Kontuzje. Jednych omijają całą karierę, a innym towarzyszom od samego początku. Niektórym groźne wypadki przeszkodziły w tym, aby zrobić jakąkolwiek karierę w „czarnym sporcie”. Tak jest chociażby z dzisiejszym bohaterem „Twarzy Speedwaya”.

Throwback Thursday, czyli wspomnieniowy czwartek. W mediach społecznościowych te dwa wyrazy poprzedzone tradycyjną kratką oznaczającą hasztag są niezwykle popularne. Tego dnia, czyli w każdy czwartek użytkownicy social mediów dzielą się swoimi starymi zdjęciami – z dzieciństwa czy też czasów szkolnych, a np. sportowcy z okresu, gdy byli u progu swoich wielkich karier.

Twój Portal Żużlowy w każdy czwartek w godzinach wieczornych dołącza się do „wspomnieniowego czwartku” poprzez publikację tekstów dotyczących zawodników, którzy zjechali już z torów, a przed laty tworzyli oni piękną historię naszego sportu. Piątym bohaterem cyklu „Twarze Speedwaya” jest Arkadiusz Buczyński.

Nie od razu był speedway
Żużel był jednym z dwóch sportów na które regularnie z wujkiem uczęszczał kilkuletni Arek. Będąc w szkole podstawowej, Buczyński postanawia, że spróbuje swoich sił w piłce nożnej i trafia do szkółki Lechii Gdańsk. Nie wiedzie mu się tam najlepiej i postanawia porzucić tę dyscyplinę, zdając sobie sprawę, że nie będzie drugim Deyną, Żmudą czy Szarmachem. Później notuje epizod w klubie wioślarskim Gedania i niejako dopiero stamtąd w wieku czternastu lat trafia do Wybrzeża. Jego pierwszym trenerem zostaje finalista Indywidualnych Mistrzostw Świata z 1985 roku w Bradford – Grzegorz Dzikowski.

W jednym z wywiadów na łamach „Tygodnika Żużlowego” przyznaje, że od tamtego czasu za wiele wolnego czasu nie miał. – Rano pobudka, później szkoła, z której często trzeba było się „zerwać” z jednej czy z dwóch lekcji. Stamtąd udawałem się na trening do klubu. Potem powrót do domu, gdzie czekały na nie zajęcia przy budowie domu – wspomina.

Pierwszy rok w szkółce, to tak naprawdę „poznawanie warsztatu”. W tym samym wywiadzie Buczyński przyznaje, że jazdę na motocyklu rozpoczął dopiero w 1991 roku pod okiem Bogdana Berlińskiego, a pod koniec sierpnia 1992 roku udał się do Częstochowy, skąd powrócił do domu z pozytywnym wynikiem egzaminu na certyfikat żużlowy. W tamtej chwili nie spodziewał się, że tak szybko przyjdzie mu zadebiutować w meczu ligowym.

Debiut, punkt i… kontuzja
20 września 1992 roku ekipa Wybrzeża Gdańsk udaje się do Torunia na mecz 15. kolejki Drużynowych Mistrzostw Polski. Bez swoich dwóch zagranicznych filarów w osobach Steve Schofielda oraz Marvyna Coxa, a to oznacza, że jedynym zawodnikiem, który może cokolwiek zdziałać jest Jarosław Olszewski. Powołanie na to spotkanie dostaje także Buczyński, który w starciu z „Aniołami” zakłada plastron z numerem siódmym i czeka na swoją szansę.

Takową dostaje w połowie meczu. W siódmym biegu dnia Buczyński jedzie w miejsce Jacka Kalinowskiego. Pod taśmą towarzyszyć mu mają Jarosław Kalinowski, a wśród rywali Mirosław Kowalik oraz Tomasz Bajerski. Ten drugi zostaje jednak wycofany, a w jego miejsce na starcie pojawia się Waldemar Walczak. Buczyński ustawia się na czwartym polu startowym. Przygotowuje sobie idealne miejsce do startu, nawija gaz, spogląda w prawo i po chwili widzi czerwoną lampkę charakteryzującą przerwanie wyścigu. Walczak nie wytrzymuje i zrywa taśmę. Sędzia Józef Musiał wyklucza torunianina z powtórki. A debiutujący tego dnia Arkadiusz Buczyński dowozi do mety jedno „oczko”. Wybrzeże w Grodzie Kopernika zbiera jednak lekcję życia. Na tablicy wyników – 67:23.

Wydawało się, że 17-latek dostanie kolejne szanse i będzie mu dane zbierać doświadczenie startując w jednym czy dwóch biegach. Bywały też i mecze, tak jak ten z Polonią Bydgoszcz w Gdańsku, że miejscowi startowali w niepełnym składzie. Próżno szukać jednak w meczowej ósemce Buczyńskiego. – Niestety, ale tydzień po debiucie złamałem rękę na treningu i sezon się dla mnie zakończył…

Arkadiusz Buczyński (fot. Piotr Kin)

Cztery razy po dwa razy
W obecnych czasach zawodnicy do lat 21 są w bardzo komfortowej sytuacji, bo wbrew pozorom dosyć szybko zaczynają sezon. W czasach, gdy Arkadiusz Buczyński ścigał się w lewo, to tak naprawdę wszystkie młodzieżowe imprezy ruszały dopiero pod koniec maja, albo i na początku czerwca. Pierwszy pełen sezon na żużlu Arek rozpoczyna dopiero 10 czerwca. Wcześniej został powołany na turniej Młodzieżowych Drużynowych Mistrzostw Polski, ale na tor w Gdańsku nie wyjechał. Swoją szansę dostał od razu w meczu ligowym, gdy 10 lipca nad morze przyjechała ekipa ze Śląska, a dokładniej ze Świętochłowic. Szesnasty numer na plastronie oznaczał pozycję rezerwowego, ale nie jest to „pusty mecz”.

Buczyński wyjeżdża na tor w siódmym i czternastym biegu, gdy zastępuje Dominika Żebrowskiego. Przy swoim nazwisku zapisuje on wówczas dwie jedynki, a zawodnikiem, który tego dnia oglądał plecy gdańszczanina był Arkadiusz Owsięga. Drugi punkcik na defekcie Roberta Kesslera.

W całym sezonie pierwszoligowych potyczek odjeżdża Arek w sumie cztery mecze, a w nich zostaje desygnowany do ośmiu wyścigów. Do tych dwóch wywalczonych ze Śląskiem punktów dopisuje jeszcze jeden. Ściga się także w imprezach młodzieżowych, ale liczba występów nie jest oszałamiająca. Raz, że nie ma tylu turniejów dla juniorów, co obecnie, a dwa na wiele z nich jeździli ci wyróżniający się na co dzień.

Przeklęty maj
Nasz dzisiejszy bohater nie ukrywa, że kontuzje miały mocny wpływ na to, że tak szybko musiał zrezygnować z żużlem. Niesamowitego pecha gdańszczanin miał w momencie, gdy w kalendarzu pojawiał się piąty miesiąc roku. To właśnie w maju – w 1993, 1994 i 1995 roku notował upadki, których konsekwencjami były urazy oraz przerwy od żużla. W 1993 roku zalicza groźny wypadek na treningu i na miesiąc wypada z „czarnego sportu”. Rok później – w Pile upadek na zawodach młodzieżowych. Złamana łopatka oraz nadgarstek sprawiają, że na dwa miesiące zmuszony jest odstawić motocykle do garażu. Aż nadszedł maj w roku 1995…

Wybrzeże Gdańsk pojechało tego dnia na mecz ligowy do Rzeszowa. Za 20-letnim wówczas Buczyńskim były dwa bardzo trudne mecze, które kończył z wynikami 0,1,0 oraz 0,0,0. Na Podkarpaciu miało przyjść przełamanie, a przyszła… kontuzja. – To były dla mnie bardzo trudne zawody. W dwóch pierwszych wyścigach miałem defekt motocykla. W trzecim biegu w trakcie jazdy… wypadł mi bark – wspomina wychowanek Wybrzeża, dodając, że na uraz nie pomagało nic – ani zabiegi laserowe, ani żadna inna terapia.

Drużyna Wybrzeża Gdańsk przed meczem ligowym w Bydgoszczy w 1995 roku (fot. Piotr Kin)

Konieczna była operacja, na którą Buczyński się nie zdecydował, a to dla niego oznaczało koniec przygody z żużlem w roli czynnego zawodnika. – Prawdę mówiąc, to tamtej mojej decyzji żałuję do dziś.

Buczyński na łamach „Tygodnika Żużlowego” mówi otwarcie, że choć zaliczył tyle kontuzji, to czas spędzony na żużlowych torach wspomina bardzo dobrze. Jego kariera trwała tak naprawdę tylko dwa pełne sezony, bowiem pierwszy rozpoczął dopiero w drugiej połowie września, a ostatni zakończył już 3 maja… – Wielu znajomych nie zna mojej krótkiej żużlowej historii, ale jak już się zdarza, to zawsze wspominam ten czas bardzo pozytywnie. Bardzo dobrze wspominam Jacka Woźniaka czy Roberta Sawinę, którzy byli dobrymi kumplami. Marek Dera to już chłopak z Gdańska, który jak ja jeździłem, to też był juniorem. Może nie trzymaliśmy się blisko, ale generalnie było wspaniale.

Spektakularnych sukcesów nie udało się osiągnąć ambitnemu zawodnikowi, któremu na pocieszenie pozostała pamięć z bardzo dobrych występów w turniejach MDMP czy Pomorskiej Ligi Młodzieżowej. Zdarzało się, że za swoimi plecami przywoził reprezentantów Polski.

Po drugiej stronie bandy
Arkadiusz Buczyński nie należy do grona tych osób, którzy „obrazili” się na żużel wraz z zakończeniem swojej kariery. Można go spotkać na gdańskim obiekcie im. Zbigniewa Podleckiego, choć od 2013 roku już nie na trybunach, a w pasie bezpieczeństwa z aparatem na szyi. Eks-rider zaliczył niejako powrót do „czarnego sportu”, choć teraz uwiecznia jego piękno w obiektywie swojego aparatu. Na co dzień współpracuje z gdańskim Wybrzeżem, ale także i z zawodnikami, jak chociażby Krystian Pieszczek czy Karol Żupiński.

Także na łamach serwisu www.twojportalzuzlowy.pl możecie wielokrotnie ujrzeć zdjęcia Arka, które są okładką do naszych publikacji. Wraz z początkiem sezonu będą u nas również dostępne fotorelacje „Akbi Photos”.

W portfolio Buczyńskiego widnieje wiele świetnych zdjęć. Swego czasu wraz z Kamilem Brzozowskim oraz rok później z Kacprem Gomólskim próbowali zrobić swoją wersję legendarnej fotografii Mike Patricka, który leżąc na torze „strzelał” migawką swojego aparatu w przejeżdżającego obok niego na jednym kole Hansa Nielsena. – Kadr jest o tyle nietypowy, gdyż ja robiąc zdjęcie niemalże leżałem na torze a Kamil i Kacper przejeżdżali koło mnie na prędkości w odległości metra, może dwóch – opowiadał w wywiadzie na łamach speedwaynews.pl.

W 2019 roku Arkadiusz Buczyński wygrał wśród akredytowanych fotoreporterów konkurs na najlepsze zdjęcie wykonane podczas PGE Indywidualnych Międzynarodowych Mistrzostw Ekstraligi.

Omawiane zdjęcie Arkadiusza Buczyńskiego. W roli modela – Kamil Brzozowski.

Powrót do dwóch kółek
Po wielu latach przerwy od aktywnego uprawiania sportu Arek w 2015 roku postanowił ponownie dosiąść dwóch kółek. Padło na rower, a w marcu 2015 roku podczas maratonu w Łebie rozpoczął przygodę z kolarstwem górskim. Zafascynowany możliwością powrotu do ścigania i rywalizacji sportowej, już z końcem kwietnia 2015 dołączył do grupy kolarskiej VO2 Max MTB Team, gdzie teraz towarzyszy mu m.in. żona Joanna.

Na swoim koncie ma już kilka sukcesów. 2016 rok to dla naszego dzisiejszego bohatera pierwsze podium i wygrana w kategorii wiekowej podczas listopadowego maratonu MTB w Łebie. Na dzień dzisiejszy ściga się z licencją kolarską w kategorii „Masters” i bierze udział w Mistrzostwach Polski.

Wysoka motywacja i uwielbienie rywalizacji sportowej spowodowało, iż Arek rower wyścigowy zawsze chciał doprowadzić do perfekcji. Tymi właśnie krokami doszedł do etapu, gdzie w 2019 roku otworzył sklep z produktami najwyższej jakości przeznaczonymi do kolarstwa.

Źródło: inf. własna

POLECANE

guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments

Ten artykuł jest dostępny tylko w zagraniczej odsłonie tego serwisu.