Lars Zandvliet jest jednym z niewielu holenderskich żużlowców, których możemy oglądać na klasycznych torach. W rozmowie z naszym portalem 30-letni jeździec opowiada m.in. o początkach swojej kariery, obecnym etapie i nowym sezonie.

Holender miał okazję startować w wielu imprezach we wszystkich trzech odmianach żużla – na klasycznych torach, długich oraz trawiastych, jednak jedyna jego przygoda z polskim speedwayem to ta, gdy ścigał się w naszej ojczyźnie w Gali Lodowej Sławomira Drabika. W 2013 roku na lodowisku u podnóża Jasnej Góry nie udało mu się wywalczyć żadnego punktu zapisując przy swoim nazwisku 0,U,W,W.

Konrad Cinkowski (Twój Portal Żużlowy): Opowiedz na początku, jak zainteresowałeś się żużlem i skąd chęć spróbowania swoich sił w tym sporcie.
Lars Zandvliet: Tak naprawdę, to nie interesowałem się żużlem, gdy byłem młodszy. Jeździłem na motocrossie. Jednak w wieku piętnastu lat zetknąłem się z zawodnikiem, który w tamtym momencie był jednym z najlepszych zawodników z dużym talentem w Holandii. Potem pojechałem z nim na kilka imprez w roli mechanika i po kilku turniejach polubiłem całą tą scenę żużlową i longtrackową. Postanowiliśmy więc kupić motocykl na którym zacząłem trenować. Zabawne jest to, że ten zawodnik – René van Weele przeszedł akurat w 2007 roku na emeryturę. Nie był już wtedy zmotywowany. Sprzedał prawie wszystko. W 2019 roku poprosiłem go, aby pojechał ze mną na tor i myślał, że jedzie w roli mechanika, ale przekonałem go, aby spróbował ponownie. Po kilku okrążeniach było widać, że nie zapomniał, jak jeździć na motocyklu i przygotowaliśmy plan jego powrotu na tor w 2020 roku z pomocą mojej firmy i zespołu. Jednak to był trudny rok z powodu covid-19 i udało się tylko trochę potrenować.

– Ktokolwiek z twojej rodziny wcześniej jeździł na żużlu?
– Nie, nikt nie brał udziału w jakichkolwiek wyścigach. Mój tata jednak w młodości miał styczność z żużlem, gdy pojechał na mistrzostwa świata na Stadionie Olimpijskim w Amsterdamie.

– Pamiętasz swoje pierwsze zawody w roli zawodnika?
– No pewnie. To było w Niemczech, w Moorwinkelsdamm, gdzie rozgrywano jedną z rund Dutch Open (Otwarte IM Holandii – dop. red.). Właściwie to miałem tego dnia naprawdę dobre starty i prowadziłem w kilku wyścigach, lub byłem też drugi. Łatwo nie było, bo wtedy ścigaliśmy się w sześciu. Zdarzało się też wiele upadków (śmiech).

– Dla Ciebie żużel to obecnie praca czy raczej hobby?
– Można powiedzieć, że żużel dla mnie jest rozbudowanym hobby. Jestem mocno zaangażowany w zawody żużlowe oraz te na długim torze, a ponadto prowadzę własny sklep żużlowy – L. Zandvliet Racing Parts, a także własną firmą zajmującą się sprzedażą wyścigów samochodowych firmy AB Race Cruisers. Będąc ich klientem, wspólnie rozwinęliśmy biznes w Holandii i Belgii, więc jestem bardzo zadowolony z tej współpracy. Uważam, że dokonują świetnej roboty, więc zacząłem z nimi tą dodatkową działalność.

– Co możesz powiedzieć o minionym sezonie w swoim wykonaniu?
– To było straszne! Wszystkie zawody zostały odwołane i tak naprawdę ostatni raz jeździłem na motocyklu podczas Drużynowych Mistrzostw Świata na długim torze w 2019 roku. Byłem rezerwowym zawodnikiem i miałem okazję pojechać w jednym wyścigu, w którym zdobyliśmy maksymalną zdobycz punktową (Lars wraz z Dave Meijerinkiem pokonali 7:3 Joela Anderssona i Andreasa Bergströma – dop. aut.).

– W krajowym finale na klasycznym torze zająłeś czwarte miejsce. Z jednej strony jest to naprawdę bardzo dobry wynik, z drugiej jednak do medalu zabrakło niewiele…
– W krajowych mistrzostwach na klasyku, na ten moment, to byłem już chyba cztery czy pięć razy na czwartym miejscu. Po prostu… jest jak jest. Gdybym pojechał nieco lepiej, to miałbym medal. Moim zdaniem zajęcie trzeciego czy drugiego miejsca, to nadal nie jest wystarczające. Ostatecznie do historii trafi tylko numer jeden i to jego ludzie będą pamiętać. Tak, jak w każdym sporcie. Mało kto pamięta, kto był pięć lat temu srebrnym czy brązowym medalistą np. w Grand Prix.

– Trochę smutno, że tylko siedmiu zawodników wystartowało w najważniejszej imprezie sezonu…
– Tak, to naprawdę smutne, ale wiem, o co chodzi. Nie mamy zbyt dużej liczby treningów w naszym kraju. Dodatkowo musimy zapłacić za licencję, która kosztuje ok. 2 tysięcy złotych i jeśli masz tylko jeden czy dwa turnieje w roku, to czy to się opłaca? Większość chłopców i dziewcząt decyduje się na rywalizację na długim torze lub po prostu na sportową emeryturę. Klasyczny żużel nie jest tak popularny w Holandii i szkoda, bo to niesamowity sport.

– Co sądzisz o stanie żużla w twoim kraju?
– Utrzymuję to wszystko jednym słowem: źle!

– Myślisz, że w przyszłości będzie lepiej?
– Naprawdę nie mam pojęcia. Po prostu mam nadzieję, że tak będzie. Jednym z powodów dla których otworzyłem mój żużlowy sklep, była chęć pomocy zawodnikom, którzy zostali bez możliwości pozyskania części. W Holandii jest jeszcze dealer Jawy, ale ten człowiek robi to już tak długo i jest w pewnym wieku, co oznacza, że jeśli go zabraknie, to… nie będzie nikogo.

– Ile macie obecnie torów i w jakich miastach?
– Myślę, że jedynym torem na którym tak naprawdę jeździmy, to Veenord. Plan zakłada jednak usunięcie tego toru i wybudowanie nowego – toru lub stadionu po drugiej stronie ulicy. Naprawdę mam nadzieję, że tak się stanie, ponieważ wtedy przez chmury przebije się trochę słońca. Poza tym mamy owal w Blijham, gdzie jednak obecnie jeżdżą tylko samochody, mamy Lelystad, który używany jest głównie do Flat Tracka i jest jeszcze tor w Vledderveen, który jest pięć kilometrów ode mnie. Tor jest otwarty do treningów, ale stan toru jest po prostu bardzo zły. Jest w klubie nowy prezes, są nowi ludzie i słyszałem, że ciężko pracują, aby ten tor znów był dobry. Mamy nadzieję, że tak się stanie, ponieważ będzie to oznaczało, że będzie mi dużo łatwiej i bliżej jeździć na treningi.

– Nie ścigasz się w żadnej zawodowej lidze. Czy otrzymałeś jakieś oferty?
– Nie, ale planujemy w tym roku pojechać w kilku zawodach w drugiej lidze w Danii. Nie oznacza to tak naprawdę profesjonalnej ligi, w której zarabiamy prawdziwe pieniądze. Wielu z nas wielu o tym marzy, ale przy braku możliwości jazdy w Holandii, ale i zagranicą, to jest to naprawdę trudne. Już wiele razy próbowałem wyjechać na tygodniowe treningi do Polski, bo wasze tory są po prostu niesamowite. Sprzęt jest gotowy, ale po prostu nie ma okazji, aby go użyć.

– Miałeś kiedyś ofertę z Polski?
– Nie, niestety nie. Gdyby jakiś klub zadzwonił do mnie, to pojechałbym na 100%, nawet gdyby zaproszono mnie tylko na tydzień czy dwa treningów, a później zdecydowano, czy jest jakakolwiek szansa na jazdę w jednej z lig. Atmosfera w Polsce jest niesamowita. Stadiony, kibice, no to wszystko… Zawsze mówimy, że Polska jest sercem speedwaya.

– Kilka lat temu miałeś okazję ścigać się w Częstochowie podczas Gali Lodowej Sławomira Drabika. Jak wspominasz tą przygodę?
– O mój Boże, próbuję o tym zapomnieć (śmiech). Myślałem, że to będzie zupełnie coś innego, niż było. Zmieniłem ustawienia w motocyklu tak bardzo, że nie mogłem na nim praktycznie jechać. Trzy razy upadłem, ale i tak było fajnie. Przyjazd do Polski jest zawsze dla mnie przyjemnością i zawsze to robię kilka razy w roku, choćby po to, aby obejrzeć Grand Prix w Toruniu. Zawsze odwiedzam wtedy również warsztaty AB Race Cruisers, a także jednego z moich sponsorów – Auto Frelik w Toruniu.

– To na koniec powiedz mi proszę, jakie są twoje cele na ten sezon?
– Pierwszym celem jest oczywiście utrzymanie zdrowia, a jeśli się uda, to oczywiście chcę znów uprawiać nasz sport i cieszyć się jazdą. Mam nadzieję, że w tym roku odbędą się już jakieś zawody na żużlu lub na długim torze, bo to jest coś, czego mnie i mojemu zespołowi bardzo brakuje. Spędzamy teraz dużo czasu na przygotowaniach, więc mam nadzieję, że wkrótce sytuacja się poprawi. Mogę ci też zdradzić, że chcemy utworzyć team w Long Tracku. Jednak nie jest to teraz dla mnie priorytetem, ponieważ jak dotąd żadne zawody się nie odbywały. Mamy jednak kilka pomysłów, które chciałbym zrealizować. Byłoby wspaniale zobaczyć na przykład także i Polaków, którzy wykorzystaliby taką szansę.

– To trzymam kciuki za powodzenie zakładanych celów. Dziękuję za rozmowę.
– Również dziękuję. Chciałbym wszystkim życzyć dużo zdrowia i mam nadzieję, że wkrótce znów będziemy mogli w pełni cieszyć się żużlem. Nie mogę się również doczekać, aby powitać większą liczbę zawodników w moim sklepie.

POLECANE

guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments

Ten artykuł jest dostępny tylko w zagraniczej odsłonie tego serwisu.