17 września 2021

Nasz cykl nosi tytuł „Twarze Speedwaya” i w tym przypadku bohater jest naprawdę twarzą żużla w swoim mieście, na Śląsku, a także w Polsce i na świecie. Andrzej Wyglenda, bo to jemu będzie dziś poświęcona ta opowieść, w latach 60. i 70. był jednym z najbardziej rozpoznawalnych zawodników w Rybniku i na Śląsku.

W tym roku przypadły jego dwa ważne jubileusze. Pierwszym jest osiemdziesięciolecie urodzin, drugim natomiast-zdobycie wraz z inną legendą polskiego czarnego sportu Jerzym Szczakielem tytułu mistrza świata par. Nie sposób zatem nie uczcić tak doniosłych, tym bardziej, że okrągłych, rocznic.

Urodził się 4 maja 1941 roku w Rybniku. Data symboliczna, gdyż także 4 maja, ale pięćdziesiąt jeden lat później urodził się dwukrotny mistrz świata juniorów Darcy Ward. Sportem żużlowym Andrzej Wyglenda zainteresował się za sprawą ojca, zabierany przez niego na mecze w Rybniku. Początki jego kariery przypominają często te wspominane przez wielkie gwiazdy różnych branż: zaczęło się od zauważenia przez odpowiednią osobę. Kiedy wraz z bratem jeździł motocyklem po rybnickim obiekcie, ot tak, dla zabicia czasu, zauważył ich opiekun obiektu.

Nasze „popisy” widział ówczesny gospodarz obiektu, pan Studnik, i gdy skończyliśmy błaznować, podszedł do nas i powiedział: „Jak tak lubicie na żużlu gupnyć, to weźcie się zapiszcie do szkółki, bo na wiosna zaczynają młodych szkolić – wspominał Andrzej Wyglenda, cytowany przez portal Interia.pl. – To był 1958 rok i tak to się zaczęło.

Inna wersja, podawana przez samego zainteresowanego w „Rybnickim Magazynie Żużlowym” nagranym i publikowanym na YouTube, mówi, że od dziecka trenował gimnastykę i pewnego razu jego grupa ćwiczyła wraz z kadrą żużlowców pod okiem Ryszarda Kucjasa, gimnastyka, uczestnika igrzysk olimpijskich w Helsinkach z 1952 roku. Tam zauważono jego talent, a droga do kariery stanęła przed nim otworem.

Ślusarz z wykształcenia, w związku z powszechnym w latach PRL-u obowiązkiem zatrudnienia od 1959 roku związany był z Rybnicką Fabryką Wyrobów Metalowych „Huta Silesia” w Rybniku jako ślusarz narzędziowy. Dwa lata później przeniesiono go do KWK „Dębieńsko” w Czerwionce, gdzie spędził następnych dziesięć lat na tym samym stanowisku. Później zatrudniały go jeszcze trzy inne kopalnie.

Swoje pierwsze żużlowe kroki stawiał pod okiem Józefa Wieczorka (1926-1994), byłego zawodnika Górnika Rybnik, srebrnego i brązowego medalisty DMP z tą drużyną, który później oddał się pracy trenerskiej, oraz zasłużonych zawodników śląskiej drużyny, Joachima Maja i Stanisława Tkocza. To także częste u wielkich gwiazd: jego kariera wisiała na włosku. Trener Wieczorek nie chciał dać mu szansy z powodu braku tężyzny fizycznej. Wstawił się jednak za nim ówczesny prezes klubu, Tadeusz Trawiński. Dzięki niemu, jak mówił w „Rybnickim Magazynie Żużlowym”, pozostał w gronie adeptów. Licencję zdobył w 1959 roku. Jak było to w tamtych czasach powszechne, na swój debiut w zawodach musiał jednak poczekać. Ten wyjątkowy moment nadszedł 24 kwietnia 1960 w Lesznie podczas ligowego meczu miejscowej Unii z Górnikiem Rybnik w ramach drużynowych mistrzostw I ligi. Zapisał na swoim koncie jeden punkt z przegranego w stosunku 35:39 spotkania swojej drużyny. Punkt ten zdobył w niecodziennych okolicznościach: jadący przed nim zawodnik zaliczył upadek, Andrzej Wyglenda położył motocykl, by w niego nie wjechać.

Sędzia zawodów jednak docenił postawę fair play i dał mi pierwszy punkt w karierze – mówił w cytowanym artykule. Tamten sezon rybnicka drużyna zakończyła na piątym miejscu (startowało osiem zespołów) ligowej tabeli. Pierwsze sukcesy zaczął odnosić już po roku w barwach „czarno-zielonych”. Na początku drużynowe; nic dziwnego, trafił przecież na okres, w którym ten zespół królował na ligowych torach. Pierwsze trofeum to srebrny medal DMP z 1961 roku. Wspomógł wówczas kolegów startami w 13 meczach, 43 wyścigach, zdobywając 51 punktów i 14 bonusów. Rok później przyszło pierwsze złoto. Pierwsze w serii siedmiu zdobytych pod rząd przez rybnickich zawodników (1962-1968) i pierwsze z dziewięciu (później jeszcze 1970 i 1972), które zapisze na swoim koncie w czasie trwania kariery. Najważniejsze jej wydarzenie miało jednak miejsce w innym dniu…

11 lipca 1971 roku, Stadion Miejski MOSiR w Rybniku. Na domowym torze Andrzeja Wyglendy odbywa się finał światowy Mistrzostw Świata Par. Partnerem naszego bohatera w reprezentacji Polski jest Jerzy Szczakiel. – Jurek obstawiał płot, aż deski się trzęsły, kiedy jechał, natomiast Andrzej krawężnik i środek toru. On nie był płociarzem, a przy krawężniku jechał znakomicie i szybko. Był dobry technicznie, umiał tak motocykl na łuku ustawić, żeby nie wytracić prędkości – mówił Marek Cieślak cytowany przez ww. portal. Tak za to rzeczone zawody wspominał Andrzej Wyglenda w „RMŻ”: – To były szczególne zawody. Miałem decydujące słowo, bo Szczakiel był młodym szczunem (chłopakiem-gw. śląska/wielkopolska-przyp. AF). Ja decydowałem, jak będziemy jeździć. Mieliśmy wspólny trening, na który Szczakiel się spóźnił, bo musiał pomagać mamie. On jeszcze w ogóle nie umiał wtedy jeździć po małej. Przekonałem przewodniczącego GKSŻ, żeby Jurek jeździł zawsze z zewnętrznych pól, bo się pozabijamy (…) Za to mistrzostwo dostaliśmy 5555 złotych dla nas dwóch.

2 maja 1976, Bydgoszcz. To koniec dotychczasowego i początek nowego życia Andrzeja Wyglendy. Podczas organizowanego w mieście nad Brdą ćwierćfinału Turnieju o Złoty Kask dochodzi do kolizji Wyglendy z zawodnikiem Wybrzeża Gdańsk, Stanisławem Kowalskim. Skończyło się kompresyjnym złamaniem kręgosłupa, który został po prostu zgnieciony. Długa rehabilitacja nie przyniosła oczekiwanego rezultatu: komisja orzekająca o zdolności do wyczynowego uprawiania sportu wydała decyzję odmowną co do powrotu na tor. Ta droga została dla niego zamknięta na stałe. Konieczne było odnalezienie się w innej roli niż „zawodnik żużlowy”

Zakończona właśnie kariera obfitowała w tyle sukcesów. Oprócz złotych i srebrnych krążków DMP były to także trzy brązowe, zdobyte w latach 1969, 1971, 1974. Siedem razy brał udział w finale światowym Drużynowych Mistrzostw Świata, co przyniosło sześć medali: trzy złote (1965, Kempten-RFN; 1966, Wrocław; 1969, Rybnik) wywalczone w gronie takich zawodników jak Antoni Woryna, Andrzej Pogorzelski, Zbigniew Podlecki, Marian Rose czy Edward Jancarz. Za każdym razem jego zasługą było jedenaście zdobytych punktów. Jeden srebrny krążek nasza reprezentacja zdobyła w Malmö (1967). Zespół złożony z Antoniego Woryny, Andrzeja Wyglendy, Jerzego Trzeszkowskiego, Zbigniewa Podleckiego i Andrzeja Pogorzelskiego zdobyła 26 oczek (nasz bohater 10). To pozwoliło na zajęcie drugiego miejsca za gospodarzami turnieju, Szwedami. Dwa brązowe wywieźli biało-czerwoni z Londynu w 1968 i Wrocławia trzy lata później.

Także indywidualnie Andrzej Wyglenda zgromadził kolekcję medali: jedenaście razy zaprezentował się w finałach Indywidualnych Mistrzostw Polski, dwa razy występ w nich zakończył na turniejach ćwierćfinałowych. Niemal wszystkie medalowe turnieje miały miejsce w Rybniku. Cztery razy okazał się najlepszym zawodnikiem naszego kraju (1964, 1968, 1969 i 1973), dwa razy była to druga pozycja (Rybnik 1965, Gorzów Wielkopolski 1970). Brązowy medal z 1971 także wręczono mu po turnieju przy ulicy Gliwickiej 72.

Pięć razy brał udział w finałach Turnieju o Złoty Kask. Czterokrotnie zakończyło się to brązowym medalem, w 1964 roku to trofeum przypadło właśnie jemu. Jako uznanego na krajowej arenie żużlowca brał także udział w europejskich/kontynentalnych i światowych finałach Indywidualnych Mistrzostw Świata. Pięciokrotne jazdy w finałach europejskich doprowadziły do udziału w tych światowych. Szczególnie istotny, bo wygrany, był finał Starego Kontynentu z 1967 z Wrocławia. Prymat nad takimi zawodnikami jak Andrzej Pogorzelski czy Igor Plechanow z ZSRR uprawniał Wyglendę do występu wśród światowej elity w Londynie. Tu jednak skończyło się zaledwie na 15. miejscu, a triumfem Ove Fundina. Niestety, starty wśród śmietanki czarnego sportu w tamtym okresie nie były szczególnie błyskotliwe. Najlepszym spośród nich był wrocławski globalny finał z 1970 z ósmą pozycją naszego bohatera w generalnej klasyfikacji.

W 1978 roku objął posadę trenera swojej macierzystej drużyny. Jego podopiecznymi zostali Antoni Skupień, Piotr Pyszny i grono innych zawodników, których kibice oglądali potem w plastronie rybnickiej drużyny. I tutaj osiągnął sukces, ponieważ jego wychowankowie dwa lata później wywalczyli srebrny medal Drużynowych Mistrzostw Polski. Trenerska przygoda trwała łącznie siedem lat. W tym okresie, w 1980, właśnie wtedy, kiedy zawieszono na jego szyi medal DMP, doceniono jego dokonania także Srebrnym Krzyżem Zasługi.

Ciekawym epizodem jego życia był epizod sejmowy. Niebagatelny, bo w pewien sposób historyczny. Jako pierwszy żużlowiec zasiadł w polskim parlamencie, pełniąc funkcję posła na Sejm IX kadencji od 13 października 1985 do 5 czerwca 1989 roku. Wybrany został w ramach 27 okręgu wyborczego w Rybniku, zasilił klub poselski Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej. Zasiadał w utworzonej w 1985 Komisji Polityki Społecznej, Zdrowia i Kultury Fizycznej, będąc jednym z dwóch sportowców w jej składzie obok popularnego kolarza Ryszarda Szurkowskiego.

W 2019 roku został członkiem Galerii Sław Żużlowej Reprezentacji Polski obok Jerzego Szczakiela, Marka Cieślaka, Zenona Plecha, Romana Jankowskiego czy swojego dawnego klubowego kolegi Antoniego Woryny. W ubiegłym sezonie podjął się wraz z inną rybnicką legendą Antonim Skupniem szkolenia młodzieży. Rybnicka Akademia Żużla funkcjonowała jednak jedynie przez dwa miesiące. Oficjalnie przyczyną zakończenia tej współpracy były problemy Andrzeja Wyglendy ze zdrowiem. Nie pomogły w tej sytuacji złe ubiegłoroczne wyniki zespołu, przez które znów opuścił on szeregi żużlowej ekstraligi. Czy jeszcze zobaczymy go w roli szkoleniowca lub doradcy w rybnickim klubie – czas pokaże.

POLECANE

guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments