Gdy wszystko idzie po naszej myśli, własne ściany potrafią dodać skrzydeł, a dobrze znane środowisko niesie ku kolejnym sukcesom. Gdy dobra karta się odwraca, te same ściany i te same osoby mogą stać się ciężarem i psychicznym obciążeniem. W sezonie 2021 swoją kartę będzie starał się odwrócić Krzysztof Kasprzak. Czy zrobi to skutecznie?

Był rok 2011. 27-letni Kasprzak po nieudanych sezonach w Tarnowie zdecydował się na przenosiny do Gorzowa. Pierwsza zmiana klubu w jego karierze miała miejsce dwa lata wcześniej, a zastąpienie leszczyńskiej Unii tą tarnowską okazało się nietrafionym wyborem. Wystarczy powiedzieć, że we wspomnianym sezonie 2011 Krzysztof zdobył dla Jaskółek zaledwie trzynaście „trójek”. Dopiero siódme miejsce w ligowej tabeli, jeden z najgorszych sezonów w karierze zadecydowały o kolejnych zmianach. Tym razem padło na Stal Gorzów i to był przysłowiowy strzał w dziesiątkę.

Zmiana otoczenia pomogła, Kasprzak odżył i z miejsca stał się czołową postacią klubu, czego zwieńczeniem był rok 2014. Znakomita średnia biegopunktowa 2,310, tytuł Drużynowego Mistrza Polski, złoto Indywidualnych Mistrzostw Polski, czy wreszcie srebrny medal zdobyty na torach Grand Prix. Leszczynianin odbudował się w gorzowskim środowisku i ponownie zaliczał się do czołówki polskich zawodników. Kolejne lata to dość nieprzewidywalna forma, co wraz z fatalnym rokiem 2020 doprowadziło do końca współpracy na linii Kasprzak – Stal Gorzów. Mimo trzydziestu sześciu wiosen Krzysztof podejmie kolejną próbę powrotu. Powrotu może nie na tron, ale do świata żywych i ścisłej polskiej czołówki.

Czy Grudziądz będzie odpowiednim miejscem do odbudowy? I czy w ogóle w zmianie klubu może tkwić przepis na odzyskanie skuteczności? Możemy pisać sobie teksty, robić prognozy, analizy, ale przewidzieć formy Kasprzaka po prostu się nie da. Wychowanek leszczyńskiej Unii nie był zresztą pierwszym wyborem dla działaczy GKM-u Grudziądz, ale mimo to bardzo liczą na jego powrót do formy.

Zaczęło się od tego, że swoją decyzją o odejściu zaskoczył nas Krzysiek Buczkowski. Najpierw rozmawialiśmy z nim na temat pozostania w klubie i po zakończeniu naszych rozmów chcieliśmy dopiero zacząć działać dalej. W międzyczasie Krzysztof zmienił decyzję, a Przemek Pawlicki się z nami skontaktował i to wszystko się odwróciło. Potrzebowaliśmy chwili na zastanowienie się i rozejrzenie na rynku polskich zawodników, który nie był zbyt bogaty. Spośród Polaków, o których wiedzieliśmy, że są dostępni, zdecydowaliśmy się na rozmowy z Krzysztofem Kasprzakiem. Wiedzieliśmy, że wciąż ma w sobie duży potencjał, mimo słabszego sezonu 2020. W przeszłości wielokrotnie pokazywał jazdę na wysokim poziomie – zarówno w lidze, jak i w Grand Prix. Liczymy na jego powrót do wysokiej formy i skuteczną walkę na ekstraligowych torach. Specjalnie nie zwracaliśmy uwagi na ostatnie występy Krzysztofa na naszym torze. Wiemy, że każdy zawodnik, przychodzący do naszego zespołu, poświęci czas na spasowanie z nowym owalem. Przykładem może być wspomniany wcześniej Przemek Pawlicki, który jako żużlowiec innych klubów jeździł słabo na grudziądzkim torze, a już startując w naszych barwach był dużo skuteczniejszy w latach 2018-2019 – mówi dla twojportalzuzlowy.pl Marcin Murawski, prezes GKM-u Grudziądz.

