Paweł Kokot jest jedną z legend zielonogórskiego speedrowera, choć on sam nie chce, by tak go nazywać i traktować. Wywiady z nim są „kolorowe”, czego idealnym przykładem jest również poniższa rozmowa – o speedrowerze w wykonaniu Harpagana Zielona Góra.

Konrad Cinkowski (Twój Portal Żużlowy): Paweł, no nie mogę zacząć wywiadu inaczej, niż pytaniem – czytałeś na łamach naszego portalu wywiad ze swoim imiennikiem z Torunia?
Paweł Kokot: Tak, czytałem i jest mi przykro po przeczytaniu tego artykułu. Czy egzystencja ludzka ma sens? Czy ziemia się kręci? Mniej więcej takie miałem odczucia.

– Interesująco. Coś jeszcze?
– Poczułem się jak Najman czekający na Stanowskiego, jak świat czekając na szczepionkę czy wreszcie jak Krajewski czekający na tę jedną chwilę. Żenada z domieszką humoru. Żenada przez duże „Ż”!

– Też jesteś zdania, że gdyby tak jeździł, jak udziela wywiadów, to byłby mistrzem świata?
– Ja się cieszę, że przeszedł pomyślnie proces uczłowieczenia, więc każde sensowne zdanie w jego wypowiedziach traktuje jako duży sukces cywilizacyjny. Podsumowując, gdyby nie to, że zajęty jest całymi dniami składaniem rowerów dla narybku, to stać go jeszcze na więcej. Trzy pytania i trzecie pytanie o Cegielskiego… Jeszcze jedno i rozwalę komputer siekierą, a mam „Hengsta” w bagażniku.

– Dobrze, to zmieniamy temat, choć oczywiście musimy zaznaczyć, aby początek rozmowy traktować z przymrużeniem oka. Obaj Panowie darzą się dużym szacunkiem i sympatią.
– Odrobina humoru musi być w tych ciężkich czasach. Dlatego początek również potraktowałem z przymrużeniem oka. Paweł to dobry człowiek, mimo że jest „betonem”, to zdecydowanie szacunek mu się należy, nie tylko z mojej strony.

Teraz porozmawiajmy nieco poważniej. W końcu jesteś legendą zielonogórskiego speedrowera. Zgadzasz się z tym?
– Legendą to był Lucky Luke albo Uszatek. Ja jestem zwykłym zjadaczem chleba, aczkolwiek lubię to stwierdzenie, bo słysząc to mam od razu 185 centymetrów wzrostu i czuję, jak mi odrastają włosy. Po prostu jestem „Kokos” i tyle. Prosty chłopak z bloku, trochę zaburzony chyba, łysawy, w kapturze. Ot co.

– Boli Cię serce, gdy patrzysz, co się dzieje w twoim ukochanym ZKS-ie Zielona Góra?
– Wiesz… to jest taki dwugłos. Ja tam widzę wielu mistrzów świata. Ci zawodnicy mają potencjał. Boli mnie to, że mnie tam nie ma, ale wiem, że mój czas w ZKS już bezpowrotnie minął. Dlatego staram się nie szkalować publicznie ukochanego klubu i trzymam za nich kciuki. Należy szkolić młodych, bo kilku ma naprawdę wielki talent.

– Sekcja speedrowera w Harpaganie powstać musiała, czy był cień szansy na to, aby dogadać się z włodarzami ZKS-u?
– Ostry cień mgły raczej rzucił się na tę współpracę. Szansa była, rozmowy były, ale my nie mamy po trzynaście lat, żeby nam mówiono, że mamy możliwość 10 minut przed Ligą Lubuską potrenować. Myślę, że przez te 20 lat zasłużyliśmy z kolegami na więcej, ale ja się prosił nie będę. Potrenujemy z ekipą w lesie i też będzie fun. A przy okazji derbów zobaczymy, kto lepiej odrobił lekcje. Speedrower nie ma dzielić, szczególnie w tym samym mieście. ZKS-owi życzę jednak jak najlepiej, już zawsze tak będzie, ale w derbach będą tylko kaski. Jak zawsze.

