Poważny w skutkach karambol w Krośnie z udziałem Taia Woffindena rozpala środowisko żużlowe. Straszny wypadek Taia. Z pewnością będzie miał daleko idące konsekwencje, bo żużlowcy już odmawiają wyjazdów na tor a żużlowa centrala myśli nad rozwiązaniem problemu.

Choć dopiero wrócił on po ciężkiej kontuzji odniesionej w poprzednim sezonie w jednej z rund Grand Prix, to już ponownie pożegnał się z motocyklem. Już wtedy Woffinden miał wątpliwości, czy wracać do czarnego sportu. Tym razem wydaje się, że już na pewno pożegna się z dyscypliną. Jego urazy są bardzo poważne i groziły śmiercią. Według różnych źródeł Brytyjczyk ma złamanie otwarte kości udowej w kilku miejscach, połamane ręce i żebra. Nie są to oficjalne informacje, ale i tak skala tych urazów jest przerażająca.

Wszystko to, z resztą nie pierwszy raz, przez dmuchaną bandę. Zamiast zamortyzować upadek trzykrotnego mistrza świata wpuściła go pod siebie przez co Brytyjczyk z całym impetem uderzył w płot okalający tor. Dało się słyszeć ogromny jęk bólu a wokół zawodnika szybko pojawiły się służby, które zdecydowały o przewiezieniu Taia helikopterem do Rzeszowa oraz wprowadzenie go w stan śpiączki farmakologicznej. Choć w obecnej sytuacji jego stan zdrowia wydaje się stabilny to ten upadek już zbiera swoje żniwo.

W mediach pojawiają się informacje jakoby zawodnicy zsolidaryzowali się i byli ze sobą w stałym kontakcie odmawiając wyjazdów na tor. Taka sytuacja miała miejsce podczas sparingu Bayersystem GKM Grudziądz i Moonfin Malesy Ostrów. Tam jako powód podano problemy kadrowe, jednak każdy domyśla się, że chodziło o co innego. Wprost natomiast sytuację nazwali żużlowcy FOGO Unii Leszno, którzy po prostu odmówili wyjazdu na tor w sparingu z Innpro ROW Rybnik. Powodem miały być stany band, które zamiast być wkopane unosiły się w powietrzu. W efekcie czego kibice zamiast zobaczyć żużlowe emocje oglądali trening swoich idoli.

Wobec tego żużlowa centrala zaczęła wyciągać wnioski i uczulać osoby funkcyjne na fakt, że przed każdymi zawodami stan techniczny band i ich bezpieczeństwo mają być pieczołowicie sprawdzane. Plan jest taki, aby wkopywać bandy w ziemie na tyle, aby w przypadku upadku nie podnosiły się i amortyzowały upadki żużlowców. W przypadku niesprawności tych elementów, lub nieodpowiednim ich przygotowaniu klubom grożą nawet walkowery. W końcu skończyło się pobłażanie, i bardzo dobrze bo zdrowie zawodników jest najważniejsze.

Subscribe
Powiadom o
guest

0 komentarzy
najstarszy
najnowszy
Inline Feedbacks
View all comments

Ten artykuł jest dostępny tylko w zagraniczej odsłonie tego serwisu.