19 stycznia 2022

Ekwador i żużel? Dlaczego nie. Mariuxi Taranto na świat przyszła właśnie w Ekwadorze, aczkolwiek po raz pierwszy żużla spróbowała w Kalifornii. Później odbyła wiele treningów w Szwajcarii i we Włoszech. O swojej przygodzie z czarnym sportem opowiada w wywiadzie z Konradem Cinkowskim.

Konrad Cinkowski (twojportalzuzlowy.pl): Skąd u Ciebie zainteresowanie motocyklami?
Mariuxi Taranto: Kiedy byłam małą dziewczynką i mieszkałam w Ekwadorze, to moja siostra miała chłopaka, który jeździł różnymi motocyklami i zabierał nas na przejażdżki. Jeździliśmy razem, we trójkę na jednym motocyklu, nie zakładając wówczas kasków i zakochałam się w tym uczuciu, gdy wiatr uderza w twoją twarz.

– A ty, kiedy zaczęłaś jeździć na swoim pierwszym motocyklu?
– Mieszkałam już wtedy w Kalifornii. Pierwszy motocykl kupiłam mając jakieś dwadzieścia lat i była to Honda 650 custom z 1981 roku. Zapłaciłam za nią wtedy czterysta dolarów. Jeździłam nią przez kilka lat, ale sprzedałam, gdy urodziła się moja córka.

– W 2013 roku zaliczyłaś pierwszy kontakt z żużlem. Opowiedz nam o tym, jak trafiłaś do speedwaya.
– Kiedy przeprowadziłam się do Europy, to zaczęłam ponownie jeździć na motocyklu. Podróżowałam wtedy m.in. do Włoch, gdzie podczas Ducati Riding Experience obecny był również Andrea Maida. Miał prywatną szkołę w Rovigo, więc jeździłam tam przez trzy lata mając nadzieję, że będę lepsza. Widziałam wszystkie jego trofea, stroje wyścigowe z lat żużlowych i błagałam go, aby zabrał mnie na zawody. Od razu mnie to zafascynowało.

– A u Ciebie skąd pomysł, aby jeździć na żużlu?
– Zaskoczyły mnie motocykle jadące bokiem. Też chciałam to zrobić!

Mariuxi na torze w Potenza-Picena (fot. archiwum)

– Jak na twoją decyzję zareagowała rodzina?
– Cóż, jestem jedyną motocyklistką w swojej rodzinie, a moi rodzice mieszkają w Ekwadorze, więc nie za bardzo wiedzą, jak niebezpieczna jest jazda na żużlu. Jedynym, który nie był zbyt zadowolony z tego, że w ogóle jeżdżę na motocyklach był mój tata. Napisał do mnie list, wysłał go pocztą. Wyjaśnił mi w nim, dlaczego się temu sprzeciwiał, a na koniec dodał: „Wiem, że mnie nie posłuchasz”. I włożył do koperty skórzane rękawiczki, abym je założyła.

– Do żużla trafiłaś w 2013 roku, ale pierwszy trening zaliczyłaś dopiero dwa lata później. Dlaczego?
– Głównym powodem było to, że mieszkam w Szwajcarii, a jak sam wiesz, nie mamy tutaj torów. Najbliższy tor żużlowy na którym mogę trenować, znajduje się osiem godzin drogi od mojego domu – we włoskim Potenza Picena. Właściciel toru, Paolo Salvatelli pomagał mi i uczył, ale aby dobrze się tego nauczyć, to musiałabym jeździć na motocyklu co weekend. Podróżowanie jednak stało się drogie i męczące. Przesiadałam się więc na Flat Track. Technika jazdy jest zupełnie inna, a moim celem było ściganie się, więc musiałam wybierać.

– Jak wspomniałaś, twoim pierwszym trenerem był Andrea Maida. Jak wspominasz współpracę z tym zawodnikiem?
– Gdy się poznaliśmy, to byłam początkującym zawodnikiem, a moim celem było ściganie się na motocyklach, więc opracowaliśmy plan, który mnie tam zaprowadzi. Zaczęliśmy szkolenie od jazdy między pachołkami na parkingu Adria Raceway, potem były jazdy ulicami i na koniec tor wyścigowy. Wszystko w okresie trzech lat. Poznałam wtedy jego wielu żużlowych przyjaciół, z którymi nadal utrzymuję kontakt i od razu do czasu podróżujemy, aby oglądać wyścigi Speedway Grand Prix.

– Ktoś jeszcze ci pomagał?
– O Paolo już wspomniałam, był też Giancarlo Degan, czyli były mechanik Maidy, który pomagał mi w naprawach mojego motocykla. Ponadto byłam też na „Woman Speedway Day” w Wielkiej Brytanii, której organizatorem był Alan Critcher. Stara się, aby było więcej kobiet na żużlu. Oprócz tego byłam w wielu szkołach wyścigów szosowych w całej Europie.

Mariuxi z Andrea Maidą (fot. archiwum)

– Od początku miałaś własny motocykl czy użyczony?
– Na początku korzystałem z motocykla należącego do właściciela toru, gdzie jeździłam, a później podczas jednej z podróży do Wielkiej Brytanii kupiłam Jawę 500 od Petera Boasta. Obecnie znajduje się ona we Włoszech, w domu mojego przyjaciela, który pomaga mi w jej utrzymaniu.

– Kto był, bądź jest nadal, twoim wzorem do naśladowania?
– Dla mnie wzorem do naśladowania jest ktoś, kto jest oddany temu sportowi. Podziwiam Grega Hancocka, bo mimo swojego wieku, wciąż potrafił wygrywać mistrzostwa. Tai Woffinden, Bartosz Zmarzlik i Nicki Pedersen to z kolei bardzo ekscytujący zawodnicy do oglądania. Podziwiam również Celinę Liebmann, która jako pierwsza zdobyła punkty w polskiej lidze żużlowej, ale i wszystkie dziewczyny, które zmieniają ten sport.

– Nadal jeździsz w lewo na żużlówce, choćby treningowo, czy już całkowicie skończyłaś z tym sportem?
– Odpuściłam. Tak jak wspomniałam, zaczęłam jeździć na Flat Tracku, gdzie technika jest zupełnie inna. Jestem też sama i nie taka młoda, jak kiedyś. Całkowite otwarcie przepustnicy przy wjeździe w zakręt na małym torze, bez dmuchanej bandy też wymaga odwagi.

– Skupiasz się tylko na Flat Tracku, czy jeździsz gdzieś jeszcze?
– Głównie Flat Track, ale lubię też pojeździć moim Ducatti 1199. Od czasu do czasu jeżdżę też na tor wyścigowy z moim GSXR1000 lub dołączam do zabawy na moich pit bike.

– Jak widzisz przyszłość żużlowych kobiet? Przynajmniej na razie nie ma szans, ani na ligę, ani na rozgrywki indywidualne…
– Myślę, że powoli, powoli… Widzę coraz więcej dziewcząt ścigających się, ale potrzebują one po prostu wsparcia – żużlowej społeczności, fanów i sponsorów. Musimy go reklamować, aby pokazać większej liczbie młodych dziewcząt, że można to zrobić.

– Na koniec chciałbym zapytać o znajomość żużla w twoim kraju. Myślisz, że któś w Ekwadorze wie, kim jest Tai Woffinden, Jason Doyle, czy jakikolwiek inny zawodnik?
– Nie mamy żużlowego toru w Ekwadorze i szczerze mówiąc nie mam realnego związku ze światem motocyklowym w związku z faktem, że wyjechałam z kraju w 1995 roku. Jednak w zeszłym roku skontaktowano się ze mną w sprawie Flat Tracka.

Na torze w Iwade (fot. archiwum)

– A myślisz, że gdyby w Ekwadorze wybudowano tor do żużla, to udałoby się wzbudzić zainteresowanie tym sportem?
– Tak, czemu nie? Wystarczy jedna osoba z wizją i zaangażowaniem, aby coś zacząć. Muszą wierzyć, że można to zrobić i sprawić, by to się stało.

POLECANE

guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments

Ten artykuł jest dostępny tylko w zagraniczej odsłonie tego serwisu.