29 lipca 2021

Sport żużlowy należy do tych, w których tradycje rodzinne są szczególnie żywe. Sytuacja, w której ścigają się duety złożone z ojców i synów lub braci nie są rzadkością. Dziś chcemy przybliżyć sylwetkę jednego z założycieli takich duetów, legendy Unii Leszno, człowieka, który rozsławił nazwisko Dobrucki i zapoczątkował wspaniałą rodzinną, klubową i reprezentacyjną tradycję.

Zdzisław Dobrucki, bo o nim mowa, urodził się 26 listopada 1944 roku. Swoją karierę zainaugurował siedemnaście lat później. Zdecydował o tym… przypadek. – Chodziłem do szkoły z Jerzym Kowalskim (rówieśnikiem Zbigniewa Dobruckiego, również zawodnikiem Unii Leszno, który zmarł 12 sierpnia 1978 roku po wypadku na torze-przyp. AF) i zgadaliśmy się: idziemy się zapisać do klubu. Był to rok 1961. Powiedziano nam, że Henryk Żyto będzie prowadził treningi. Był wówczas przez rok w Anglii. Kiedy wrócił, poprowadził trening szkółki. Wskoczyliśmy w miejsce dwóch zawodników, którzy po zdaniu licencji odeszli do Rzeszowa – opowiadał o początkach swojej kariery Zdzisław Dobrucki w realizowanym dla telewizji internetowej 1938TV programie „Historia tworzona przez lata”. Czasy PRL-u były trudnym okresem dla wszystkich, trudności nie omijały także zawodników. Problemem było zdobycie części do motocykli czy samych maszyn. Opowieść o żużlu w tamtym okresie to opowieść o nieustających trudnościach.

Sytuacja finansowa klubu nie była zbyt ciekawa. Trafiliśmy na najgorszy okres. Kiedy zaczynaliśmy treningi, mieliśmy jeden motocykl, na który trzeba było uważać, aby go nie uszkodzić – wspominał w wyżej wspomnianym programie. Zawodnicy nie dysponowali także całą świtą mechaników, menedżerów, innych osób pomagających im podczas zawodów, tak jak ma to miejsce dzisiaj: – Uczyłem się w szkole zawodowej w kierunku mechanika samochodowego. Po czterech latach startów sam naprawiałem i przygotowywałem sobie motocykle. Dochodziło w późniejszych latach do sytuacji, że już startując w kadrze narodowej, podczas wyjazdów do Niemiec czy Austrii, za dietę kupowaliśmy części do motocykli. Zupełnie inaczej wyglądała także kwestia zdawania egzaminu na licencję żużlową: – Przed meczem sędzia z asystentem przyjmowali adepta, który w określonym czasie przejeżdżał okrążenie, protokół przesyłano do Warszawy i po jakimś czasie zawodnik otrzymywał licencję do rąk od władz klubowych. Ja zdawałem w Lesznie, a więc swoim klubie.

Początkowe trudności nie zabiły w młodym zawodniku ducha sportu, a wręcz przeciwnie. Pierwsze sukcesy przyszły szybko: w finale Młodzieżowych Indywidualnych Mistrzostw Polski rozgrywanym 30 września 1967 roku w Bydgoszczy Dobrucki zajął drugie miejsce za kolegą z drużyny, Zbigniewem Jąderem. Tak zaczęła się jego droga ku dalszym sukcesom. W 1968 roku na macierzystym torze w Lesznie i rok później w Lublinie nie miał sobie równych. W tym pierwszym przypadku triumfował nad Jąderem, w drugim nad toruńską legendą Janem Ząbikiem.

Prawdziwie szczęśliwy był dla niego rok 1976: 22 czerwca na stadionie im. Edwarda Jancarza zdobył tytuł Indywidualnego Mistrza Polski, pokonując miejscowych asów, Jerzego Rembasa i legendę tego klubu Jancarza. Tak wspominał Zdzisław Dobrucki atmosferę wokół Indywidualnych Mistrzostw Polski w tamtych czasach: – Na stadiony szły pielgrzymki ludzi, a kibice siedzieli na drzewach, żeby tylko zobaczyć zawody. Kibice inaczej niż teraz przeżywali te zawody. Jednego roku w Lesznie sędzia na własne ryzyko pozwolił ludziom siedzieć w pasie bezpieczeństwa, bezpośrednio pod samą bandą. To było szaleństwo – mówił na łamach „Przeglądu Sportowego” w 2020 roku. – Gdyby doszło do jakiegoś wypadku, mogłoby się to tragicznie skończyć. Takich historii było wiele: choćby kiedy pociągi wjeżdżały na stację, widać było, że ludzie stoją na schodkach pociągu. Tak podróżowali, by zobaczyć na własne oczy finał IMP.

W tym samym roku, 29 sierpnia, wygrał Memoriał im. Alfreda Smoczyka w Lesznie. – Memoriał bywał rewanżem za Indywidualne Mistrzostwa Polski, które z reguły odbywały się 22 lipca – wspominał w wywiadzie dla 1938TV.-Wiązał się z tym cały ceremoniał: najpierw jechaliśmy na cmentarz, złożyć kwiaty na grobie Alfreda Smoczyka, później przyjeżdżaliśmy na stadion i odbywał się turniej. Kiedy jechaliśmy na stadion, było nas widać z daleka, to było coś w rodzaju pochodu. Od razu było wiadomo, dokąd się udajemy.

Łącznie triumfował w tym turnieju trzy razy-oprócz wspomnianego 1976 roku także w 1969 i 1971, a w 1970 i 1974 stawał na drugim stopniu podium. Ligowy sezon 1976 Unia Leszno skończyła z brązowymi medalami Drużynowych Mistrzostw Polski, za plecami Stali Gorzów Wielkopolski i Włókniarza Częstochowa. To jeden z trzech medali, oprócz srebrnego rok później i także brązowego w 1975 roku, który udało się wywalczyć Dobruckiemu i jego kolegom przez piętnaście jego lat startów z bykiem na plastronie.

27 grudnia przyszedł na świat jego syn, Rafał, który poszedł w jego ślady-nie tylko jeśli chodzi o wybór drogi życiowej, ale i triumfy. Tak jak ojciec, Rafał Dobrucki wygrał Memoriał Alfreda Smoczyka, on również stał na podium IMP, dwukrotnie zajmując trzecie miejsce w tych zawodach. W końcu-tak jak ojciec został trenerem, ale na najwyższym szczeblu – obecnie jest opiekunem kadry narodowej Polski. – O mnie od początku prowadził i od niego uczyłem się rzemiosła. To tacie zawdzięczam najwięcej – wspominał ojca w artykule w serwisie Polskiego Związku Motorowego Rafał Dobrucki. W 1978 roku zapisał się w jeszcze jeden sposób w historii Unii Leszno. Wraz z kolegami: Mariuszem Okoniewskim, Romanem Jankowskim, Kazimierzem Adamczakiem, Ryszardem Buśkiewiczem, Czesławem Piwoszem, Bernardem Jąderem, Stanisławem Turkiem i zmarłym niedawno Włodzimierzem Helińskim (w zmiennym składzie) zwyciężyli w Drużynowym Pucharze Polski, zawodach rozgrywanych na czterech różnych owalach: w Zielonej Górze (II miejsce), Lesznie (I miejsce), Gdańsku (II lokata) i Lublinie (zwycięstwo)-te rezultaty złożyły się na końcową wiktorię.

Dwa razy zaprezentował się publiczności w wydarzeniach rangi światowej: w 1969 roku w odległej Ufie (ZSRR, dziś Rosja) w kontynentalnym finale Indywidualnych Mistrzostw Świata, gdzie zajął XVI miejsce-wygrali wówczas inni utytułowani Polacy: Antoni Woryna, Andrzej Wyglenda i Edward Jancarz; oraz w 1972 roku w Olching (RFN) podczas światowego finału Drużynowych Mistrzostw Świata. 24 września 1972 roku polska reprezentacja, w skład której wchodzili: Zenon Plech, Henryk Glücklich, Paweł Waloszek i Marek Cieślak, stanęła na trzecim stopniu podium, za Wielką Brytanią wspartą Ivanem Maugerem oraz Związkiem Radzieckim. Zdzisław Dobrucki jako zawodnik rezerwowy też dołożył swoje-metaforyczne i dosłowne – trzy grosze do tego triumfu: zdobył trzy punkty.

Po zakończeniu przygody z czynnym uprawianiem sportu żużlowego poświęcił się pracy trenera Unii Leszno: tę funkcję pełnił w latach 1980-1982 oraz 1985-1991. Pod jego skrzydłami licencję uzyskało 28 wychowanków, między innymi Adam Łabędzki. W późniejszym wieku zaangażował się w działalność sekcji strzeleckiej leszczyńskiego Uniwersytetu Trzeciego Wieku. – Zapamiętamy Zdzisława jako uśmiechniętego i sympatycznego kolegę – napisał zarząd UTW w Lesznie na swojej stronie internetowej.-Będzie nam go brakowało. O poczuciu humoru Zdzisława Dobruckiego krążą legendy. – Jego specjalnością było tzw. „wkręcanie”. Nie wszyscy się przyznają, że padli ofiarami tych jego sympatycznych żartów, wielu nie wiedziało, że dotyczyło to właśnie ich. Kto znał Zdzisława bliżej, ten miał się na baczności. Sympatii, jaką cieszył się w całym polskim, i nie tylko, środowisku żużlowym, nie da się kupić. Zdzisław był po prostu wspaniałym, pogodnym człowiekiem, wszędzie serdecznie witanym. Przyjaźnił się nie tylko z zawodnikami, z którymi miał okazję rywalizować na torze, ale z wieloma działaczami czy sympatykami sportu żużlowego – wspominał zawodnika na łamach strony internetowej Miejskiej Biblioteki Publicznej im. Stanisława Grochowiaka w Lesznie Wiesław Dobruszek, dziennikarz i autor książek o tematyce żużlowej.

POLECANE

guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments