Na dzień dzisiejszy słoweński żużel opiera się tak naprawdę na jednym zawodniku, a jest nim osoba Mateja Žagara. Sytuacja „czarnego sportu” w ojczyźnie zawodnika Falubazu Zielona Góra jest zła, by nie powiedzieć, że robi się już wręcz tragiczna.

Zaledwie czternastu zawodników wzięło udział w tegorocznych Indywidualnych Mistrzostw Słowenii. Ten bilans nie byłby taki zły, gdyby nie fakt, że tylko ośmiu z nich było narodowości słoweńskiej. Po raz pierwszy od osiemnastu lat tamtejszy żużel ma nowego mistrza, bowiem we wrześniowym turnieju na starcie zabrakło Mateja Žagara. Impreza padła łupem Włocha – Michele Paco Castagny, który w finałowym biegu pokonał duet gospodarzy i Austriaka – Daniela Gappmaiera. Drugi na mecie zameldował się Matic Ivačič i to on świętował krajowe złoto i przerwanie osiemnastoletniej serii Žagara, który nie ukrywał w jednym z wywiadów, że musi startować w krajowym czempionacie, by nie utracić licencji na jazdę w międzynarodowych rozgrywkach. Oprócz Ivačiča formację krajową w tym turnieju stanowili: Nick Škorja (2. miejsce – srebrny medal), Anže Grmek (3. miejsce – brązowy medal), Denis Štojs (7. miejsce), Jernej Hriberšek (10. miejsce) i Miran Praznik (11. miejsce).

I to w zasadzie cały stan słoweńskiego żużla. W 2019 roku na międzynarodowych arenach „przewinęli” się jeszcze, chociażby Dalibor Bot oraz Dario Vugrinec, ale próżno ich szukać w tym sezonie na żużlowych torach. Szkolenie młodzieży w tym kraju w zasadzie nie istnieje. Potwierdzać to może niejako fakt, że w Krško, by dostać się do szkółki wystarczyło… wysłać maila. Kandydat musiał mieć maksymalnie piętnaście lat i nie mieć problemów – z nauką oraz poza szkołą. Na domiar złego Słoweńcy stracili obiekt w Ljubljanie, który po pięćdziesięciu siedmiu latach przeszedł do historii. – Pamiętam jak dziś 9 czerwca 1963, kiedy odbył się pierwszy turniej. Było 10 tysięcy osób. Dwa lata później już 15. Przykro mi z tego powodu. Poświęciłem temu sportowi dużo czasu, byłem tutaj zawodnikiem, jak i trenerem – powiedział jeden z zarządców klubu, Janez Tomažič cytowany przez serwis speedwaynews.pl.

Działacze chcieli, by ostatni turniej był świetnym widowiskiem dla kibiców z czołówką światową w obsadzie. Niestety, pandemia koronawirusa te plany storpedowała i ostatecznie fani „czarnego sportu” musieli zadowolić się jazdami treningowymi, które zakończyły pewien etap słoweńskiego speedwaya. – Ja większość treningów odbyłem na domowym stadionie „Ilirija” w Ljubljanie, który został jednak niedawno zamknięty, więc teraz muszę na treningi jeździć na stadion im. „Matija Gubca” w Krško, który jest zdecydowanie dalej od miejsca mojego zamieszkania – mówi szesnastoletni Anže Grmek, który jest największą, by nie powiedzieć, że na razie – jedyną nadzieją słoweńskiego speedwaya.

Po stadionie „Ilirija” nie ma już śladu. To oznacza, że w Słowenii zostały już tylko dwa czynne obiekty – w Lendavie oraz Krško, gdzie w latach 2002-2009 oraz 2013, 2015-2019 rozgrywano turnieje FIM Speedway Grand Prix. – Żużel w naszym kraju podupada i tak naprawdę wszyscy aktywni w tym środowisku próbujemy ożywić ten sport, tak jak to było kiedyś, by nie powiedzieć, że po prostu walczymy o jego przetrwanie. Chcemy, by stadiony były pełne kibiców, a żużlowa mapa powiększała się o nowe tory, a także o nowych, młodych chłopaków – dodaje nasz rozmówca.

Zatrzymując się na chwilę przy zawodach Grand Prix, powspominajmy. Pierwszy turniej w 2002 roku na obiekcie im. Matije Gubca padł łupem Ryana Sullivana, który w finale pokonał m.in. Tomasza Golloba. Wychowanek Polonii Bydgoszcz był również pierwszym Polakiem, który tam zwyciężył, ale na ten moment czekaliśmy, aż do 2008 roku. Później „Mazurka Dąbrowskiego” słuchaliśmy na tym obiekcie dzięki: Jarosławowi Hampelowi (2013), Patrykowi Dudkowi (2018) i Bartoszowi Zmarzlikowi (2019). Golloba wraz z Nickim Pedersenem można śmiało nazywać specjalistami od tego owalu, bowiem na czternaście imprez – Duńczyk aż siedmiokrotnie meldował się w finale, a pięciokrotnie (2-3-0) na podium. Polak z kolei sześć razy wjechał do najważniejszej gonitwy dnia Grand Prix Słowenii, również pięciokrotnie stając na podium (1-1-3).

Reprezentantów Słowenii zabrakło w tym roku w wielu prestiżowych imprezach. Chociażby Speedway of Nations, Mistrzostwach Europy Par oraz TAURON Speedway Euro Championship. Próżno ich było szukać również w czempionatach do lat 21. Tak naprawdę na międzynarodowych arenach jedynym ogniwem był Žagar w Grand Prix. Niewiele najeździli się Słoweńcy również w polskiej lidze. O ile 37-letni Žagar był jednym z objawień PGE Ekstraligi, o tyle Ivačič pojechał w ledwie dziewięciu biegach eWinner 1. Ligi Żużlowej, a Škorja nie dostał swojej szansy w Krośnie.

A jak wygląda ich sytuacja w kraju nad Wisłą w kontekście przyszłego sezonu? Žagar został zawodnikiem Falubazu Zielona Góra, a Škorja przeniósł się do Trans MF Landshut Devils. Trzeci z muszkieterów, czyli Ivačič na razie musi się zadowolić kontraktem zwanym warszawskim w klubie Żuraw Gdańsk.

źródło: inf. własna

guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments

Ten artykuł jest dostępny tylko w zagraniczej odsłonie tego serwisu.