Słabszy sezon oraz zmiany w PGE Ekstralidze sprawiły, że Michael Jepsen Jensen zmuszony był znaleźć nowego pracodawcę i wykonać krok w tył. Duńczyk związał się umową z PGG ROW Rybnik i teraz chce poprowadzić zespół ze Śląska do awansu.

Dominika Adamek (twojportalzuzlowy.pl): Michael, jak byś ocenił sezon 2020 w swoim wykonaniu?
Michael Jepsen Jensen: Wszystko było inne. Z racji, że mam duński team, mój warsztat znajduje się w Danii, to wszystko okazało się trudniejsze. Nie tylko ja chciałem wrócić do domu i spędzić czas z bliskimi. Gdybym miał polski team, to doświadczenie byłoby łatwiejsze – mechanicy mogliby wrócić do domu i spotkać się z rodziną, przyjaciółmi. Wtedy ta cała sytuacja dotknęłaby tylko mnie. Sklepy, w których normalnie zaopatruję się w części, były niedostępne. W wielu sytuacjach, musiałem poradzić sobie bez części, które znajdowały się w warsztacie w Danii, ale nie miałem jak ich sprowadzić do Polski. Cała ta sytuacja była niekomfortowa. Pandemia mocno w nas uderzyła i zaskoczyła. Początek sezonu był wprawdzie opóźniony, jednak nadal nie mieliśmy wystarczająco czasu na przygotowanie się do tej specyficznej rzeczywistości. W jaki bowiem sposób przygotować się na coś tak nowego i nieprzewidywalnego? W normalnych okolicznościach, wierzę, że jesteśmy bardzo profesjonalni, ale w wielu sytuacjach w roku 2020, jeśli coś uległo uszkodzeniu i musiało zostać wymienione, musiałem wychodzić poza swoją strefę komfortu i prosić o pomoc, żeby rozwiązać problem, czy też pytać do jakiego sklepu się udać, bo nie miałem pojęcia, gdzie nabyć nowe części. Czułem przy tym, że momentami tracę kontrolę niczym małe dziecko ze związanymi rękami, które musi polegać na innych. Normalnie wróciłbym do domu i rozwiązał problemy samemu, ale w tym roku byłem bezsilny. Z tego względu oczywiście, moje motocykle nie dysponowały prędkością jak w przeszłości. Innym aspektem pandemii był mój budżet, który nie kształtował się na takim poziomie jak w poprzednich sezonach. Kiedy zmagamy się z problemami, zarabiamy mniej. To było bardzo trudne, żeby sprostać wszystkim problemom, bo nawet jeśli motory nie jadą jak powinny, trzeba wydać kolejne pieniądze na rozwiązanie tej kwestii. Kiedy wszystko działa jak należy, wtedy wszystko jest w porządku, ale jeśli tak nie jest, wtedy trzeba skupić się na pozbyciu problemów. A to kosztuje.

– Czy w trakcie sezonu miałeś okazję wrócić do domu?
– Miałem możliwość powrotu do Danii jedynie przed play-offami, kiedy miałem wykonane testy na COVID-19. Mieliśmy chwilę wolnego przed testami i wykorzystałem tę szansę, żeby wrócić do domu.

– Miałeś chwilę na przemyślenia po sezonie, jak zapatrujesz się na przyszłość w swoim wykonaniu?
– Odkryliśmy, w czym tkwił problem w poprzednim sezonie. Z tej perspektywy widzę swoją przyszłość bardzo pozytywnie. Ten sezon był okropny, ale wierzę, że te trudności są już za nami. Wykorzystując tę wiedzę, przygotowuję się do kolejnego sezonu. Nie staniemy też w obliczu nieznanej sytuacji, mniej więcej wiemy, czego możemy się spodziewać po koronawirusie, nie powinna się powtórzyć sytuacja sprzed roku, kiedy nie wiedzieliśmy, co się wydarzy i w jakim kierunku to wszystko zmierza. Oczywiście, nadal jest pewna niepewność, ale to nic w porównaniu z pierwszą stycznością z COVIDem. W przyszłym roku każdy musi być przygotowany dosłownie na wszystko, gdyż nikt z nas nie wie, co się naprawdę wydarzy, ale mentalnie powinno to być znacznie łatwiejsze niż w zeszłym roku.

– Dlaczego zdecydowałeś się na podpisaniu kontraktu w ROWie Rybnik?
– Wszystko wyglądało w tym klubie bardzo profesjonalnie. Marek (przyp. red. Cieślak) zadzwonił do mnie na krótką rozmowę i to było bardzo pozytywne. Mieliśmy ze sobą kontakt przez wiele lat. Właściwie kiedy zaczynałem swoją przygodę z Falubazem w 2018 roku, Marek miał tam być trenerem. W związku z regulacjami, jakie zostały wprowadzone na rok 2021, wiem, że potrzebuję większej liczby startów w przyszłym sezonie. Mając możliwość startów w dwóch ligach, oprócz 1. Ligi Żużlowej w Polsce zdecydowałem się na tę opcję, wierząc, że będzie dla mnie odpowiednia, pokładam w niej duże nadzieje. Wiem, że jestem w sytuacji, w której przed tym sezonem wszystko wyglądało bardzo optymistycznie. Muszę zbudować siebie z tego, co miało miejsce przed tym rokiem startów, wejść w nowy sezon z czystą głową i rozwiązaniami, które zażegnają problemy sprzed roku. Nadal marzę o dużych rzeczach. Wierzę, że decyzje, które podjąłem, sprawią, że będę lepszym żużlowcem.

– Czy zdecydowałeś się na jazdę w Rybniku ze względu na dobre występy, które ostatnio odnotowałeś na tamtejszym torze?
– Szczerze powiedziawszy, nie myślę zbyt dużo na temat torów, powinienem osiągać dobre wyniki na każdym rodzaju toru. Notowałem dobre rezultaty w Rybniku, ale nie należy on do moich ulubionych. Z tego względu myślę, że przenosiny do Rybnika to dobry krok, bo pozwoli mi to na wykonanie większej liczby okrążeń na twardym torze i lepsze poznanie charakterystyki tego typu torów.

– Czy nie boisz się Krzysztofa Mrozka, prezesa klubu, gdyż czasami zdarza mu się utrzymywać trudne relacje z żużlowcami?
– Staram się nie podejmować decyzji na podstawie wypowiedzi innych osób, podążam za swoim dobrym instynktem i przemyśleniami. Jak dotąd moje kontakt z prezesem Mrozkiem były bardzo pozytywne. Słyszałem, że plany są takie, że prezes nie będzie tak zaangażowany w pracę w parku maszyn jak w poprzednich sezonach, bo to zadanie należy do Marka. Nie obawiam się niczego, jeśli chodzi o tę kwestię.

– W przeszłości Marek Cieślak miał bardzo pozytywny wpływ na żużlowców, z którymi współpracował. Czy myślisz, że ta współpraca może przynieść korzyści również dla Ciebie?
– Wierzę, że Marek wniesie coś pozytywnego, również dla mnie. Posiada on bogatą przeszłość związana ze współpracą z żużlowcami, jest również znany z tworzenia bardzo dobrej atmosfery w zespołach, w których pracuje. Bardzo cenię sobie szacunek, zaufanie i dobrą komunikację w drużynie i w mojej dotychczasowej współpracy z Markiem spotkałem się właśnie z takimi doświadczeniami. Te wszystkie rzeczy sprawiają, że mam czystą głowę i skupiam się na zdobywaniu punktów. Uważam, że najważniejsze dla trenera jest zrozumienie swoich zawodników, danie im szansy, zwłaszcza, kiedy zmagają się z problemami. Kiedy nam idzie dobrze, wtedy nie potrzebujemy wsparcia. Potrzebujemy go, kiedy zmagamy się z problemami. Może to też jest powód, dla którego tak dobrze idzie mi w lidze szwedzkiej. Jako zawodnicy potrzebujemy zaufania, bo na tym się budujemy. To, wraz z przygotowaniami do nadchodzącego sezonu, daje mi 100% pewność, że sytuacja w tym roku pozytywnie się dla mnie odwróci.

– Czy wierzysz, że zejście z Ekstraligi i starty w 1. Lidze Żużlowej umocni Cię jako żużlowca?
– Nie sądzę, żeby zejście do ligi niżej samo w sobie mnie odmieniło. Jednakże w nowym otoczeniu i przy zaufaniu mogę stać się mocniejszy na wielu polach. To nie ma nic wspólnego ze zmianą lig, a po prostu otoczenia. Jestem pewny siebie, co udowadniałem przy wielu okazjach, że jestem w stanie ścigać się na najwyższym poziomie, ale świeże powietrze jeszcze nikomu nie zaszkodziło i czuję, że właśnie to jest mi teraz potrzebne. Ponadto jazda w 3 ligach w tym samym czasie przyniesie korzyści w dłuższej perspektywie, gdyż duża liczba startów zazwyczaj niesie ze sobą osiąganie lepszych wyników.

– Gdybyś miał możliwość wyboru kontraktu w Ekstralidze czy w 1. Lidze Żużlowej, biorąc po uwagę limity, jeśli chodzi o starty w ligach zagranicznych, wybrałbyś…?
– To jasne, że chcę być częścią Ekstraligi w najbliższej przyszłości, ale po tym sezonie czuję, że potrzebuję jak największej liczby startów i przejechanych okrążeń. Dlatego właśnie sądzę, że opuszczenie Ekstraligi w tym momencie było najlepszą decyzją, jaką mogłem podjąć. Ogólnie myślę, że to powinno być w gestii zawodników, jak zajęci chcemy być w trakcie sezonu. Wielu zawodników zdecydowało się na starty jedynie w Ekstralidze i cyklu GP z własnej woli. Ta decyzja powinna jednak należeć do nas jako zawodników. Jeśli czuję się komfortowo, jeżdżąc więcej, powinienem mieć taką możliwość.

– Kilka lat temu rozmawialiśmy o Twoich planach wejścia do cyklu Grand Prix i zostania mistrzem świata. Czy to jest nadal Twój plan?
– Nadal o tym marzę. To nie jest sekretem, że dałem sobie określony czas i jeśli nie zauważę progresu w swoich wynikach, wtedy zastanowię się, co dalej robić. Na ten moment ten plan pozostaje aktualny. Zarówno ja, jak i mój team, wierzymy że mogę osiągnąć wiele i dlatego ciężko nad tym pracujemy. Chcę wrócić do cyklu GP i pokazać się z lepszej strony niż ostatnio. To dla mnie bardzo ważne, cały team jest głodny sukcesów, wspierający i wierzący, że jesteśmy w stanie osiągnąć wyznaczone przez nas cele.

– W jaki zatem sposób chcesz wrócić do GP?
– W pierwszej kolejności, chcę ustabilizować swoje otoczenie, w przeciwnym wypadku będzie ciężko cokolwiek osiągnąć w GP. Kiedy ostatni raz byłem w GP, miałem za sobą ciężki sezon ze względu na problemy finansowe. W tamtym czasie miałem przy swoim boku również nowy team, a powinienem mieć tę kwestię bardziej ustabilizowaną. Obecnie mam bardzo dobrych mechaników, którym ufam. Nikt nie rodzi się mistrzem świata, więc musi ciężko pracować na to, żeby osiągnąć sukces. Zarówno ja, jak i mój team pracujemy bardzo ciężko i mamy swoje marzenia, które chcemy zrealizować. Dajemy z siebie wszystko, aby osiągnąć cel. Mając to w głowie, wierzę, że możemy to osiągnąć. Wybór klubów na ten sezon nie był przypadkowy, chcemy wrócić na właściwą ścieżkę, odbudować się i spełnić marzenia.

– Kiedykolwiek nie występowałeś w reprezentacji Danii, zawsze osiągałeś bardzo dobre wyniki. Obecnie, jedynymi zawodami reprezentacyjnymi, które są rozgrywane, jest Speedway of Nations. Biorąc pod uwagę dobre wyniki Twoich kolegów, występ w tych rozgrywkach może być trudny do realizacji. Czy w takim razie Twoim zdaniem Drużynowy Puchar Świata powinien wrócić?
– Byłoby świetnie. Być może co dwa lata powinien odbywać się albo SoN, albo DPŚ. Wtedy rozgrywki te nabrałyby prestiżu podobnie jak to jest z turniejami piłkarskimi. Inną propozycją byłby DPŚ co rok, a SoN co dwa lata. Na pewno szkoda, że oba te turnieje nie odbywają się jednocześnie.

– W jaki sposób przygotowujesz się do nadchodzącego sezonu? Czy pracujesz nad fizyczną stroną przygotować, czy może też nad mentalną?
– Wszystko jest ze sobą powiązane. Jeśli czuję się dobrze i jestem w formie, wtedy mentalna strona ma się także lepiej. Po tym sezonie dokonałem drobnych zmian. Ciężko było utrzymać motywację na wysokim poziomie ze względu na wszystkie okoliczności, jakie towarzyszyły nam w zeszłym roku. Nikt nadal nie wie, jak się rozwinie i kiedy skończy pandemia, ale musi być przygotowani na nieznane. Kiedy byliśmy w Polsce skoszarowani, to był dla mnie bardzo ciężki, stresujący czas. To coś, doświadczyłem na nowo i chcę usprawnić. W warsztacie powoli przygotowujemy rzeczy do nowego roku startów. Biegam, dużo jeżdżę na rowerze. Zdecydowanie więcej aktywności wykonuję na powietrzu ze względu na obostrzenia pandemiczne. Czuję się mocny kondycyjnie, jestem bardzo głodny sukcesów i zmotywowany!

– Jaki jest Twój cel na rok 2021?
– Patrząc na to, jak obecnie wygląda sytuację, nie stawiam sobie żadnego głównego celu, bo wszystko zależy od okoliczności. Jedną z rzeczy, której się nauczyłem w poprzednim sezonie, jest to, że jeśli cel, który sobie wyznaczyłem, jest niemożliwy do osiągnięcia, moja motywacja znacząco spada. Biorąc pod uwagę obecną sytuację, nie chcę powtórzyć tego błędu w tym roku. Z tego względu, wyznaczone cele pozostawiam do wiadomości swojej, i swojego zespołu. Oczywiście, pewnego dnia chciałbym powrócić do GP, ale jednocześnie chciałbym, żebym zarówno ja, jak i mój zespół byliśmy na to odpowiednio przygotowani. Wierzę, że jeśli będę czuł się komfortowo i wrócę do GP, będę osiągał dobre wyniki. Nie chcę jedynie być w GP i zdobywać doświadczenie. Chcę tam być, żeby walczyć o mistrzostwo świata, mieć poczucie, że to może się udać i jeśli tak właśnie będzie, wtedy wiem, że warto próbować.

źródło: inf. własna

POLECANE

guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments

Ten artykuł jest dostępny tylko w zagraniczej odsłonie tego serwisu.