Myśląc o francuskim speedwayu do głowy, od razu przychodzą nam nazwiska zawodników Abramczyk Polonii BydgoszczDavida Bellego oraz Dimitriego Bergé. Tamtejszy speedway ma jednak jeszcze kilku utalentowanych jeźdźców, których kariery warto śledzić.

Pod koniec października na obiekcie w Lamothe-Landerron rozegrano tegoroczny finał Indywidualnych Mistrzostw Francji, który miał charakter zawodów „otwartych”, co umożliwiało walkę o medale również zawodnikom zagranicznym. Z możliwości występu skorzystali dwaj Brytyjczycy – Chris Harris oraz Tom Brennan, a także Czech Ondřej Smetana. „Bomber” okazał się najwyższej sklasyfikowanym obcokrajowcem. Były uczestnik cyklu FIM Speedway Grand Prix zajął trzecie miejsce i musiał uznać wyższość tylko dwóch „Gryfów” z eWinner 1. Ligi ŻużlowejDavida Bellego oraz Dimitriego Bergé. Grono finalistów w najważniejszej gonitwie dnia uzupełnił Mathieu Trésarrieu, który może czuć ogromny niedosyt w związku z formułą zawodów. Gdyby zakończyć rywalizację po rundzie zasadniczej, wówczas specjalista od wyścigów na długim torze toczyłby dodatkowy bój o złoto z Bellego.

We francuskim czempionacie pojawiła się również trójka zawodników, której poświęcony jest ten artykuł. Najwyższej sklasyfikowany był Steven Goret, który po zajęciu trzeciej pozycji w biegu półfinałowym z dorobkiem jedenastu „oczek” sklasyfikowany został na piątym miejscu, który w tym sezonie o swoim potencjale dał znać w finale Indywidualnego Pucharu Europy Juniorów w słowackiej Žarnovicy. Francuz był co prawda drugim rezerwowym, ale odjechał pięć biegów zajmując dziesiąte miejsce. W bezpośrednich pojedynkach za swoimi plecami przywoził m.in. Benjamina Basso (nowego zawodnika specHouse PSŻ-u Poznań) i dwukrotnie Bena Ernsta (reprezentanta Wölfe Wittstock). Wyższość Goreta uznać musiał również leszczynianin Krzysztof Sadurski.

W przeszłości na żużlu klasycznym oraz trawiastym ścigał się mój ojciec – Patrick. Zakończył swoją karierę wraz z moimi narodzinami, ale miłość do motocykli u niego nie przeminęła. Ja zacząłem jeździć w wieku dziewięciu lat w klubie z Lamothe-Landerron. Na początku jednak nie było łatwo, ponieważ byłem bardzo niskim zawodnikiem. Na szczęście przejście do klasy 500cc zbiegło się z tym, że zacząłem rosnąć – mówi żużlowiec z rocznika 2001. Steven Goret nie ukrywa, że jego marzeniem jest jazda w Polsce, a niewiele zabrakło, by dostał swoją szansę w kraju nad Wisłą już w tym sezonie. Miał być członkiem kadry narodowej na Speedway of Nations, lecz Francuzi ostatecznie nie przystąpili do zmagań.

Ósma pozycja przypadła Jordanowi Dubernardowi, który z dzisiejszego grona opisywanych jeźdźców jest najstarszy. Ma dwadzieścia trzy lata i ten sezon był dla niego ostatnim w… juniorce. We Francji, tak jak w wielu innych sportach motorowych kategoria młodzieżowa jest nie do dwudziestego pierwszego, a trzeciego roku życia. Jordan, tak samo, jak Steven Goret jest kontynuatorem żużlowych tradycji w swojej rodzinie. – Gdy byłem mały, to wszyscy opowiadali mi o karierze mojego taty, więc było trochę „nacisku”, ale wybór należał też oczywiście do mnie. Dziś robię wszystko, co w mojej mocy, aby rodzina była ze mnie dumna – przyznaje żużlowiec, który był rezerwowym podczas tegorocznego finału Mistrzostw Europy Par.

Na tor we włoskim Terenzano nie było mu dane wyjechać, ale mimo to odebrał brązowy medal, który wywalczyli jego bardziej doświadczeni koledzy, czyli Bellego i Bergé. Choć jego rodacy sięgają po kolejne trofea na konto „Trójkolorowych”, to… – We Francji nie da się być pełnoetatowym żużlowcem, więc skończyłem w ubiegłym roku studia i teraz pracuję, jako inżynier w fabryce przy produkcji wielu części mechanicznych – dodaje Dubernard, który chciałby podjąć rękawice i spróbować swoich sił w którejś z zawodowych lig. Jednak przynajmniej na razie, nikt nie widzi dla żużlowca z Marmande miejsca w swoim zespole.

Ostatnim opisywanym dziś żużlowcem jest kolejny syn. Tym razem mowa będzie o latorośli Stephane TrésarrieuMathiasie, który ma siedemnaście lat i jest u progu wielkiej kariery. Przy wsparciu doświadczonego ojca oraz wujka w osobie Mathieu Trésarrieu może osiągnąć naprawdę wiele. Już w tak młodym wieku może pochwalić się kilkoma sukcesami. – Zacząłem swoją przygodę z żużlem od ścigania na torach trawiastych w wieku trzynastu lat na motocyklach o pojemności 125cc, gdzie dwukrotnie zdobyłem tytuł mistrza Francji. W 2018 roku przesiadłem się na 250cc, gdzie również zdobyłem mistrzostwo kraju, a od zeszłego roku rozwijam się już na „pięćsetkach”. Na co dzień uczęszczam również do liceum i przygotowuję się do matury – opowiada zdobywca sześciu punktów w tegorocznych mistrzostwach Francji, który ma już na swoim koncie również styczność z kadrą narodową. W 2019 roku był rezerwowym podczas finału Drużynowych Mistrzostw Europy Juniorów w Lamothe-Landerron. Pojawił się na torze czterokrotnie i choć punktu nie zdobył, to nie ukrywa, że: – Przekonałem się, że mogę walczyć z zagranicznymi zawodnikami, którzy mają w porównaniu ze mną znacznie większe doświadczenie. Pamiętajmy, że to był mój pierwszy sezon w klasie 500cc. Punktów nie zdobyłem, ale to mnie umocniło psychicznie.

Oczywiście nie zapominamy o takim zawodniku jak Gaétan Stella. Dziewiąty jeździec francuskiego czempionatu już od kilku lat próbuje się przebić na światowych arenach, ale przynajmniej na razie znacznie lepiej wiedzie mu się na torach długich, gdzie może się pochwalić m.in. srebrnym medalem Drużynowych Mistrzostw Świata.

Cieszyć z pewnością może fakt, że żużel we Francji, choć opiera się tylko na dwóch zawodnikach, to ma perspektywy na to, by zyskać wkrótce kolejne mocne punkty. W ojczyźnie Monteskiusza w porównaniu do innych krajów jest szansa na to, że żużel będzie się rozwijał, a nie zwijał.

źródło: inf. własna

guest

0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments

Ten artykuł jest dostępny tylko w zagraniczej odsłonie tego serwisu.