Medalista krajowych rozgrywek, uczestnik finałów Indywidualnych Mistrzostw Polski, pod koniec kariery jeżdżący szkoleniowiec, który po przysłowiowym odwieszeniu kewlaru na kołek zajął się trenowaniem na pełen etat. Jako zawodnik związany z klubami z Lublina, Rzeszowa i Częstochowy.

Do zespołów z Lublina i Rzeszowa powrócił później jako trener, pracując także w Ostrowie Wielkopolskim. Połowa rodzinnego żużlowego duetu, który tworzy wraz z synem Dawidem. Bohaterem kolejnego odcinka „Twarzy Speedwaya” jest Janusz Stachyra. Janusz ze Stali, chciałoby się napisać. Nie tylko dlatego, że ważnym klubem w jego życiu była Stal Rzeszów, ale także dlatego, że stalowy charakter i wolę walki musi wykazać zawodnik, który tak jak Janusz Stachyra borykał się z tyloma poważnymi i nieprzyjemnymi kontuzjami…

Urodził się 1 lipca 1960 w Lublinie i to tutaj stawiał swoje pierwsze żużlowe kroki. Do uprawiania sportu żużlowego zainspirowało go uczęszczanie od dziecka wraz z rodzicami na mecze lubelskiej drużyny. Ci, choć sami byli fanami tej dyscypliny, nie byli entuzjastami pomysłu, by ich syn został zawodnikiem. Dlatego też Janusz Stachyra karierę zawodniczą rozpoczął dopiero w wieku osiemnastu lat. Jak przyznał w rozmowie z portalem internetowym biznesistyl.pl, adrenalina, szybkość i jazda bez hamulców wywołują w adeptach pasję nie do zatrzymania. To ona, wraz z wydzielającym hormony szczęścia metanolem, zatrzymała go na żużlowym torze. Licencję zawodniczą uzyskał w 1979 roku na torze w Opolu po zaledwie trzech miesiącach treningów, jednak na swój debiut musiał poczekać aż dwa sezony. Jego co dopiero rozpoczęta kariera od razu napotkała trudności, kiedy podczas jednego z treningów na lubelskim owalu doznał kontuzji nadgarstka.

Pięciomiesięczny rozbrat z motocyklem podpowiedział mu rozwiązanie. A konkretnie podsunęła mu je… wzmianka prasowa. Można w niej było przeczytać o braku juniorów w rzeszowskiej drużynie. To zainspirowało Stachyrę do spróbowania swoich sił w tej właśnie drużynie. Dopiero w 1981 kibice mogli oglądać go na torze w barwach drugoligowej wówczas (dziś I liga) Stali Rzeszów. Ten doniosły z punktu widzenia jego żużlowego życia fakt miał miejsce podczas spotkania I rundy Drużynowych Mistrzostw II Ligi Żużlowej pomiędzy drużynami z Tarnowa i Rzeszowa rozegrany 9 maja 1981 roku w „Jaskółczym Gnieździe”. Niestety, nie był to debiut udany. Trzy starty przyniosły mu zerową zdobycz punktową oraz „literki”: wykluczenie oraz defekt. Pierwszy sezon przyniósł mu starty w sześciu meczach, dziewiętnastu wyścigach, które przyniosły mu łącznie 19 punktów i 6 bonusów, co sprawiło, że ukończył go ze średnią 1,316 pkt./bieg.

Autor zdjęcia: Piotr Kin

Kiedy już zadomowił się w drużynie „Żurawi”, został tam na dwanaście sezonów. To z Żurawiem na plastronie wystartował w rozlicznych mistrzostwach krajowych i indywidualnych: po raz pierwszy pojawił się w finale Indywidualnych Mistrzostw Polski w Gdańsku w 1983 roku, zajmując piętnastą lokatę. Później startował w nich jeszcze sześciokrotnie, po raz ostatni w 1997 roku w częstochowskim finale jako zawodnik Włókniarza. Najlepsze pozycje, jakie zajął w tych turniejach, to dwukrotnie czwarte (finały w Lesznie w latach 1988 i 1989). To on i ówcześni koledzy z Podkarpacia siedem razy startowali w Mistrzostwach Polski Par Klubowych. Najlepszymi pozycjami w jego dorobku w tych rozgrywkach zostały dwa srebrne medale, zdobyte w 1989 roku w Lesznie i rok później na tak dobrze znanym rzeszowskim owalu.

W tym pierwszym przypadku partnerowali mu Jan Krzystyniak i Krzysztof Nurzyński (którego kibice nie oglądali jednak na torze), w drugim także Krzystyniak i Janusz Ślączka (nie startował). Starty w Złotym Kasku również okazały się szczęśliwsze pod żurawimi skrzydłami: 1988 rok przyniósł ósmą pozycję w generalnej klasyfikacji, 1989 najlepsze trzecie miejsce po dwóch turniejach, za Wojciechem Załuskim i Andrzejem Huszczą. W jednodniowym finale Złotego Kasku we Wrocławiu w 1996 roku jako zawodnik klubu z Częstochowy nie miał okazji wyjechać na tor.

Jeśli chodzi o indywidualne starty krajowe, pojawił się jeszcze czterokrotnie w finałach Indywidualnego Pucharu Polski. Tu z kolei najważniejszymi osiągnięciami było trzecie miejsce w tarnowskim finale z 1986, za plecami Wojciecha Żabiałowicza z toruńskiego Apatora i Andrzeja Huszczy oraz czwarta lokata zdobyta trzy lata później w Ostrowie Wielkopolskim. Najważniejszym osiągnięciem indywidualnym dzisiejszego jubilata był udział w kontynentalnym finale Indywidualnych Mistrzostw Świata we włoskim Lonigo w 1987 roku, który zakończył na ósmej pozycji z dorobkiem dziewięciu punktów. Wygrany przez niego wyścig 9. do dziś obejrzeć można w serwisie YouTube.

Legendarne stało się zdarzenie z 1991 roku. 7 lipca, spotkanie pomiędzy drużynami z Rzeszowa i Gdańska. Dochodzi do kolizji Marvyna Coxa, brytyjskiego zawodnika gdańskiego zespołu, i Janusza Stachyry. Dla naszego bohatera skończyło się wieloodłamowym złamaniem obojczyka. Pomimo kontuzji wystartował w powtórce wyścigu, co więcej-wygrał go. Dopiero po spotkaniu trafił do Wojewódzkiego Szpitala Chirurgii Urazowej w Piekarach Śląskich. Tam przeszedł operację uszkodzonej kości. Na początku sierpnia wyszedł ze szpitala na przepustkę, podczas której…wziął udział w meczu Poloneza Poznań ze Stalą Rzeszów, rozgrywanym 11 sierpnia. Chciał wspomóc kolegów podczas batalii, której wynik decydował o awansie do najwyższej klasy rozgrywkowej. Zdobył osiem punktów z 50 drużyny, zostając jednym z jej bohaterów.

Największy sukces drużynowy zaliczył w barwach Włókniarza Częstochowa. Drużynę tę zasilił w 1994 roku na następne dwa sezony. Już w pierwszym sezonie w biało-zielonych barwach wywalczył wraz ze Sławomirem Drabikiem, Sebastianem Ułamkiem, Dariuszem Rachwalikiem oraz Eugeniuszem Skupniem złoto Drużynowego Pucharu Polski. Jako „Lew”, za towarzyszy mając Sławomira Drabika, Joe Screena, Sebastiana Ułamka, Artura Pietrzyka czy Shane’a Parkera, stanął na najwyższym stopniu podium Drużynowych Mistrzostw Polski w 1996 roku. Następnego wzniosłego momentu dekoracji medalem tych rozgrywek doświadczy dwa lata później, powróciwszy do Rzeszowa: Będzie to wprawdzie brązowy medal, jednak bardzo ważne dokonanie tego zawodnika. W tym przypadku za „towarzyszy broni” miał Piotra Śwista, Antonina Kaspera, Grzegorza i Tomasza Rempałów, Piotra Winiarza, Macieja Kuciapę, Rafała Trojanowskiego oraz-ponownie – Joe Screena. Dowodzona przez Marka Cieślaka drużyna spełnia część pokładanych w niej nadziei, ponieważ wiele sobie po niej wówczas obiecywano.

Autor zdjęcia: Piotr Kin

Ostatnim „aktywnym” sezonem Janusza Stachyry jako zawodnika był 2003 w barwach „Koziołków” z Lublina. Jeszcze podczas kariery zdobył uprawnienia trenerskie, co pozwoliło mu otworzyć nowe zawodowe wrota. Pomagał zawodnikom z Ostrowa Wielkopolskiego, najpierw pod szyldem KM Ostrów, później ŻKS Ostrovii.

W latach 2017-2020 pełnił funkcję trenera i toromistrza Stali Rzeszów, pomagając także przy pracy szkółki żużlowej w tym mieście, jednak po sezonie zakończył współpracę z tym klubem. Jego wychowankami są Karol Baran, Michał i Bartosz Curzytkowie, Dawid i Wiktor Lampartowie. W ślady ojca poszedł Dawid Stachyra (ur. 1985) . Zadebiutował w barwach klubu z Lublina w 2001 roku. Podobnie jak ojciec, zaliczył starty w barwach drużyny z Rzeszowa, oprócz tego przywdziewał plastrony Wybrzeża Gdańsk, ROW Rybnik, KSM Krosno, Kolejarza Opole i od ubiegłego sezonu utworzonego na nowo RzTŻ Rzeszów. Zapisał na swoim koncie złote medale MMPPK (2006) i MDMP (w tym samym roku).

POLECANE

guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments

Ten artykuł jest dostępny tylko w zagraniczej odsłonie tego serwisu.