnie wyjątkowe.

– Patrząc na sukcesy swojego wujka, chciałaś być kiedyś taką jego „damską wersją”?
– Nie, nigdy tego nie zamierzałam. Dla mnie to było hobby, a nie kariera.

– Interesujesz się tematem kobiecego żużla?
– Tak, ale interesuję się też ogólnie żużlem, nie tylko tym w żeńskim wymiarze.

– Czy są w Nowej Zelandii obecnie jakieś zawodniczki?
– Przez lata kilka z nich się przewinęło, ale teraz, to nie wiem.

– Karierę oficjalnie zakończyłaś już wiele lat temu, ale nadal jeździsz w lewo.
– Tak, ale to bardziej takie okazjonalne zawody. Wolę pojeździć dla zabawy podczas dni treningowych, czy wyścigów pokazowych.

– Twojego syna nie ciągnęło do żużla?
– Kompletnie nie. Jego hobby to golf.

– Chciałabyś coś dodać na koniec od siebie?
– Patrząc wstecz, to na pewno miałam szczęście, że dorastałam w czasach, w których dorastałam. Uczęszczałam do szkółki żużlowej prowadzonej przez Ronniego Moore’a, który był wspaniałym obiektem niedaleko Christchurch, więc wszyscy byliśmy z tego zadowoleni. Miałam okazję, których teraz nie mam – ścigać się na longtracku, na trawie, na lodzie i na żużlu. Wszystko teraz się zmieniło. Na szczęście mamy tor żużlowy „Moore Park”, który jest niesamowitym miejscem i jest dobrze zarządzany przez zaangażowanych członków.

POLECANE

guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments

Ten artykuł jest dostępny tylko w zagraniczej odsłonie tego serwisu.