W Grudziądzu w ostatnich latach przeprowadzano jedynie kosmetyczne zmiany w składzie. Większość nowych twarzy stanowiły uznane nazwiska, dla których wcześniejsze sezony nie były najlepszymi w całej karierze. Zaczęło się od Tomasza Golloba w sezonie 2015. Beniaminek z Grudziądza zaskoczył wszystkich i sięgnął po ikonę polskiego żużla. Po słabym roku 2014 w Toruniu Gollob zdołał osiągnąć średnią 1,611 już w barwach GKM-u. Znakomita jazda na własnym torze i dużo słabsze wyjazdy to tylko jedna strona medalu. Drugą był duży wkład w budowanie atmosfery w zespole, przygotowanie toru, nie wspominając już o wymiernych efektach marketingowych.

Rok 2016 to zakontraktowanie niespełnionego szwedzkiego talentu. Z pierwszej ligi do Grudziądza przeniósł się Antonio Lindbäck i dobrą jazdę w barwach Lokomotivu Daugavpils przełożył na najwyższą średnią w zespole trenera Roberta Kempińskiego. To był zarazem jego najlepszy sezon w Grudziądzu. Sezon 2018 przyniósł kontrakt z kolejnym żużlowcem, który nie jeździł w poprzednich latach na miarę swoich możliwości i talentu. Przemysław Pawlicki po kiepskim sezonie w Gorzowie (1,639 pkt. / bieg) dalej przywdziewał żółto-niebieskie barwy, ale już te grudziądzkie. Jazda w nowym plastronie na piersi przyniosła dobry efekt i średnią biegopunktową 1,831.

Ostatnie dwa lata to już zaciąg doświadczonych Duńczyków. Zarówno Kenneth Bjerre, jak i Nicki Pedersen osiągnęli w swoich pierwszych sezonach w Grudziądzu niemal identyczne rezultaty jak rok przed transferem. Przytoczone przykłady pokazują, że może nowe nabytki GKM-u nie zaliczały spektakularnego spadku formy, ale wyraźnego odbicia i powrotu do lat świetności również nie było. A tylko wyraźna poprawa Krzysztofa Kasprzaka może być satysfakcjonująca dla grudziądzkich działaczy, jak i kibiców.

[poll id=”11″]

Kolejnym bodźcem może być powrót do cyklu Grand Prix, w którym nie widzieliśmy Kasprzaka przez ostatnich pięć sezonów. Przed sezonem 2014 mało kto postawiłby na medal leszczynianina, a wiele nie brakowało do tego z najcenniejszego kruszcu. Podobnie jest teraz. Jakiekolwiek prognozy mogą być mocno ryzykowne, podobnie jak te przed GP Challenge w Goričan, kiedy mało kto liczył na miejsce w czołowej trójce. Czy jazda w nowym klubie i powrót do Grand Prix mogą być pozytywnym bodźcem dla tego doświadczonego zawodnika?

Myślę, że zmiana klubu i otoczenia mogą pomóc Kasprzakowi. Coś nowego zawsze nas ekscytuje. Długie przebywanie w jednym środowisku powoduje, że dobrze znasz każdą osobę, wiesz na co stać innych, wszystko jest takie przewidywalne. Często wpadasz przez to w rutynę i pułapkę stagnacji. Tutaj pojawia się nowy cel i nowa motywacja, co może wpłynąć pozytywnie na efektywność zawodnika. I to jest chyba słowo klucz – chęć rozwoju i mobilizacja. Są przykłady zawodników, którzy po zmianie klubu się odbudowali – jak choćby Jarek Hampel po przejściu do Lublina. Oczywiście wiąże się z tym jakieś ryzyko, ale ono występuje zawsze. Nie można zapomnieć, że Kasprzak to wicemistrz świata z 2014 roku i potrafi jeździć niezwykle skutecznie. Ostatnio trochę się pogubił, ale sezon 2020 był trudny dla każdego. Niektórzy zawodnicy mocniej odczuli małą liczbę startów i brak możliwości treningów na innych torach. W momencie gdy nie było wyników, to doszło odstawianie od składu lub jazda po dwa biegi w meczu. Jako kibic GKM-u mam nadzieję, że Krzysztof pokaże swój potencjał właśnie w Grudziądzu. Powrót do GP może być kolejnym bodźcem, tym bardziej, że nie będzie ciążyła na nim wielka presja. Może, ale nie musi – analizuje trener mentalny Marcin Zygmunt, współpracujący z młodymi adeptami grudziądzkiego klubu.

źródło: inf. własna

 

Subscribe
Powiadom o
guest

0 komentarzy
najstarszy
najnowszy
Inline Feedbacks
View all comments

Ten artykuł jest dostępny tylko w zagraniczej odsłonie tego serwisu.