18 września 2021

Królowa jest tylko jedna. Dla niektórych fanów muzyki była (jest?) nią Dorota Rabczewska alias Doda, a dla wielu kibiców żużlowych – Unia Leszno. W końcu to najbardziej utytułowany klub w historii czarnego sportu w Polsce. Żaden inny nie może poszczycić się 19 tytułami Drużynowego Mistrza Polski, w tym czterema zdobytymi rok po roku (formalnie 18, ponieważ tytuł zdobyty w 1984 roku został tej drużynie odebrany).

Throwback Thursday, czyli wspomnieniowy czwartek. W mediach społecznościowych te dwa wyrazy poprzedzone tradycyjną kratką oznaczającą hasztag są niezwykle popularne. Tego dnia, czyli w każdy czwartek użytkownicy social mediów dzielą się swoimi starymi zdjęciami – z dzieciństwa czy też czasów szkolnych, a np. sportowcy z okresu, gdy byli u progu swoich wielkich karier. Twój Portal Żużlowy dołączył do „wspomnieniowego czwartku” poprzez publikację tekstów dotyczących zawodników, którzy zjechali już z torów, a przed laty tworzyli oni piękną historię naszego sportu. Czternastym bohaterem cyklu „Twarze Speedwaya” jest Leigh Adams.

Kim jednak byłaby Królowa bez swojego dworu? Armii pomocników, w tym przypadku służących zdobywaniem punktów. O jednym z nich, bardzo oddanym Królowej, niekoronowanym w indywidualnym seniorskim żużlowym życiu księciu, będzie moja opowieść.

Zanim jednak będzie o Lesznie, trzeba zacząć 15 296 km dalej. Mildura, stan Victoria, Australia. Miasto liczące 30 tysięcy mieszkańców. To tutaj dokładnie 50 lat temu, bo te słowa piszę 28 kwietnia, przyszedł na świat Leigh Adams. Już osiem lat później zaczął swoją przygodę z żużlem na lokalnym torze. Jego mentorem został Phil Crump, były zawodnik i ojciec przyszłego mistrza świata, Jasona. Pod takimi skrzydłami młody jeździec szybko robi postępy i pokazuje swój talent. Na efekty nie trzeba długo czekać: po raz pierwszy jest najlepszy w 1986 roku, w kategorii do lat 16. Poważniejsze triumfy zaczynają się od roku 1988 podczas krajowego juniorskiego indywidualnego finału w Adelajdzie. Wynik ten powtarza także dwa lata później na torze w Renmark, trzy lata później na domowym owalu w Mildurze i cztery lata później w Murray Bridge. W „Australian Junior Solo Speedway Championships”, jak formalnie nazywają się te turnieje, nie ma na niego mocnych. W 1989 roku przerasta mistrza Phila, pokonując go w swoich pierwszych Indywidualnych Mistrzostwach Stanu Victoria. Łącznie zapisze na swoim koncie dziesięć tytułów „dorosłego” indywidualnego mistrza Australii.

1992 rok to eksplozja jego talentu: oprócz krajowego tytułu zostaje także indywidualnym mistrzem świata juniorów. Jego szczęśliwym torem jest bawarskie Pfaffenhoffen an der Ilm. Na podium towarzyszyli mu późniejsi nieźli grajkowie światowego speedwaya: Mark Loram i Joe Screen. Młody Leigh wówczas od poprzedniego sezonu zdobywa punkty dla Motoru Lublin, gdzie ma szansę uczyć się żużla od startującego w barwach „Koziołków” samego „Profesora”, Hansa Nielsena.

Leigh Adams w barwach Motoru Lublin (fot. Piotr Kin)

Od trzech lat jeździ w Anglii, która niezmiennie stanowi ziemię obiecaną i pierwszy przystanek młodych Australijczyków na drodze po żużlowe sukcesy. Najpierw rok u „Piratów” z Poole, którzy lata później przygarną także innych „Aussie boys”, Chrisa Holdera i Darcy Warda. Potem-pierwsze podejście do Swindon Robins, klubu, z którym będzie najmocniej kojarzony w Anglii, tak jak z Lesznem w Polsce. Co ciekawe, do Swindon przed serią długich lat startów robi krótkie podejścia. Zanim na sześć lat (2004-2010) zostanie „Rudzikiem”, wiąże się z tą drużyną w latach 1990-1992 oraz 1997-1998. Drużynowego Mistrzostwa Anglii nie zdobędzie, ale może odwdzięczyć się temu klubowi dwoma tytułami Mistrzów Elite League Par, zdobytymi w 2004 roku z Charliem Gjedde i rok później, kiedy partnerował mu nieodżałowany Lee Richardson. Swindon swój pierwszy wielki sukces po latach, czyli złoty medal Drużynowych Mistrzostw Elite League, zdobędzie dopiero w 2012 roku, kiedy kariera Adamsa dobiegnie już końca.

