Obowiązek posiadania zawodnika do dwudziestego czwartego roku życia w podstawowej piątce meczowej we wszystkich trzech klasach rozgrywkowych wzbudził wiele kontrowersji. Jak zawsze w takiej sytuacji – mamy zwolenników i przeciwników.

Pamiętam doskonale, jak podzielone było środowisko, gdy żużlowe władze zdecydowały, że rozszerzają meczowe składy z zawodników siedmiu do ośmiu z uwzględnieniem, że pod numerem ósmym oraz szesnastym może znajdować się zawodnik maksymalnie do dwudziestego trzeciego roku życia. Nie ukrywajmy, że część zawodników na tym mocno straciła, jak chociażby Damian Dróżdż, który jeździł po stadionach ekstraligowych i oglądał mecze Włókniarza z perspektywy parku maszyn, by po dwóch godzinach ruszyć w kierunku domu. Byli też jednak tacy, którym wprowadzenie tego numeru pomogło, jak np. Daniel Bewley czy Robert Lambert, gdzie w przypadku tego drugiego stosowano również spore manewry taktyczne, ale jeśli zawodnik udowadniał swoją przydatność na torze, to grzechem byłoby, gdyby Lech Kędziora z tego nie korzystał.

Teraz wiele mówi się o tym, jakim to złym ruchem jest zawodnik do lat 24. Pierwszym argumentem jest fakt, że np. Jason Doyle musiał opuścić eWinner Apator Toruń, a Matej Žagar zmuszony był zamienić Motor Lublin na Falubaz Zielona Góra. Drugi fakt jest taki, że wielu klasowych jeźdźców musiało zdecydować się na angaż w eWinner 1. Lidze Żużlowej, a trzecim powodem jest z kolei to, że kilku interesujących żużlowców z zaplecza PGE Ekstraligi zostało zablokowanych przed przenosinami do wyższej klasy rozgrywkowej. Zresztą sam Nicolai Klindt podkreślał, że wprowadzony przepis miał swoje znaczenie w wyborze przez niego pracodawcy w kraju nad Wisłą.

Poniekąd zgadzam się z tymi argumentami. Włodarze polskich lig rozgrywkowych nie powinny wprowadzać takiego przepisu z sezonu na sezon, a z co najmniej rocznym wyprzedzeniem. Choć nieoficjalnie w środowisku mówi się, że prezesi wiedzieli o możliwości takiego ruchu już od przełomu maja i czerwca. Jeśli tak faktycznie było, to prezesi nie powinni mówić o zaskoczeniu.

Przepis sam w sobie jest na pewno interesujący. Swoją szansę w PGE Ekstralidze dostaną, chociażby mistrz Europy do lat 21 – Marcus Birkemose, czy Jonas Jeppesen, którego występ w meczu Arged Malesa TŻ Ostrovii Ostrów z Apatorem Toruń, gdzie młodzian z kraju Hamleta wykręcił swój pierwszy w karierze komplet, będzie wspominany jeszcze bardzo długo. Dodatkowo wprowadzenie tego rozwiązania sprawiło, że kilku interesujących zawodników zasiliło pierwszoligowe podwórko, gdzie ujrzymy przecież m.in. indywidualnego mistrza świata juniorów z 2012 roku – Michaela Jepsena Jensena, czy również trzeciego zawodnika globu w cyklu FIM Speedway Grand Prix sprzed siedmiu lat Nielsa-Kristiana Iversena. Przebąkuje się, że chęć wzmocnienia pierwszoligowców jest pierwszym krokiem do powrotu dziesięcio zespołowej ekstraligi. Czy to ma sens i jakie plusy może mieć takie rozwiązanie? Na pewno na łamach naszego portalu pochylimy się nad tym tematem.

Ma to też w jakimś stopniu odmłodzić kadry. Zresztą sama Speedway Ekstraliga publikując serię artykułów o tym, dlaczego zawodnik u24 ma sens pisała otwarcie, że z roku na rok średnia wieku w zespołach rośnie, a nie ukrywajmy, że kilku jeźdźców angaż łapało za nazwisko i bardziej jednak odcinała kupony, niż wnosiła interesujący dla oka poziom. Ja osobiście wierzę, że wymiana, chociażby Holty na któregoś z młokosów przyniesie wiele pożytku.

Ktoś rzucił hasło, że teraz zawodnicy do lat 24 obłowią się w życiowe kontrakty i będą jednymi z lepiej zarabiających żużlowców w swoich ligach. Rozmawiałem z trójką jeźdźców, których nazwiska pozostawię dla siebie i ci śmieją się z takich stwierdzeń. Mówią otwarcie, że owszem mieli więcej ofert, ale finansowo raczej nie będą teraz finansowymi guru.

Warto tutaj również podkreślić fakt, że połowa klubów tak naprawdę nie miała bólu głowy, jeśli chodzi o uzupełnienie meczowego zestawienia. Fogo Unia Leszno stawia m.in. na Szymona Szlauderbacha, wicemistrz kraju da szansę wspomnianemu Birkemose, a Betard Sparta Wrocław ma w kadrze Gleba Czugunowa, który skończył wiek juniora i nie musi się martwić o przyszłość. Tak samo zresztą, jak np. Mateusz Tonder, któremu przyjdzie jednak powalczyć o skład z Damianem PawliczakiemJanem Kvěchem. Zresztą pozostałe kluby też nie stały pod ścianą i nie musiały angażować nowych zawodników, ale tak postanowiły. Nieco inaczej wyglądała sytuacja w 1. lidze oraz 2. lidze. Co ciekawe, nawet w drugiej lidze część działaczy jest zadowolona z tego przepisu.

Jak widać, przepis u24 ma szansę się obronić, ale trzeba dać mu szansę. Nie wiem, czy rok czasu jest wystarczającym okresem, by udowodnić i sensie posiadania takiego żużlowca w kadrze, ale na pewno po sezonie 2022 będziemy już wszyscy mądrzejsi o sporą wiedzę i doświadczenie.

A jakie jest Wasze zdanie na ten temat? Zachęcamy do dyskusji w komentarzach oraz w naszych mediach społecznościowych.

[poll id=”10″]

 

Subscribe
Powiadom o
guest

0 komentarzy
najstarszy
najnowszy
Inline Feedbacks
View all comments

Ten artykuł jest dostępny tylko w zagraniczej odsłonie tego serwisu.