Początek sezonu żużlowego dla Dominika Kubery nie należał do najlepszych. Problemy sprzętowe, niesprzyjająca sytuacja rodzinna, to wspominane przez zawodnika Motoru Lublin, jedne z głównych powodów słabszej formy.

Patrząc jednak na poczynania Kubery podczas sierpniowych turniejów FIM Speedway Grand Prix, które odbywały się w Lublinie, można było mówić o przełomie. Szansa „dzikiej karty” jaką dostał zawodnik okazała się strzałem w dziesiątkę! Przypomnijmy, że pierwszego dnia zawodów zajął on drugie miejsce, a kolejnego był trzeci.

To był dla mnie przełomowy moment, bardzo dużo czasu przygotowywałem się do tych zawodów. Jeździłem, testowałem, bardzo się stresowałem. Na szczęście udało mi się udowodnić, głównie samemu sobie, że potrafię się ścigać z najlepszymi

– powiedział zawodnik Motoru Lublin, Dominik Kubera w magazynie żużlowym „Pięć Jeden” na antenie Radia Freee.

Tor podczas turniejów dla Dominika Kubery odgrywał ważną rolę. Lata wcześniejsze spędził w macierzystym klubie Unii Leszno i to właśnie ten obiekt znał najlepiej. Tutaj po kilku miesiącach jazdy w Lublinie, nic nie mogło wydawać się pewne. Jednak dyspozycja zawodnika i okazałe wsparcie ze strony kibiców Motoru Lublin sprawiło, że poczuł się jak u siebie.

Dla mnie ważne było to, że dzięki tym zawodom zacząłem patrzeć na tor w Lublinie jako na ten domowy. Uważam, że decyzja o odejściu z Leszna była słuszna, oczywiście nie było to dla mnie łatwe, opuszczanie macierzystej drużyny to nigdy nie jest nic fajnego. Pomimo to uważam, że podjąłem decyzję najlepszą dla mojego rozwoju w tym momencie

– skomentował.

POLECANE

guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments

Ten artykuł jest dostępny tylko w zagraniczej odsłonie tego serwisu.