– Teraz tworzycie historię nowego ośrodka speedrowerowego w Zielonej Górze. Początki są trudne?
– Początek był w 2017, jak się spotkaliśmy za budynkiem gastronomicznym i powiedzieliśmy sobie sakramentalne „tak”. Wiesz, co mnie cieszy? To, że my nic nie musimy, my możemy. Jak nam się znudzi, to wystawimy rowery na OLX, sprzedamy je za gruby hajs i pojedziemy w góry wykupić schronisko. To jest właśnie Harpagan. Zapamiętaj tą nazwę koniecznie.

– Jakimi sukcesami możecie się pochwalić za rok 2020?
– Było ich wiele. Kilka „dynxów”, z tego parę na wyjeździe. Srebro w 1. lidze w okręgu zachodniej. Wolę się jednak chwalić jednością. W życiu nie chodzi o to, żeby się rodzić i umierać, chodzi o to, żeby wypełnić tę przestrzeń pomiędzy. My ją wypełniamy naszym projektem.

– Mieliście w swojej kadrze m.in. medalistę IMŚ – Dawida Basa. W jakimś stopniu wpłynęło to na zainteresowanie zielonogórskim speedrowerem, czy raczej przeszło bez echa?
– W Zielonej Górze jak powiesz Dawid Bas, zaproszą Cię na wigilię. Sławny jest ten gościu w naszym mieście. Odpal mikrofon i idź do Castoramy, zapytaj Bas. Będzie odzew na pewno. Tak samo jest z „ Jamrem” (Piotrem Jamroszczykiem – dop. aut.), „Bozzym” (Adamem Bożejewiczem) oraz „Heniem” (Arkadiuszem Szymańskim). Z „Wojtim” (Bartoszem Wojtalem) też, ale on jest z Zielonej, więc to zjawisko jest nasilone.

– W środowisku mówi się coraz głośniej o podziale CS Superligi na grupę mocniejszą i tą nieco słabszą. Co sądzisz o tym pomyśle?
– Wiesz z naszej perspektywy to fajne. Słabsza grupa, ale jednak CS Superliga. Mocne drużyny tego nie rozumieją, a szkoda. Wolę pojechać osiem meczów i w ośmiu powalczyć, niż osiemnaście, z czego w dziesięciu będą ostre „batony”. Czemu ma to służyć?

– Nie pytam bez przyczyny, bo usłyszałem ostatnio, że jeśli dojdzie do podziału, to Harpagan weźmie udział w CS Superlidze. Możesz to potwierdzić lub to zdementować?
– Szanse oceniam na 75%. Nie mamy toru, ciężko z juniorami. Zobaczymy, jak ekipa będzie chciała. Jak będzie zajawka to jedziemy jak nie to nie. Liga to większa odpowiedzialność, mniejsza elastyczność terminów, ale zobaczymy. Bez presji panie Konradzie.

– Skład jednak budujecie i to niezwykle mocny. Są medaliści mistrzostw Polski, Europy oraz światowych czempionatów. Aż żal byłoby go zachować tylko na 1. ligę.
– Nasze gwiazdy są tylko i aż wypożyczone. Podziękowania dla każdego klubu za to. Powiem jednak nieskromnie, jeśli zapragniemy CS Superligi, wierzę w to, że kilka nazwisk z topu by się z nami związało nawet bez reklamówki z dolarami. Mam kontakt z paroma czołowymi zawodnikami z Polski i jeśli ich intencje są czyste, a wierzę, że są, to jest szansa, że to nie pieniądze odegrałyby decydującą rolę.

– W waszej kadrze widnieje m.in. Robert Bandosz, który niedawno triumfował w telewizyjnym show „Ninja Warrior”. Skąd pomysł na kontrakt z „Bajbusem” i czy jest szansa, że on faktycznie wróci na tor, czy pod flagą Harpagana będzie brał udział w innych zawodach sportowych?
– Robert jest z Zielonej Góry. Zaproponowałem mu, to jakiś czas temu, a ostatnio odpowiedział. Cieszy mnie to. Może nie aż tak, że jest celebrytą, cieszy mnie, to, że jest jednym z nas. „Robson” to prawdziwy wariat, nieraz to udowadniał. Dobry chłopak. Wiem, że pomoże nam, jak będzie trzeba. Wsiądzie w PKP i przyjedzie do nas. W imię czego? W imię jedności. Co do innych zawodów sportowych to raczej wystąpi nie w naszych barwach, ale i tak będzie fajnie.

– Harpagan ma w swoim zestawieniu także żeńskiego rodzynka w osobie Agnieszki Bujnowskiej. Kandydatka do medalu IMP Kobiet?
– Złoto mistrzostw świata. Nie mam wątpliwości. Nie będę ujawniał szczegółów, bo tam jest dużo ludzi zaangażowanych w budowanie kej formy, ale to jest praktycznie pewniak w tym momencie. Gdybym miał oszczędności, to myślę, że bym już szedł do bukmachera z walizką.

– Waszych zawodników będziemy oglądać z pewnością w wielu rozgrywkach, nie tylko tych ligowych. W jakich imprezach zamierzacie wystartować jako Harpagan?
– Na pewno w mistrzostwach Polski – indywidualnych i par, od kategorii „Open” po młodzieżowców i weteranów. Zaznaczam jednak, że taki jest plan. Jednak jeśli w dniu zawodów ktoś uzna, że nie jedzie, bo chce się wyspać albo będzie „wczorajszy”, to nie pojedzie i też będzie w porządku. Wspólnie z zawodnikami, którzy nie będą jeździć na co dzień w lidze, planujemy Diamentową Ligę. Nazwę wymyślił „Bujon” (Artur Bujnowski). Po rozmowie z Adrianem Kocurem ustaliliśmy, że spotkamy się trzy-cztery razy w wakacje i tam pojeździmy. Oprócz Harpagana i Szarży czekam na odpowiedź od chłopaków z Leszna. Tam też jest w porządku ekipa. Może ktoś jeszcze się skusi. Zobaczymy.

– Jako klub nie posiadacie swojego obiektu. Czy to może ulec zmianie w najbliższych latach, czy w ogóle o tym nie myślicie?
– Planujemy wybudować tor na obrzeżach miasta. Swoimi siłami. Na „Bujona” działce. Zwykły od serca. Czy jest szansa na drugi profesjonalny obiekt w Zielonej Górze? Zawsze jest. Inne miasta mają po dwa owale. Fajnie jakby powstał u nas tor ogólnodostępny, bo jednak w dobie marketów, parkingów dzieciaki amatorsko mają problem z jazdą. Zobaczymy.

– A czy prowadzicie otwarty nabór dla chętnych zielonogórzan, którzy chcieliby spróbować swoich sił w tym sporcie?
– Póki co nie. Harpagan to klub nastawiony na zupełnie inne cele. Z drugiej strony, jeśli trafi się jakiś młokos, który chce zostać mistrzem, to tego mistrza z niego zrobimy. Póki co jednak to ZKS ma szkolić mistrzów i tego się trzymajmy.

– Dziękuję Pawle za rozmowę. Czego życzyć Tobie oraz Harpaganowi w tym nowym roku?
– Abyśmy dalej byli kolorowymi ptakami speedrowera. Wszelkie mistrzostwa są dla gwiazd, my jesteśmy po prostu, aby pokazać ludziom to, że pasja jest ponad wszystko. Siła nasza tkwi w drużynie. Każde ogniwo jest tak samo ważne, jak żaróweczki w światełkach na choinkę. Mam nadzieję, że nasz projekt uświadomi ludziom, że speedrower to nie są igrzyska, tylko rywalizacja oparta na szacunku. Tego powoli zaczyna brakować.

Chciałbym dodać, że dziękuję wszystkim ludziom, zawodnikom zaangażowanym w nasz projekt. Uwierzysz, że ludzie po latach zaczęli składać rowery i odkurzyli marzenia? Mamy grupę na Facebooku, gdzie każdy co dzień wrzuca jakieś info, co kupił. A to łańcuch, a to ramę, a to widelec albo korbę. Korby jednak niektórym do dziś nie udało się kupić. Masz jakieś znajomości w Chinach? Dla mnie to jest mistrzostwo. Każdemu jestem za to ogromnie wdzięczny, choć mówię o tym głośno tylko czasami. Życz nam, aby to trwało. Życz nam, aby to się nie wypaliło, bo to, czego teraz doświadczam to najpiękniejsze lata mojego speedrowerowego życiorysu. ZKS to był tylko prolog, też piękny, ale jednak prolog. Dziękuję chłopaki! W Zielonej Górze tylko Harpagan! Wspomnisz moje słowa.

źródło: inf. własna

POLECANE

guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments

Ten artykuł jest dostępny tylko w zagraniczej odsłonie tego serwisu.