Sukcesów nie zabraknie mu za to w lidze polskiej. Kiedy w 1993 roku przywdzieje plastron Sparty Wrocław, wraz z kolegami, między innymi Piotrem Baronem, Dariuszem Śledziem, Wojciechem Załuskim zameldują się na pierwszym miejscu Drużynowych Mistrzostw Polski. Powtórzy to jeszcze dwa razy, w 2007 i 2010, z kolegami z Leszna, między innymi Damianem Balińskim i młodziutkim wówczas Januszem Kołodziejem. Leszno to najważniejszy przystanek w jego karierze, jeśli chodzi o polskie kluby. Dla wielu podczas jego kariery Leigh Adams to Leszno, a Leszno to Leigh Adams. Kiedy zawitał tu w 1996 roku, został na piętnaście długich sezonów. Niespotykana rzecz wśród obcokrajowców w polskich ligach, tym bardziej w obecnych czasach. Miasto odwdzięczyło mu się za jego zasługi, nadając w 2007 roku tytuł Honorowego Obywatela.

Tu Leigh w barwach Sparty Wrocław (fot. Piotr Kin)

Rok później, jak sam przyznał w rozmowie z Filipem Czyszanowskim z TVP Sport, proponowano mu zmianę barw klubowych: – Byłem wtedy bliski przejścia do Torunia. Właściwie mogłem się na to zdecydować w każdej chwili. Zwyciężyło przywiązanie do Leszna, a swoją rolę odegrali też sponsorzy oraz znajomi. Jeśli już o Lesznie mowa, nie sposób, by głosu nie zabrała osoba, która bardzo dobrze zna Leigh Adamsa. Współpracę z nim wspomina Piotr Rusiecki, dziś prezes Unii Leszno, wówczas prezes sponsorującej Unię Leszno firmy Polcopper: –Leigh to osoba, na której do dziś można się wzorować. Spędziwszy z nami tych piętnaście lat, zawsze był lojalny. Zawsze wzorowo przygotowany do sezonu, do meczu, nie było żadnych problemów. Wielu zawodników uprawiających ten sport może się wiele od niego nauczyć. Jako człowiek jest lojalny, rozsądny. Do dziś współpracujemy – powiedział w rozmowie z serwisem twojportalzuzlowy.pl.

Leigh Adams wraz z kolegami z Unii Leszno (fot. Piotr Kin)

Leigh to dżentelmen torów, zawsze zostawiał innym miejsce, nie był zawodnikiem jeżdżącym łokciami czy nie fair. Nigdy nie wdawał się w przepychanki na torze. Gdyby nie to, byłby mistrzem świata – komplementował Australijczyka Rafał Darżynkiewicz, dziennikarz TVP Sport, na antenie tej stacji podczas finałowej batalii DMP pomiędzy Lesznem a Zieloną Górą we wrześniu 2010 roku. To, co udało mu się osiągnąć jako juniorowi, nie zostało niestety powtórzone w seniorskiej karierze. Musiał zadowolić się brązowym medalem Indywidualnych Mistrzostw Świata w 2005 roku oraz srebrnym dwa lata później. Po swojej stronie może zapisać osiem wygranych turniejów Speedway Grand Prix: pięć na szwedzkich torach, w 2003 roku w Krško (Słowenia), w 2007 roku w łotewskim Daugavpils. Jeszcze jedno z tych zwycięstw, o którym nie wspomniałam, musiało być dla niego szczególnie cenne. 10 maja 2008 roku okazał się najlepszy w Grand Prix Europy rozgrywanym na stadionie im. Alfreda Smoczyka w Lesznie.

Zawsze był także solidnym członkiem narodowej drużyny Australii. Z jego pomocą „żółto-zieloni”, wśród których oprócz Leigh Adamsa byli wówczas Jason Crump, Todd Wiltshire, Craig Boyce czy Ryan Sullivan, sięgnęli po złoto Drużynowego Pucharu Świata w rozgrywanym w 2001 roku finale we Wrocławiu oraz rok później w angielskim Peterborough. 2003 rok i duńskie Vojens to srebrny medal tego zespołu. Na zakończenie reprezentacyjnych sukcesów, w 2007 roku, już z nowymi siłami reprezentacji w postaci Chrisa Holdera, odebrał swój ostatni reprezentacyjny medal, brązowy, podczas finału w Lesznie. Pierwsze miejsce zajęła wówczas Polska.

Ostatni złoty medal DMP, z 2010, jest dobrym ukoronowaniem jego kariery. Oglądam te finałowe mecze pomiędzy Lesznem i Zieloną Górą na „archiwalnej” płycie CD. Oba starcia, pierwsze z 19 września 2010 i rozegrane tydzień później w Lesznie, wypełnione były wspomnieniami, podsumowaniami jego kariery… – Mam silną motywację do zakończenia kariery. Chciałbym podążać z wiatrem zmian – mówił przed kamerami TVP Sport w wywiadzie z Filipem Czyszanowskim w Zielonej Górze.

[Leigh Adams] Chciałby odejść w chwale – podsumował wywiad z Australijczykiem reporter TVP Sport. I udało mu się to, niewielu zawodników kończy kariery w najlepszym aktualnie klubie w Polsce, z zawieszonym na szyi świeżym medalem DMP. Tydzień później przed kamerami tej samej stacji telewizyjnej, na stadionie swojej ukochanej Unii Leszno, oglądaliśmy Leigh Adamsa po raz ostatni w roli zawodnika żużlowego. Otrzymał wtedy z rąk Filipa Czyszanowskiego statuetkę „od telewidzów”, na której wygrawerowano podziękowanie za karierę, w tym lata spędzone w Lesznie. W jego oczach widać było łzy. – To jak baśń, te lata spędzone w Lesznie, cała kariera – skwitował, odbierając wyróżnienie. Zapytany, jakie ma plany na najbliższy czas, odpowiedział: – Wybieram się jeszcze do Anglii, mam tam jeszcze kilka spotkań do odjechania. Potem chcę wrócić do Australii i cieszyć się słońcem.

Wirtuoz światowych torów (fot. Piotr Kin)

Radość z nowego rozdziału w życiu nie trwała jednak długo. 7 czerwca następnego roku, nieco ponad dziewięć miesięcy od zakończenia kariery żużlowej, uległ wypadkowi podczas treningu przed ekstremalnym rajdem terenowym Finke Desert, rozgrywanym w Alice Springs. Doszło do niego na ciężkim, skalistym terenie. Witryna internetowa Fox Sports, międzynarodowej sportowej stacji telewizyjnej, przytoczyła treść oświadczenia wydanego przez rodzinę utytułowanego żużlowca. Najbardziej poruszające fragmenty dotyczą obrażeń, których doznał: „Do tego ciężkiego wypadku doszło we wtorek (7 czerwca 2011), około godziny 13.00. Leigh doznał szeregu urazów, wśród których wymienić trzeba złamanie kilku kręgów szyjnych, rozległe uszkodzenie rdzenia kręgowego, przebite płuca, złamane żebra, złamaną łopatkę oraz niewielkie uszkodzenie szyi”-napisano w dokumencie.

W Królewskim Szpitalu w Adelajdzie poddano go sześciogodzinnej operacji, mającej na celu ustabilizowanie kręgosłupa. – Po kilku dniach, kiedy wciąż nie miałem czucia w nogach, zdałem sobie sprawę, w jak poważnym stanie się znajduję – mówił na łamach „Australian Motor Cycle News” w 2018 roku. Z BBC cztery miesiące po wypadku, tuż po opuszczeniu szpitala, podzielił się natomiast refleksjami, jak pamięta samo zdarzenie: – Przez 22 lata ścigałem się na żużlu i nigdy nie doświadczyłem czegoś tak poważnego. To był dziwny wypadek-miałem problem z motocyklem i spojrzałem w dół, by sprawdzić, co się dzieje. Wpadłem w zakręt. Mgliście pamiętam moment, w którym tam leżałem i zastanawiałem się, jak przeżyć.

W pewnym momencie pojawiła się nadzieja na poprawę jego stanu zdrowia. Na zaproszenie Project Walk, organizacji zajmującej się poprawą jakości życia osób cierpiących po urazach rdzenia kręgowego, w 2012 roku udał się do Stanów Zjednoczonych. Wraz z rodziną mieszkał w San Diego i jak przyznał na łamach fullnoise.com.au, australijskiego serwisu internetowego, spędzili tam wspaniałe chwile. Ćwiczył przez dwie godziny, cztery dni w tygodniu. Póki co, nie może poruszać się o własnych siłach, ale medycyna cały czas robi postępy. „Dopóki jest nadzieja, wszystko wydarzyć się może”- cytuję za piosenką Mirosława Breguły i zespołu Wawele pod tytułem „Dopóki jest nadzieja”. Czy tak będzie i w tym przypadku?

fot. Piotr Kin

Dziś Leigh nadal jest przy żużlu. Zajmuje się szkoleniem utalentowanej młodzieży w swojej ojczyźnie będąc m.in. trenerem Unii Leszno. Jego zadaniem jest m.in. wyłapywanie perełek i kierowanie ich na dalsze tory, do Polski. Oczywiście gdzie indziej, niż do klubu, gdzie jest ikoną? Wśród adeptów, którzy pracują pod okiem Adamsa jest m.in. dziewczyna, Teagan Pedler.

Na zakończenie ciekawostka: Leigh Adams to absolutny rekordzista w dwóch kategoriach: zdobył najwięcej punktów spośród obcokrajowców startujących kiedykolwiek w lidze polskiej (dokładnie 2835) oraz w kwietniu 2009 roku przekroczył 10 000 punktów zdobytych w lidze angielskiej.

POLECANE

guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments