18 września 2021

Sezon 2021 to już drugi, na którym cieniem kładzie się pandemia COVID-19. Żużel także został przez nią dotknięty. Dla zawodników Aforti Startu Gniezno tegoroczne rozgrywki nie należą do łatwych również z powodu warunków atmosferycznych.

Ada Franek (twojportalzuzlowy.pl): Czy 25% publiczności, które będzie mogło oglądać mecze ligowe od 15 maja, to dobra wiadomość dla Aforti Startu Gniezno?
Rafael Wojciechowski (menedżer Aforti Startu): Powiem krótko, że tak. Zawsze są to dodatkowe wpływy do budżetu, przed sezonem zakładaliśmy jakieś wpływy z kibiców. Co prawda nie było to optymistyczne założenie i wydawało się, że te 25% utrzyma się przez resztę sezonu, więc będzie to bardzo dobre czy nawet bardziej optymistyczne niż nasze założenia, które były przed sezonem, że będą jakieś wpływy z kibiców do budżetu klubu. Zakładaliśmy, że te wpływy będą bardzo skromne, a zapowiada się na to, że dwa najbliższe mecze odbędą się przy 25-procentowej frekwencji, a już od 29 maja jest szansa nawet na 50 procent frekwencji, więc jeżeli tak by się to wszystko potoczyło, to byłoby to bardzo dobre dla klubu. Moglibyśmy wtedy spokojnie myśleć o tym, że nie musielibyśmy czynić jakichś wielkich oszczędności na szkoleniu młodzieży czy na innych rzeczach, które związane są z tym, że bez udziału kibiców musielibyśmy takich oszczędności szukać.

– Czy przesunięcie zaplanowanej na ten weekend (7-9 maja) kolejki ligowej jest dobrym rozwiązaniem?
– Generalnie ta decyzja została podjęta odgórnie, my musimy się do tego dostosować. Nie jest to złe rozwiązanie, akurat nie powoduje to dla naszego klubu żadnych pozytywów, ale te kluby, które pojadą u siebie, będą miały ten plus, że będą mogły wpuścić 50 procent kibiców. My jedziemy na wyjazd, więc nie mamy tutaj żadnej korzyści. Będziemy zaczynali od piątej kolejki, wszystkie kluby pojechały dwa mecze u siebie i dwa na wyjeździe, więc dla wszystkich klubów jest to w miarę sprawiedliwe. Wszyscy pojadą z tego samego poziomu i będą mogli zakładać takie same wpływy z biletów do budżetów.

– Czy trudny początek sezonu Aforti Startu, odwołane mecze, ma wpływ na zawodników?
– Oczywiście, jest to trudne, ale każdy z nich jest zawodowcem i musi się do tego dostosować. Z perspektywy menedżera mogę ocenić to tak, że jest to w jakiś sposób irytujące, że nie udaje się odjechać meczów wtedy, kiedy mamy je zaplanowane, a są one przekładane z różnych powodów. Takie rzeczy po prostu się zdarzają i trzeba się do tego dostosować, korygować plany przygotowawcze, czyli organizujemy wtedy inaczej obozy czy treningi w przerwach, aby być w ciągu, rytmie treningowo-meczowym, utrzymać formę i być odpowiednio skoncentrowanym i przygotowanym do każdego kolejnego spotkania. Plany korygujemy tak, by być przygotowanym w stu procentach.

– Zaskoczyła Pana wygrana Aforti Startu w tarnowskim „Jaskółczym Gnieździe”, które zawsze uchodziło za trudny teren?
– Jechaliśmy do mocno osłabionego rywala, który niezbyt dobrze rozpoczął ten sezon i ze strony sportowej chcieliśmy wykorzystać to osłabienie i wygrać to spotkanie po sportowej walce, co zresztą zrobiliśmy. W zeszłym roku ten tor bardzo nam pasował, byliśmy tam na jesieni i osiągnęliśmy bardzo pozytywny wynik, więc tak naprawdę postanowiliśmy pójść za ciosem, wykorzystać to doświadczenie z zeszłego roku. Udało się to zrealizować i przywieźliśmy dwa punkty z Tarnowa.

– Dosyć dobrze po rocznej przerwie spisuje się Mirosław Jabłoński.
– Jest to doświadczony zawodnik i wiedziałem, że sobie poradzi. Oczywiście, pierwszy występ w Tarnowie był bardzo pozytywny, drugi występ już mniej. Obaj wyciągamy z tego wnioski i mamy nadzieję, że z każdym występem będzie dużo lepiej i ustabilizuje formę na takim poziomie, z którego zarówno zawodnik, jak i klub i ja będziemy zadowoleni. Jego powrót do profesjonalnego ścigania będziemy mogli ocenić na koniec sezonu.

– Chciałabym jeszcze poruszyć wątek młodzieży. Pierwsze w tym sezonie występy za nowymi młodzieżowcami – Oskarem Huryszem i Mateuszem Jabłońskim. Jak Pan ocenia ich dotychczasową postawę?
– Ocenić te występy jest przede wszystkim rolą trenera. Ja oceniam je pozytywnie. Zbierają doświadczenie w startach w dorosłym żużlu, bo przecież wcześniej ścigali się w klasie 250 cc, to są ich pierwsze zawody, z różnym skutkiem oczywiście, i tak będzie, bo tak już jest z młodymi zawodnikami, że lepsze występy będą przeplatali słabszymi. Z każdych zawodów będą przywozić kolejne doświadczenia.

– Czy nie ma Pan obaw o presję nakładaną na tych utalentowanych przecież młodzieńców?
– Ze strony klubu nie ma takiego zjawiska, tonujemy to wszystko, sprowadzamy ich mentalnie na poziom ziemi, aby podchodzili do tego normalnie. Trener zawsze powtarza, że najważniejsze jest ukończenie wyścigu, meczu. W każdym biegu jest najważniejsze jego ukończenie, poprawne pokonanie czterech okrążeń. Z takiego wychodzimy założenia. Każdy zawodnik sam nakłada na siebie presję, w dzisiejszych czasach, gdy obecne są wszelkiego rodzaju komentarze, hejt w internecie, trzeba umieć się od tego odciąć. Nad tym także pracujemy, aby nie korzystali z nośników informacji, aby umieli się od tego odciąć, aby zarówno nie szukali pochwał na swój temat, ale także nie przejmowali się komentarzami, aby podchodzili do nich z dystansem.

– A jak długo potrwa przerwa w startach Szymona Szwachera?
– Myślę, że w przyszłym tygodniu Szymon Szwacher powróci do pierwszych treningów i jest szansa, że w kolejnych tygodniach, po 15 maja, będzie już zdolny do tego, aby występować w zawodach. Myślę, że na początek w zawodach młodzieżowych.

POLECANE

guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments