Na Łotwie działają obecnie dwa ośrodku żużlowe – w Daugavpils oraz w Rydze. Wychowankiem tego drugiego klubu jest Ricards Ansviesulis, który na co dzień ściga się w barwach obu zespołów.

Junior z Łotwy był jednym z bardziej zapracowanych zawodników w minionym sezonie. Wystartował w ośmiu krajach i nie odrzucał praktycznie żadnych zaproszeń. Ścigał się, gdzie tylko się dało. Na nowy sezon ma już podpisane dwa kontrakty – jeden z Lokomotivem Daugavpils na występy w 2. Lidze Żużlowej, a drugi w fińskiej SM-LiidzeWASAMAT Tampere.

Konrad (Twój Portal Żużlowy): Opowiedz na początku o swoich pierwszych krokach w „czarnym sporcie”.
Ricards Ansviesulis: Zanim pojawił się żużel, to jeździłem i startowałem w lokalnych wyścigach enduro, więc motocykle nie były u mnie niczym nowym. W Rydze na torze „Bikernieku” była otwarta szkółka żużlowa, a moja mama dowiedziała się z internetu, że prawie każdy, kto chciałby, to może przyjść i spróbować. Tak więc mniej więcej tydzień później zdarzyło mi się pierwszy raz jechać na żużlu. Polubiłem to i zdecydowałem się robić dalej. A reszta, to standardowa historia…

– Jak twoja rodzina zareagowała na twoją decyzję, że chcesz jeździć na żużlu?
– Moja rodziła była na początku dosyć zaciekawiona, ale w miarę upływu lat i sezonów coraz bardziej zaczynają rozumieć sport i życie żużlowców. Są naprawdę pomocni.

– Czyli nie było trudno przekonać rodziców.
– Nie powiedziałbym, że chodziło o to, aby przekonać rodziców. Uważam, że po prostu musiałem się w to wciągnąć i zacząć trenować w sezonie, a po sezonie dbać o to, aby lepiej jeździć. Tak się złożyło, że wszyscy dookoła mnie zrozumieli, że to jest to, co chcę robić.

– A pamiętasz swoje pierwsze zawody w roli kibica?
– Dosyć dobrze pamiętam. Niekoniecznie byłem kibicem, ale kibicowałem chłopakom. Nie pamiętam, jakie to były zawody, ale byłem już w szkółce i podczas jednego z turniejów miałem okazję otwierać bramę do parku maszyn i wypuszczać zawodników. To był mój pierwszy raz na zawodach.

– Porozmawiajmy teraz o minionym sezonie. Co możesz o nim powiedzieć w swoim wykonaniu?
– Cóż… nie był to łatwy sezon. Rozpoczęliśmy zgodnie z planem, bo pojechaliśmy na tygodniowe zgrupowanie do Krško oraz Goričan. Potem pojawił się koronawirus i zrobiła się miesięczna przerwa na żużlu. Potem nadszedł początek tego prawdziwego sezonu, ale nie wypadł tak dobrze, jak się tego spodziewałem. Przez ostatnie trzy miesiące czułem się już naprawdę dobrze i pewnie na motocyklu. Myślę, że mogłeś to zauważyć po moich wynikach. Bardzo się rozwinąłem i myślę, że to najważniejsza rzecz, aby być coraz lepszym.

Wbrew pozorom spadek Lokomotivu dla niektórych zawodników może okazać się… dobry (fot. Lea Häyrinen)

– Bardzo dobrze spisałeś się w Žarnovicy podczas Indywidualnego Pucharu Europy Juniorów. Gdyby nie wykluczenie w jednym z wyścigów, to prawdopodobnie miałbyś brązowy medal…
– To był naprawdę dobry turniej. Przed zawodami bardzo mocno padało, co utrudniało jazdę na torze – fizycznie oraz technicznie, a także bardzo ciężko było mi się nastawić psychicznie. Potem jednak w momencie rozpoczęcia zawodów wiedziałem, że muszę to zrobić. Starałem się jak zawsze. O wyniku… gdyby ktoś mi powiedział rano, że zajmę szóste miejsce, to byłbym bardzo szczęśliwy. Ale po zawodach ta szósta pozycja była rozczarowująca. Wykluczenie w jednym z biegów oczywiście nie był właściwą decyzją. Uważam, że powinniśmy jechać w powtórce w czteroosobowej obsadzie, bo nie było tam żadnej winy. Po prostu nie było miejsca, aby swobodnie jechać linią, którą chcieliśmy we dwóch pokonać. To był pierwszy łuk, ale cóż… to była lekcja i jechaliśmy dalej.

– W ubiegłym roku wystartowałeś w zawodach w ośmiu krajach – na Łotwie, w Polsce, Czechach, Danii, Niemczech oraz Finlandii, Słowacji i we Włoszech. Czy to prawda, że jesteś typem jeźdźca, który nie odrzuca zaproszeń i ściga się wszędzie, gdzie tylko można?
– Uważam, że muszę się ścigać jak najwięcej, aby stawać się lepszym zawodnikiem poprzez zbieranie doświadczenia i pracowania nad swoją osobą. Nie ma lepszego treningu, niż jazda na motocyklu, a nie ma lepszego miejsca na trening, niż wyścig.

– Regularnie ścigasz się w ojczyźnie oraz w Polsce. A gdzie spośród innych krajów ścigało ci się najlepiej?
– Nie mogę powiedzieć, że w jednym czy drugim kraju czuję się lepiej. Lubię jeździć na wiele torów, aby zdobywać doświadczenie, a kiedy czuję się dobrze, to mogę jeździć tak naprawdę wszędzie.

– Który tor jest twoim ulubionym.
– Mój ulubiony tor… bardzo lubię się ścigać w Grudziądzu. Nie jest to „mój” rodzaj toru, ale z jakiegoś powodu lubię się tam ścigać. Ogólnie preferuję duże tory, szerokie, o takie jak: Pardubice, Žarnovica, Terenzano czy Ostrów Wielkopolski. Od ubiegłorocznych zawodów w Güstrow, gdzie był Puchar Europy Par Juniorów, bardzo lubię także tamten tor.

– W tym roku również zamierzasz się ścigać w tak wielu krajach i być jednym z najbardziej zapracowanych zawodników na świecie?
– Z całą pewnością nie odmówię. Mam nadzieję, że uda mi się ścigać tak dużo, jak to tylko możliwe. Ale muszę powiedzieć, że jazda busem już staje się nudna, zwłaszcza pod koniec sezonu. Mam nadzieję, że uda mi się też dostać do zawodów, w miarę blisko (śmiech). Ale jeśli będę musiał odbyć daleką podróż, to oczywiście pojadę, byle się dostać na zawody.

– Jak oceniasz szansę Lokomotivu Daugavpils w tegorocznej 2. Lidze Żużlowej.
– Nie wiem, kto jest faworytem w drugiej lidze. Uważam, że każdy, kto wyjeżdża na tor, ma takie same szanse na wygraną. Nie chcę żadnych oczekiwań co do Lokomotivu. Na pewno damy z siebie wszystko i będziemy walczyć do ostatnich metrów każdego okrążenia.

Ansviesulis jest dobrym przykładem, że ośrodek żużlowy w Rydze rozwija się coraz lepiej i wkrótce może być kolejnym prężnym klubem (fot. Lea Häyrinen)

– A jak widzisz swoje szanse w walce o ligowy skład?
– Nie oceniam swoich szans. Po prostu chcę wykonać swoją pracę i zobaczymy. Sezon jest długi, a wszystko się może wydarzyć. Po prostu dam z siebie wszystko i mam nadzieję, że będę mógł się ścigać.

– Oglądałem kilka turniejów z twoim udziałem. Widać, że drzemie w tobie potencjał, ale czasem nie potrafisz tego wykrzesać na torze. Z jakiej przyczyny?
– Cóż, mój problem, że nie mogę dać z siebie 100%, wynika z dwóch powodów. Pierwszy jest taki, że mam takie dni czasem, kiedy psychicznie nie jestem gotowy do ścigania się w danym momencie. Ale największym problemem dla mnie jest to, że jestem za… ciężki na żużel. Muszę zrzucić sporą ilość kilogramów. Mocno nad tym pracuję i robię duży progres. Zatem pracuję nad swoimi słabościami i będę gotów bardziej niż kiedykolwiek.

źródło: inf. własna

POLECANE

guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments

Ten artykuł jest dostępny tylko w zagraniczej odsłonie tego serwisu.