Spotkanie Orła Łódź z Unią Tarnów zapowiadało się niezwykle ciekawie i stało pod znakiem powrotu Rohana Tungate’a na doskonale znany mu obiekt. Z kolei „Jaskółki” przyjechały na Moto Arenę bez dwóch swoich głównych „strzelb”.

W zespole Tomasza Proszowskiego zabrakło Nielsa-Kristiana Iversena, którego z udziału w meczu wyeliminowała kontuzja oraz bez Pawła Miesiąca, który z różnych powodów dostał zielone światło do poszukiwania nowego klubu. Patrząc na skład Unii, wydawać by się mogło, że będziemy świadkami jednostronnej konfrontacji na korzyść gospodarzy

Tymczasem goście, choć osłabieni, to nie zamierzali łatwo się poddawać. Po pierwszej serii startów przegrywali oni ledwie dwoma oczkami, a po siedmiu biegach wynik na korzyść Orła widniał, ale tylko czteropunktowy. – Szczerze mówiąc, to spodziewałem się, że może być ciężko, chociażby ze względu na lidera Unii, czyli Rohana Tungate’a. Wiadomo, że jest to świetny zawodnik i w sobotę to udowodnił. Jeździł przez ostatnie lata na naszym torze i zna go, jak mało kto. Dzięki temu mógł skutecznie podpowiadać kolegom z drużyny – mówi w rozmowie z naszym serwisem, Marcin Nowak.

Zespół prowadzony przez Adama Skórnickiego zwycięstwo na swoją szalę przechylił tak naprawdę dopiero w drugiej części meczu, gdy udało im się zadać dwa podwójne uderzenia w gonitwach dziewięć i jedenaście. Jednym z autorów sukcesu był wychowanek Unii Leszno, który wywalczył dziewięć punktów i trzy bonusy. – Cieszę się, że udało nam się wygrać mecz drużynowo. Fajnie, gdyby przy moim nazwisku pojawiła się, chociaż jedna trójka, ale tak jak mówię – najważniejsze, że wygraliśmy, jako drużyna. Do poprawy na pewno mam moment startowy, bo w spotkaniu z Unią były one bardzo słabe – przyznał jeździec.

Oglądając transmisję telewizyjną nawet bez systemu telemetrii, który jest dostępny w PGE Ekstralidze, dało się dojrzeć, to, o czym mówi Nowak, że w momencie, gdy taśma idzie w górę, to żużlowiec zostaje tak naprawdę na starcie. Wszystko musiał nadrabiać na trasie. W czym tkwił ten problem? – Myślę, że spowodowane to było złymi ustawieniami motocykla. W drugiej części zawodów było ciut lepiej, lecz i tak zostawałem z tyłu na starcie. Na pewno trzeba nad tym popracować.

Żużlowców Orła Łódź w najbliższym tygodniu czekają dwa mecze i oba wyjazdowe. W czwartek udadzą się oni na znany Nowakowi obiekt w Gnieźnie (Marcin był zawodnikiem Startu w 2017 i 2018 roku – dop. aut.), z kolei w niedzielę zawitają oni do Krosna. Ci pierwsi dopiero w poniedziałek inaugurują ligowe zmagania, zaś Wilki przystąpią do meczu podrażnieni wysoką porażką w Rybniku. Czy taka sportowa złość potrafi pomóc? – To chyba indywidualna sprawa zawodnika. Myślę, że każdy z nich może podejść do tego tak naprawdę inaczej.

Dwa ostatnie występy leszczynianina na obiekcie przy ul. Legionów były dosyć udane, bowiem wywalczył on na krośnieńskim torze osiem punktów z czterema bonusami oraz dwanaście punktów z jednym bonusem. Czy możemy mówić, że tamtejszy tor mu odpowiada? – Lubię jeździć na torze w Krośnie, jednak nie wiemy, co nas zastanie po przyjeździe do Krosna i czy tor będzie tak samo przygotowany, jak wcześniej, kiedy miałem okazję tu startować.

źródło: inf. własna

POLECANE

guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments

Ten artykuł jest dostępny tylko w zagraniczej odsłonie tego serwisu.